Voy Por Ti

Voy Por Ti

sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 89 "Problemy"

Baardzo Was przepraszam, że wczoraj nie dodałam rozdziału, ale wróciłam do domu później niż planowałam i byłam tak zmęczona, że od razu położyłam się spać. Naprawdę bardzo przepraszam.

To trzeci rozdział dedykowany Violettcie Verdas :)


W domu Olga, Ramallo i Angie płakali ze szczęścia. Nie mogli uwierzyć, że Violetta z nimi jest - cała i zdrowa. Olga przygotowała jej ulubiony czekoladowy tort i usiedli wszyscy przy stole.
- Violu, myślałam dzisiaj, że może przeprowadziłabym się do was... 
- Angie, to świetny pomysł! Cieszę się, że to zaproponowałaś - uśmiechnęła się Violetta. - Teraz przepraszam, jestem trochę zmęczona. Położę się spać.
Po odejściu od stołu poszła do pokoju. Jednak nie przebrała sie nawet w piżamę. Była zła na siebie, że zrobiła Leonowi awanturę. Wzięła telefon i wykręciła jego numer. Włączyła się poczta głosowa. Za drugim razem też. I  za trzecim. Widocznie nie chce ze mną rozmawiać - pomyślała i opadła na poduszki. Wtedy do pokoju weszła jej ciocia.
- Wszystko w porządku?
- Nic nie jest w porządku. Taty nie ma, pokłóciłam się z Leonem... Dlaczego wszystko jest nie tak? - Angie usiadła obok siostrzenicy.
- Skarbie, życie nie jest cały czas szczęśliwe. Ale pamiętaj, że kiedy jest źle, to potem może być już tylko lepiej. Trzeba się wziąć w garść, zacisnąć pięści i pokonać przeciwności. Zaproś jutro dziewczyny na nocowanie. Będziesz mogła się im wygadać i na pewno poprawi ci się humor.
- Dziękuję Angie - uśmiechnęła się Violetta.
- Nie ma za co. A teraz kładź się do łóżka. 

Następnego dnia Violetta miała trochę lepszy humor. Z samego rana zadzwoniła do Fran i Cami. Dziewczyny były tak wzruszone, że płakały do telefonu, a pół godziny później były już w domu przyjaciółki. Stwierdziły, że dzisiaj cały dzień spędzą razem. Najpierw postanowiły iść na małe zakupy. Cały czas gadały o wszystkim i o niczym. Violetta nie chciała rozmawia o swoich problemach w galerii, gdzie każdy mógłby ją usłyszeć. W jednym ze sklepów spotkały Naty i Ludmiłę. Blondynka od razu podeszła do nich.
- Violu, tak strasznie cię przepraszam. Byłam okropna wobec ciebie. Nie oczekuję, że od razu mi wybaczysz i będziemy przyjaciółkami, ale chcę, żebyś wiedziała, że się zmieniłam i bardzo żałuję wszystkiego, co ci zrobiłam i powiedziałam - w połowie tej wypowiedzi głos zaczął jej się łamać. 
Violetta wahała się przez chwilę, ale w końcu uścisnęła Ludmiłę. 
- Może macie ochotę przyjść dzisiaj do mnie na noc? Fran i Cami też będą - powiedziała z uśmiechem.
- Ja przyjdę - odpowiedziała uśmiechnięta Ludmi.
- Też chciałabym przyjść, ale wyjeżdżam z rodzicami wieczorem - powiedziała Naty.
- Och, szkoda - dodała szczerze Fran. - Może następnym razem spotkamy się u mnie i ustalimy taki termin, żeby wszystkim pasował? - wszystkie dziewczyny jednogłośnie się zgodziły. 
Potem Naty i Lu poszły w swoje strony, a Viola, Francesca i Camila ruszyły na zakupy. Olga kupiła czekoladę i ciastka, a przyjaciółki dokupiły jeszcze napoje, owoce, żelki i pizzę. Zadowolone ruszyły ze wszystkimi zakupami do domu Violetty. Dwie ulice od domu, zatrzymało je dwóch chłopaków.
- Dean - uśmiechnęła się Violetta. - Jak miło cię widzieć! - rzuciła torby na trawę i przytuliła blondyna. - Dziewczyny, to jest Dean. Razem byliśmy na pontonie, a to moje przyjaciółki: Francesca i Camila.
- Milo mi - uśmiechnął się i uścisnął ich dłonie. - To jest mój brat, Mike - przedstawił faceta stojącego obok. Miał takie same blond włosy, ale widać było, że jest starszy. - Może pomóc wam z tymi zakupami. Wyglądają na dość ciężkie - i nie czekając na odpowiedź wziął reklamówki leżące na ziemi. Mike wziął kilka toreb od Fran i Cami. Resztą dziewczyny się podzieliły i wszyscy ruszyli do dużego domu. 
Chłopacy pomogli jeszcze rozpakować torby. 
- Violu, możemy chwilę pogadać?
- Jasne.
Dean i Violetta wyszli do ogrodu i usiedli na ławeczce przy małym oczku. Viola czekała, aż chłopak się odezwie. Widziała, że coś go gryzie i nie chciała go popędzać.
- Jak się czujesz? - zaczął.
- Lepiej. A ty?
- Dobrze, ale... Violetta, co z... To znaczy... - zaczął się jąkać. - Jak ci się układa z Leonem? - Violę zatkało. - Nie myśl sobie, że jestem zazdrosny czy coś... Chociaż trochę może... Ale chodzi o to, że odniosłem wrażenie, że niezbyt mnie polubił i nie chciałbym przez to zniszczyć waszego związku. Wiem, że go kochasz i nie chcę wchodzić między was. Wszystko dobrze? - zapytał, kiedy zobaczył łzy w jej oczach. Nie wiedział, co zrobić - przytulić ją? pogłaskać? nic nie robić? Violetta ułatwiła mu to i wtuliła się w niego.
- Pokłóciłam się z nim... Widziałam, że jest o ciebie zazdrosny. To nie twoja wina, tylko moja. Zrobiłam mu awanturę, że robi sceny zazdrości, zamiast się cieszyć, że mnie widzi... Przepraszam, umazałam ci bluzkę...
- Nie przejmuj się bluzką. Uważam... - powiedział Dean, chociaż było mu ciężko. Chciałby móc pocałować Violettę i być przy niej, ale zamiast tego dokończył - Uważam, że powinnaś z nim porozmawiać. Pójść do niego i wszystko mu wyjaśnić. Jeśli mu zależy, to na pewno się pogodzicie.
- Dziękuję - szepnęła.
Potem Dean'a zawołał brat i pojechali do domu, a dziewczyny poszły do siebie. Zaczął się babski wieczór.

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 88 "Dom"

Rano Violetta obudziła się wypoczęta. Słońce delikatnie grzało jej twarz. Jednak w mgnieniu oka przypomniała sobie swoją sytuację i jej humor trochę się pogorszył. 
Na krześle przy łóżku zobaczyła świeże ubrania. Pobiegła do łazienki i wzięła długi gorący prysznic. Ubrała się i zeszła na dół do sali. Przy ladzie siedział już Dean i rozmawiał z właścicielem. Przed nim stał talerz z jajecznicą. Na widok jedzenia Violettcie zaczęło burczeć w brzuchu.
- Dzień dobry - przywitała się.
- Dzień dobry słoneczko - zawołał mężczyzna. - Maria zaraz przyniesie ci śniadanie. Zadzwoniłem już do BA. Dzisiaj przypłynie po was statek. Domyśliłem się, że macie dość samolotów - uśmiechnął się znacząco.
- Tak - potwierdziła gorliwie Violetta - Nigdy już nie wejdę na pokład samolotu.
Po śniadaniu Dean i Violetta poszli na plażę. Spacerowali po piasku i czasem wchodzili do wody do wysokości kolan. 
- Czemu tak na mnie zerkasz? - zapytała dziewczyna.
- Wiesz... Jesteś bardzo ładna - powiedział prosto z mostu i uśmiechnął się. Violetta zarumieniła się  i zmieszała.
- Dziękuję, ale ja m...
- Wiem, masz chłopaka. Ale to chyba nie znaczy, że nie mogę ci prawić komplementów? - zapytał i poruszył śmiesznie brwiami.
Do 15 siedzieli na plaży i rozmawiali. Dobrze czuli się w swoim towarzystwie. Kiedy przypłynął statek, pożegnali się z właścicielami restauracji. Teraz mieli przed sobą całą dobę żeglugi. Violetta po czasie spędzonym na pontonie miała dość kołysania, więc postanowiła położyć się spać. Dean spacerował po pokładzie. Nie było na co patrzeć, bo wokół otaczała ich tylko woda. Oparł się jednak o barierkę i patrzył na fale. Myślał o Violettcie. Naprawdę mu się podoba. A przez ten czas bardzo się do siebie zbliżyli. Chłopak miał nadzieję, że po dopłynięciu do celu kontakt między nimi się nie urwie. 
Był tak zamyślony, że nie zauważył kiedy jakiś mężczyzna ustał obok niego.
- Jak się ma twoja dziewczyna?
- Violetta? To nie moja dziewczyna - a szkoda - dodał w myślach.
- Siostra?
- Nie. Przyjaciółka. Dziękuję, dobrze.
- Hm... - mruknął brodacz. - To cud, ze przeżyliście. Mieliście wielkie szczęście.
- Wiem. Dlaczego pan pomyślał, że to moja dziewczyna?
- Ładnie razem wyglądacie i wydaje się, że jesteście bardzo zżyci, ale nic tak nie zbliża ludzi jak tragedia - powiedział zagadkowym tonem i odszedł. Dean znów pogrążył się w przemyśleniach.

Leon nie powiedział nikomu o swojej "wizji" i próbie samobójczej. Przez jeden dzień był bardziej ożywiony, ale potem znów zaczęła go łapać depresja. Coraz częściej myślał, ze to jednak była jego wyobraźnia. Wychodził z przyjaciółmi, ale nie bardzo zwracał uwagę na to, co mówili. Zresztą nie mówili też zbyt wiele. Wiedział, że Fran i Marco są razem i zdawał sobie sprawę, że, ze względu na niego, nie trzymają się nawet za ręce. Ostatnio doczepiła się do nich Ludmiła i Naty. Nikt jednak nie zastanawiał się czy kryje się za tym jakaś intryga, czy nie. Zresztą ona też wydawała się przygaszona. 
Nagle w jego kieszeni zabrzęczał telefon. To jego tata.
- Leon, zaraz po ciebie będę i jedziemy na przystań. - powiedział gorączkowo.
- Co? Coś się stało?
- Nie... Tak! Znaleźli Violettę! Mój znajomy mi powiedział, że właśnie dopływa do nas.
- Już idę.
Wstał od razu z krzesła i rzucił do przyjaciół hasło:
- VIOLETTA ŻYJE!!!
Patrzyli za nim jak wybiega z baru i wsiada do samochodu ojca. Popatrzyli po sobie. Czy to możliwe? Bali się jednak mieć jakąkolwiek nadzieję, żeby potem jeszcze boleśniej nie odczuć straty. 

Na przystani Dean pomógł zejść Violi z pokładu. Dziewczyna zobaczyła czarne BMW i dwóch mężczyzn. W jednym z nich od razu poznała Leona. Ze łzami w oczach podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję. Chłopakowi też zaczęły lecieć łzy. Była tu. Mógł jej dotknąć i czuł, jak ona go obejmuje. To nie była zjawa, sen ani omamy. Violetta była przy nim żywa i materialna. 
Kiedy oderwała się od niego szepnęła:
- Tak strasznie mi tego brakowało...
Leon jednak nie odpowiedział. Patrzył na Deana. I nie był to przyjazny wzrok. Dean z kolei patrzył na Violettę. Z jednej strony cieszył się, że ona jest szczęśliwa, a z drugiej zrozumiał, jak bardzo się do niej przywiązał. Chciałby dalej ja pocieszać, dbać o nią i pilnować czy nie śni jej się koszmar. Tak jak przez ostatni czas. Ona jednak ma Leona. Spojrzał w końcu na niego. Zielone oczy wpatrywały się w jego niebieskie. Dean wyczuł, że chłopak go nie lubi. A przecież nie zamienili nawet słowa!
- Leon, to jest Dean. Gdyby nie on, nie byłoby mnie tutaj - powiedziała i uśmiechnęła się z wdzięcznością do Londyńczyka. - Dean, to właśnie Leon. 
Leon nie uścisnął wyciągniętej dłoni "rywala". Zdobył się jednak na krzywy uśmiech. Violetta to zauważyła. Czyżby był zazdrosny? - pomyślała. 
- Egh... - odchrząknął Dean. - Muszę już lecieć. Trzymaj się - przytulił Violettę na pożegnanie i ruszył w stronę Land Rovera stojącego niedaleko. Samochód należał do jego starszego brata.
- Trzymasz się? - zapytał kiedy chłopak wsiadł do samochodu.
- Taa... Jedź już - dodał i spojrzał ostatni raz na Violettę.

- Leon, wszystko ok?
- Tak. Dlaczego pytasz?
- Bo jesteś... Byłeś taki oschły w stosunku do Deana - powiedziała cicho.
- Widziałaś jak na ciebie patrzy?! - wybuchł w końcu.
- Jesteś zazdrosny o niego? Nie wierzę... Przecież on mi pomógł! Uratował mi życie! Teraz, po tylu dniach, jestem w końcu przy tobie, a ty jesteś zazdrosny?!
- Violu, uspokój się - dodał ciszej.
- Nie, nie uspokoję! Nie cieszysz się, że mnie widzisz?
- Przecież wiesz, że tak nie jest.
- To dlaczego tego nie powiedziałeś? Nie powiedziałeś, że mnie kochasz, że cieszysz się, że nic mi nie jest! Może lepiej by było, gdybym dalej pływała w pontonie setki kilometrów stąd! Może gdybym wróciła dopiero za rok, ucieszyłbyś się na mój widok!
- Violetta, uspokój się! - podniósł głos Leon. Był zły, że mówi takie rzeczy.
- Nie uspokoję się! Rozczarowałeś mnie Leon - powiedziała. 
Przywitała się z tatą chłopaka, który ja wyściskał i wsiadła na tylne siedzenie. Chwilę później Leon wsiadł do samochodu i pan Verdas odwiózł dziewczynę do domu. Pożegnała się i pobiegł a od razu do domu. Olga, Ramallo i Angie czekali na nią w salonie...


______________
Jest nawet wcześniej niż planowałam :D
Co do pytań - zrobię osobną stronę, wiec nie będzie bałaganu pod rozdziałami, ale jeśli ktoś doda pytanie tez tutaj, obiecuję, że odpowiem :)

wtorek, 5 sierpnia 2014

Informacja

Myślałam dzisiaj o blogu i doszłam do wniosku, że oprócz rozdziałów i krótkich notek pod nimi właściwie nic o mnie nie wiecie ;P Tak więc jeśli macie jakieś pytania, chciałybyście coś wiedzieć (piszę w rodzaju żeńskim, bo wątpię, ze czyta to jakiś chłopak XD) pytajcie :) W komentarzach albo piszcie maile: haniawill@gazeta.pl
Odpowiem na wszystkie :)
A jeśli macie jakieś inne pomysły - również piszcie :)
Chciałabym rozwinąć trochę bloga :)

~Hania :)

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 87 "Ty jesteś tą dziewczyną..."

Rozdział dedykowany Violettcie Verdas :)


Ludmiła obudziła się rano cała spocona. Śniło jej się, że Violetta tonie, a ona tylko stoi. Toczyła się w niej wewnętrzna walka: ratować życie rywalki czy pozwolić jej utonąć i mieć czystą drogę do kariery. Mimo wszystko, nie chciała przyczynić się do jej śmierci, ale było już za późno.
- Ugh, co się ze mną dzieje?! - zawołała sama do siebie. I wstała z łóżka.
Była sobota. Ten tydzień strasznie jej się dłużył. Wszyscy chodzili przygnębieni. Włącznie z nią. Wiedziała, że to po części przez to, co powiedział jej Leon. Ale też dlatego... No właśnie - DLACZEGO? Sama przed sobą nie przyznałaby się, ale też było jej smutno z powodu Violetty. 
Dziewczyna poszła do łazienki. Wyglądała okropnie - skołtunione włosy, zaczerwienione oczy i fioletowe sińce pod nimi. Westchnęła i wzięła długi, gorący prysznic. Szybko osuszyła włosy i w szlafroku podeszła do szafy. Nie planowała nigdzie wychodzić, więc założyła to. Uwielbiała swoje kapcie. Związała włosy w wysokiego koka i zeszła zrobić sobie śniadanie. Matki oczywiście nie było - cały dzień pracowała. 
Wzięła miskę, wsypała chrupki i zalała mlekiem. Włączyła telewizor. Trafiła na wiadomości. Po raz kolejny puszczali listę ofiar katastrofy i ich zdjęcia. Ludmi poczuła łzy w oczach, kiedy zobaczyła zdjęcie, imię i nazwisko Violetty i jej ojca. 
Nagle rozległ się dzwonek. Wytarła szybko oczy i poszła otworzyć. To była Naty.
- Cześć Ludmi. Pomyślałam, że... Może pójdziemy na zakupy albo na spacer? - zapytała niepewnie.
- Jasne - uśmiechnęła się blondynka, tylko się przebiorę.
Pobiegła na górę. Zostawiła na sobie legginsy i zmieniła tylko bluzkę i buty (klik). Wzięła torebkę i wyszła z domu.
Piętnaście minut później były w galerii i zaczęły buszować po sklepach. Jak zawsze wzięły po kilka ubrań i poszły do przebieralni. Los chciał, że wybrały tę samą sukienkę. Naty spojrzała na blondynkę.
- Pójdę ją odwiesić - powiedziała cicho.
- Nie! - zaprotestowała Ludmiła. - Weź ją. Ty wyglądasz w niej lepiej - dodała i uśmiechnęła się delikatnie.
Naty popatrzyła na nią zdziwiona, ale też się uśmiechnęła.
- Przymierz tę - powiedziała i podała dziewczynie białą sukienkę - powinna pasować.
Resztę dnia spędziły miło w sklepach i na lodach. Śmiały się i zapomniały o otaczającym ich świecie. Naty zastanawiała się, co spowodowało w przyjaciółce zmianę. Podobała jej się nowa Ludmiła.

- Violu, obudź się - Dean potrząsnął delikatnie towarzyszką. - Dopływamy doi jakieś wyspy.
Dziewczyna od razu otworzyła oczy. Z radości rzuciła się chłopakowi na szyję. Kiedy wpływali już na płytszą wodę, wyszli z pontonu i resztę odległości od lądu przeszli pieszo.
Kiedy byli na plaży, Dean podszedł do jakieś grupy ludzi. Violetta usłyszała, że mówią po hiszpańsku. Po chwili chłopak wrócił uśmiechnięty.
- Jesteśmy na Snata Marii. Chodź, poszukamy kogoś, kto nam pomoże. 
Ruszyli plażą w stronę małego miasteczka. Poszli najpierw do restauracji. W telewizji pokazywali zdjęcia ofiar z katastrofy ich samolotu. Jednak oni nie zwrócili na to uwagi. Zauważył to właściciel lokalu.
- Hej, ty jesteś tą dziewczyną z wiadomości! - zawołał i wskazał na ekran. Dean i Viola spojrzeli na siebie.  Dziewczyna poczuła dni w oczach. Przeżyli tylko oni? Wokół zgromadziła się grupa ludzi. Zaczęli sie śmiać, płakać, ściskać ich. Właściciel zaproponował im posiłek, nocleg i obiecał, że od razu zadzwoni do władz Buenos Aires. 
Violetta i Dean nie mogli uwierzyć, że to się dzieje na prawdę. Każde poszło do swojego pokoju i od razu zasnęli w miękkich łózkach - najedzeni i szczęśliwi.


____________
I jest :)
Krótki i późno, za co przepraszam 
Mam nadzieję, ze się podobał :)

piątek, 1 sierpnia 2014

Wynik(i) konkursu

Trochę mi smutno, bo tylko jedna osoba przysłała One Shot'a... No cóż....
Nie mniej jest świetny. Płakałam kiedy go czytałam, szczególnie pod koniec.
Tak wiec gratuluję Violettcie Verdas!!!!! :)
Zgodnie z obietnicą przez tydzień będę reklamować Twojego bloga, a ponieważ jako jedyna wysłałaś pracę, dodatkowo zadedykuję Ci siedem kolejnych rozdziałów :)
A teraz One Shot:




Przekształcić się w pustkę

Życie płata różne figle. Czasem te, które kończą się dla nas szczęśliwie, a czasem wręcz przeciwnie. Taka właśnie była historia tej dwójki. Przyjaciele na początku byli wrogami, lecz jak mówi przysłowie : Twój wróg jest Twoim przyjacielem. Z czasem każdy z przyjaciół zaczął czuć do siebie nawzajem coś innego, magicznego. Mianowicie zakochanie się w drugiej osobie. Gdy już odkryli, że czują do siebie to samo ich miłość wydawała się być na wieczność, lecz coś lub ktoś spowodował, że tak nie było. Poznajcie tą historię od samego początku.
~*~
Violetta
Kolejny dzień do szkoły. Zawsze lubiłam szkołę, miałam przyjaciół, lecz po pojawieniu się Verdasa, wszyscy nie wiadomo czemu odwrócili się ode mnie. Przez Leona i jego kolegów stałam się klasową oraz szkolną ofiarą. Verdas mną pomiata, robi mi kawały, ośmiesza mnie, nawet potrafi mnie uderzyć. Pamiętam jak kiedyś pod moim domem mnie pobił, a później popchnął na ścianę, tak, że złamałam sobie rękę oraz nogę. Od tamtego czasu przygasłam. Moje życie nie jest już tak kolorowe jak kiedyś. Rodzina się ode mnie odwróciła. Niby jesteśmy milionerami. Niczego mi nie brakuje. Mam wszystko czego zapragnę, ale brakuje mi rodziny. Rodzice wraz z siostrą wyjechali do Hollywood, by moja głupia siostrzyczka mogła robić karierę, a mnie zostawili w Buenos Aires. Dzwonią raz w tygodniu.
Wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic i umyłam włosy czekoladowym płynem, a na włosy waniliowym. Wyszłam z łazienki ręcznik na włosach zawinęłam w "turban", a na siebie założyłam szlafrok. Zeszłam na dół. Weszłam do kuchni i robiłam sobie na śniadanie płatki z mlekiem oraz gorące kakao. Włączyłam radio i akurat leciała piosenka mojej ulubionej piosenkarki Indili. Zaczęłam tańczyć, biegać i śpiewać po całej kuchni. Gdy była już 8:00, poszłam do mojej garderoby, w celu wybrania sobie ubrań. Nie sprawiło mi to kłopotu, ponieważ od czasu pobicia noszę luźne rzeczy. W końcu ubrałam się w to. Około 8:30 wyszłam z domu, zamykając drzwi. Poszłam do szkoły, a po drodze kupiłam sobie mrożony jogurt.
~*~
Szkoła ok. 8:50
Weszłam do szkoły i jak zawsze oczy osób stojących na korytarzu były skierowane na mnie. Spuściłam głowę w dół i szłam przed siebie nie oglądając się co jest przede mną. Samo wejście do tego budynku sprawiło, że jestem smutna i przygnębiona. Nagle na kogoś wpadłam.
- Uważaj jak chodzisz dziwko ! - krzyknęła rozwścieczona Lara, dziewczyna Leona, która momentalnie mnie popchnęła, tak, że teraz leżałam na podłodze.
- Przepraszam, nie zauważyłam Cię - opowiedziałam, wstając z podłogi.
- Jak mogłaś nie zauważyć mojej dziewczyny ! - krzyknął Verdas, stając w "obronie" swojej Larusi, uderzył mnie i popchnął na szafki. Usiadłam w kącie ściany i zaczęłam opatrywać rany. Teraz zawsze mam w plecaku apteczkę. No pięknie ! Krew mi leci z nosa i mam skręconą kostkę. Zakryłam twarz rękoma i zaczęłam płakać. Wrócę teraz do domu, nie ma co siedzieć w szkole.
~*~
2 tygodnie później
Siedzę na matematyce. Niestety od kilku dni Leon ciągle się na mnie patrzy. Ciekawe dlaczego. Przed chwilą skończyła się lekcja. Właśnie się pakuję książki do plecaka i nagle podchodzi do mnie Leon.
- Możemy pogadać ? - zapytał miłym głosem ? Przecież on nigdy nie jest miły.
- Nie, nie chcę z tobą gadać. Wyrządziłeś mi za dużo krzywdy - opowiedziałam, po czym wyszłam z klasy i skierowałam się do domu. A on zaczął za mną biec. Spojrzałam za siebie, a on cały czas biegł. Szybko uciekłam do domu. Po 3 godzinach usłyszałam pukanie do drzwi. To nie może być on, więc otworzę. Otworzyłam drzwi, a do domu szybko wszedł Leon.
- Pogadajmy - powiedział spokojnie.
- Nie mamy o czym rozmawiać ! Wyjdź z mojego domu ! - krzyknęłam.
- Uspokój się. Wyjdę jak pogadamy - powiedział.
- No dobra. Mów - odpowiedziałam.
- Chciałem Cię przeprosić. Za wszystko. Za to, że Cię biłem, przezywałem, nękałem, byłem nie miły. Przepraszam. Lara kazała mi to zrobić. Jej rodzice zagrozili moim, że jak nie będę chodził z Larą i nie będę się jej słuchać to zabiorą nam cały majątek. Zostaniemy bez grosza, bez dachu nad głową i będziemy mieli pozew w sądzie. Ja musiałem to zrobić. Normalnie nie jestem taki, jakiego mnie znasz ze szkoły. Jestem taki, bo Lara mi kazała. Przepraszam Cię nie chciałem Ci tego wszystkiego zrobić. Jutro z nią zrywam. Chcę być taki jak kiedyś. Miły, pomocny, mający przyjaciół. Przepraszam, że Cię skrzywdziłem i proszę o wybaczenie. Wiem, że mi nie wybaczysz, ale warto spróbować. Przepraszam - powiedział i poszedł w kierunku drzwi.
- Leon, czekaj - powiedziałam, a on zatrzymał się i odwrócił głowę w moim kierunku.
- Wybaczam Ci. Rozumiem, że robiłeś to wszystko ze względu na twoją rodzinę, byłeś manipulowany przez Larę. Wybaczam Ci, a nawet jeśli chcesz możemy zostać przyjaciółmi - powiedziałam, a on podbiegł i mnie przytulił.
- Dziękuję, jesteś wspaniałą osobą. Skoro jesteśmy przyjaciółmi opowiesz mi coś o sobie ? - zapytał.
- Tak, chodź - powiedziałam i zaprowadziłam go salonu, gdzie usiedliśmy na kanapie.
- Najpierw ty - powiedział.
- Ok. Mam na imię Violetta...
- Piękne imię - powiedział.
- Nie przerywaj - powiedziałam.
- ...Castillo. Mam 17 lat. Moi rodzice wyjechali z siostrą do Hollywood, a mnie zostawili w BA. Kocham śpiewać i tańczyć. Jedyne czego mi brakuje to rodziny. Teraz ty - powiedziałam.
- Mam na imię Leon Verdas. Mam 17 lat. Kocham motocross, a także śpiewać i tańczyć. Moim rodzice pracują całymi dniami i nocami, więc ich nie widuję - powiedział.
- Ja już pójdę. Przyjdę po ciebie o 8:30 i pójdziemy razem do szkoły - powiedział uśmiechając się, po czym wyszedł.
~*~
Następny dzień
Obudziłam się w świetnym nastroju. Postanowiłam, że zacznę ubierać się jak kiedyś. Żywo, kolorowo i radośnie. Weszłam pod prysznic i umyłam się. Włosy zakręciłam na lokówkę, zrobiłam makijaż i ubrałam się w to. Gdy już byłam ubrana, zjadłam śniadanie i usłyszałam dzwonek do drzwi. To pewnie Leon ! Szybko otworzyłam i go ujrzałam. Ubrany w jeansy, koszulę w czerwoną kratkę. Włosy postawione na żel. I ten jego cudowny uśmiech. Jego piękne oczy. Ahh... Jaki on przystojny.
- Cześć piękna - powiedział.
- Cześć Leon - powiedziałam.
- Zmieniłaś się. Jesteś jeszcze piękniejsza niż zawsze.
- Dziękuję. Postanowiłam, że będę się ubierać jak kiedyś - odpowiedziałam. Gdy doszliśmy do szkoły Lara od razu nas zauważyła.
- Jak mogłaś zabrać mi mojego chłopaka ! - wykrzyknęła.
- Cicho bądź Lara. Zostaw ją w spokoju. Zrywam z tobą ! Nie chcę być już więcej manipulowany prze ciebie ! Chce być miły i mieć przyjaciół ! - odkrzyknął jej i poszliśmy do klasy na lekcje.
Po 7 godzinach spędzonych w szkole wyszliśmy ze szkoły i zaczęliśmy kierować się do mojego domu.
No, nareszcie dotarliśmy !
- Może wejdziesz ? - zapytałam.
- Niestety nie mogę. Może innym razem - odpowiedział Leon, musnął mój policzek swoimi ustami i poszedł do swojego domu.
~*~
2 tygodnie później, sobota

Już 8 : 00. Leniwie wstałam z łóżka i udałam się do łazienki.Umyłam włosy oraz ciało. Podeszłam do szafy i po długim wybieraniu ubrałam się w to. Zeszłam po schodach, zjadłam śniadanie i usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam, by je otworzyć. W drzwiach ujrzałam Leona. Był jak zawsze wspaniale ubrany, włosy postawione na żel...  Ach, jaki on przystojny.
- Witam panią ! - wykrzyknął z entuzjazmem, a ja zaczęłam się śmiać pod nosem.
- Czy chciałaby panienka pójść na piknik z przystojnym, czarującym i wspaniałym młodym dżentelmenem ?
- Z chęcią, ale kto jest tym bardzo skromnym dżentelmen ? - powiedziałam powstrzymując się przed wybuchnięciem śmiechem, choć wiedziałam, że tym "dżentelmenem" jest Leon postanowiłam się z nim trochę podroczyć. 
- Jak to kto ? - zapytał oburzony.
- Przecież każdy wie, że ja ! - powiedział.
- Tak, nawet ja ! Przecież tylko żartowałam ! - powiedziałam i zaczęłam się śmiać. 
- No, dobra. Powiedzmy, że ci wierze - powiedział.
- Idziemy ? - zapytał.
- Tak - odpowiedziałam, po czym wyszliśmy z mojego domu.
~*~
15 minut później 
Po kilku minutach chodzenia wreszcie doszliśmy na miejsce. Zobaczyłam pięknie przystrojony piknik.Było tam pięknie i tak jakby romantycznie ?...  Nie. Raczej nie. Tylko mi się wydaje. 
- Chodź - powiedział Leon, po czym usiedliśmy na kocu. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy.
- Violu, mogę cię o cie zapytać ? 
- Jasne - odpowiedziałam.
- Znamy się już trochę czasu, a ja bałem się i to powiedzieć. Podobasz mi się od samego początku naszej przyjaźni. Zakochałem się w tobie - powiedział.
- Ja się w tobie też zakochałam - powiedziałam z uśmiechem.
- Zostaniesz moją dziewczyną ? - zapytał.
- Tak - odpowiedziałam szczęśliwa, gdy nagle Leon mnie pocałował. Bez namysłu oddałam pocałunek. Całowaliśmy się długo i namiętnie. Po długiej chwili oderwaliśmy się od siebie.
- Kocham cię - powiedział.
- Ja ciebie też kocham - powiedziałam, na co Leon ponownie mnie pocałował.
- Chciałabyś pójść ze mną na bal kończący szkołę ? - zapytał.
- Pewnie, że tak - powiedziałam, po czym wstaliśmy i wróciliśmy do miasta.
~*~
Całą tą sytuację widział Diego, który śledził parę przez cały czas. Violetta była jego dziewczyną w 3 klasie gimnazjum. Zerwali, a teraz gdy dziewczyna stała się jeszcze piękniejsza zaczął być zazdrosny. Próbował starać się o względy Violi, lecz na marne. Przysiągł sobie, że jeszcze zemści się na Leonie za odebranie mu dziewczyny.
~*~
Tydzień później, godzina przed balem
Już kończę się malować. Na ten specjalny wieczór ubrałam się tak. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. To pewnie Leon ! Otworzyłam je i zobaczyłam Leona. Jak zawsze wspaniale wygląda.
- Cześć kochanie ! - powiedział uwodzicielsko.
- Hej ! 
- Pięknie wyglądasz - powiedział, a ja się zarumieniłam.
- Dziękuję. Idziemy ? - zapytałam.
- Jasne - odpowiedział, po czym chwycił mnie za rękę i wyszliśmy na bal. Po około 10 minutach byliśmy na miejscu. Weszliśmy do sali i od razu zaczęliśmy tańczyć. Nagle Leon poszedł do toalety, a do mnie podszedł Diego.
- Diego ? Co ty tu robisz ? - zapytałam zdziwiona.
- Chcesz ze mną zatańczyć ? - zapytał.
- Nie, nie chce. To co mi zrobiłeś jest nie wybaczalne - powiedziałam i omijając wystawioną rękę Diega poszłam przed siebie. ( gest Violetty tutaj : KLIK ustawcie na 00 : 55).
- Jeszcze się zemszczę - powiedział, ale ja nie bardzo się tym przejęłam. Po 4 godzinach wspaniałej zabawy wraz z Leonem postanowiliśmy wrócić do domów. Szliśmy sobie przez park, gdy nagle usłyszałam strzał i huk. Spojrzałam się na Leona, ale go nie było przy mnie. Leżał martwy na chodniku mocno krwawiąc. Zaczęłam głośno płakać. Zadzwoniłam na policję, ale było już za późno. Morderca uciekł, a Leon był już martwy. Wtedy przypomniałam sobie słowa Diego : "Jeszcze się zemszczę". Wiedziałam, że to on zabił Leona. 
~*~
2 dni póżniej, pogrzeb
Gdy chowali Leona zaczęłam głośno płakać. Straciłam najważniejszą dla mnie osobę. Szybko pobiegłam nad most. 
- Kocham cię Leon. Bez ciebie przekształcam się w pustkę. Nie długo się spotkamy - powiedziałam i skoczyłam z mostu wiedząc, że tam w niebie spotkam Leona i będziemy na zawsze razem

-------------------------------------------------------------------------------
Cześć !
One Shot inspirowany piosenką : Indila - Tourner Dans Le Vide i został także opublikowany na moim blogu, na który zapraszam serdecznie -newstoryaboutleonettaslove.blogspot.com. 
Pozdrawiam,
Violetta Verdas


poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 86 "Ocaleni"

Violetta poczuła na twarzy gorące promienie słońca. To był tylko sen, pomyślała z ulgą. I odetchnęła. Ale chwila... Przecież ja nie mam wodnego łóżka! Dlaczego się kołyszę?! Kiedy otworzyła oczy, zobaczyła wokół siebie tylko wodę. Jej oddech przyspieszył. TO nie może być prawda! Mimowolnie do jej oczu napłynęły łzy. Nie próbowała ich powstrzymywać. Nagle poczuła, ze ktoś ją obejmuje. Leon?! Nie, to był ten chłopak z samolotu. Miał kilka ran na twarzy i dłoniach, ale poza tym nic mu nie było. Podobnie jak Violettcie.
- Jak? - zapytała po prostu.
- Kiedy już spadaliśmy, podszedł do mnie jakiś wysoki mężczyzna i podał mi paczkę. Okazało się, że to był ponton. Powiedział, że mam cię uratować. Po zderzeniu z wodą... Myślałem, że już po nas! Ale jakimś cudem nic nam się nie stało. Złapałem cię jak najszybciej i jesteśmy tutaj... - Violetta ścisnęła go mocniej.
- Dziękuję - szepnęła. 
- Zastanawia mnie tylko kim był ten mężczyzna...
- To był mój tata...
- Tak mi przykro.
- Czy ktoś jeszcze...?
- Obawiam się, że nie - powiedział smutno.
Dryfowali kilkanaście minut w kompletniej ciszy. Słychać było tylko szum oceanu.
- Jestem Violetta - dziewczyna przerwała milczenie.
- Jestem Dean - uśmiechnął się chłopak blado.
Violetta powiedziała mu o sobie, przyjaciołach. Ale kiedy chciała opowiedzieć o Leonie, głos jej się załamał. 
- To twój chłopak?
- Tak - Dean nie zadawał więcej pytań. - Teraz twoja kolej.
- No więc, mam 20 lat. Do tej pory mieszkałem w Londynie, ale postanowiłem przeprowadzić się do brata, do Rio. Lubię muzykę, szczególnie rockową - opowiadał o rodzeństwie, przyjaciołach, itp. 
- Zmienię trochę temat - powiedziała Viola. - Gdzie jesteśmy?
- Chciałbym wiedzieć. Telefony nie działają, za długo były pod wodą, zresztą i tak pewnie nie byłoby zasięgu. Na pewno gdzieś między Hiszpanią a Ameryką - powiedział z gorzkim uśmiechem. - Może natrafimy na jakąś wyspę... Kiedyś uczyłem się o prądach morskich i innych takich, ale wydawało mi się to zupełnie niepotrzebne - dodał z wyrzutem. - Coś pamiętam, ale nie za wiele. 
Od tej pory starali się cały czas rozmawiać, żeby nie myśleć o niczym innym. 

- W związku z niedawną tragedią, konkurs zostaje odwołany - powiedział Pablo na zajęciach. Informacja o katastrofie bardzo wszystkimi wstrząsnęła. Angie nie była w stanie przyjść do pracy. Nawet Gregorio był smutny. Ekipa UMix-u zgodziła się na rezygnację z planów. Rozumieli, co się stało. 
W szkole każdy, kto znał Violettę chodził przygaszony. Jednak najbardziej przygnębienie byli Leon, Fran, Cami, Marco i reszta najbliższych przyjaciół. 
- Jak to odwołany?! - zawołała Ludmiła. Ona jako jedyna nie przejmowała się losem dziewczyny.
- Ludmiła, czy ty siebie słyszysz? - zapytał zdziwiony Maxi.
- Po prost nie rozumiem, dlaczego z powodu jednej dziewczyny odwołany jest konkurs, który niewątpliwie bym  wygrała. Pablo, odbierasz nam... To znaczy mi możliwość bycia zauważoną, tylko dlatego, że nie ma Violetty! - krzyknęła i tego było już zbyt wiele dla Leona.
- Ludmiła! - wrzasnął - Jak możesz być tak pusta, egoistyczna... Violetta prawdopodobnie nie żyje, a ty myślisz tylko o swojej "karierze"! Jesteś najbardziej płytką, pustą i głupią osobą, jaką kiedykolwiek dane mi było poznać!! Przepraszam Pablo - dodał i wyszedł z sali.
- Pójdę za nim, żeby nie zrobił czegoś głupiego - powiedział Diego i wyszedł za przyjacielem.
Ludmiła stała ze zdziwionym wyrazem twarzy. Jeszcze nikt nigdy jej czegoś takiego nie powiedział. 

- Leon? Leon?! - wołał Diego. Zobaczył go siedzącego przed szkołą na schodach.
- Chcę być sam.
- To będziesz sam ze mną, bo ja cię samego nie zostawię - powiedział i usiadł obok. Siedzieli tak w ciszy kilka minut.
- Dlaczego to spotkało właśnie ją? - zapytał z bólem blondyn.
- Nie wiem - odparł szczerze Diego. - Ale wiem, że to nie może się tak skończyć. Leon,. słyszysz mnie? To jest niemożliwe.
- Ale tak jest! Violetta nie żyje! - krzyknął i złapał się za głowę. - Diego, proszę, chcę być sam.
- No dobra - zgodził się niechętnie. - Ale nie rób nic głupiego.
Leon już go nie słuchał. Wiedział co zrobi.

Wieczorem Violetta i Dean odczuwali dokuczliwy głód. 
- Spróbujmy zasnąć. Może to pomoże. Wiosłować i tak nie możemy, więc to bez różnicy - powiedział chłopak. 
Viola zwinęła się w kłębek, ale nie sądziła, że uda jej się choćby zdrzemnąć. Myliła się - zasnęła od razu. I miała sen. Tak jej się przynajmniej zdawało...

Leon wieczorem powiedział, że idzie na spacer. Rodzice nie protestowali. Wiedzieli, że jest mu ciężko. Chłopak zostawił telefon w domu i wyszedł. Najpierw poszedł pod dom Violetty. Potem we wszystkie miejsca, które coś znaczyły. Potem poszedł do parku. O tej porze nikogo już tam nie było. Chodził smętnie alejkami i wspominał. W jego oczach gromadziły się łzy, ale nie wstydził się ich. Pozwalał im płynąć po twarzy. I tak nikt go przecież nie widział. Chociaż, nawet jeśli byłby tu tłum ludzi, nic by z nimi nie zrobił. Poszedł na most nad rzeką. Wiedział, że jest tu głęboko i to mu wystarczyło. Przełożył jedną nogę za barierkę...
- Leon, nie! - usłyszał głos. Odkręcił głowę.
- Violetta - szepnął.
- Leon., nie rób tego, proszę...
Nawet nie wiedząc kiedy, chłopak znalazł się tuż przy swojej dziewczynie. Chciał dotknąć jej policzka, ale nic nie poczuł. Spojrzał na nią przerażony.
- Nie ma cię tutaj...
- Jestem - dotknęła dłonią jego serca. - Cały czas. 
- Violetto... Czy ty...? Czy jesteś duchem?
- Nie wiem... Ostatnie co pamiętam to to, że zasnęłam na pontonie i nagle poczułam, że muszę być przy tobie... Ty chciałeś skoczyć?
- Myślałem, że nie żyjesz... Po co ja miałbym żyć bez ciebie?
- Och, Leon - uśmiechnęła się smutno. - Obiecaj mi, że więcej nie będziesz próbował. Ja żyję. To wiem na pewno. Nie wiem tylko gdzie jestem. Ale nie jestem sama. Jest ze mną Dean. To on mnie uratował. Chodź do domu - wzięła go za rękę i szli tak razem. Nie czuł jej dotyku, ale była tu! I powiedziała, że żyje. Pod drzwiami uśmiechnęła się, szepnęła "Kocham Cię" i po prostu się rozpłynęła. Leon wszedł do środka i od razu rzucił na łóżko. A jeśli to były omamy? Może to jego zrozpaczona podświadomość wytworzyła obraz Violi? Nawet nie wiedział kiedy usnął. Ostatnia myśl, jaka przyszła mu do głowy, była taka, że musi odnaleźć Violettę.

Dziewczyna ocknęła się. Wokół panował jeszcze mrok. Nie rozumiała do końca co się stało. Czy na prawdę uratowała Leona przed samobójstwem, czy to był tylko sen? Wiedziała tylko, że musi zrobić wszystko, żeby go jeszcze raz ujrzeć, poczuć dotyk jego dłoni i smak jego ust...


____________
Nie jestem zbyt zadowolona z tego rozdziału... Szczególnie z pierwszej połowy
Niemniej mam nadzieję, że się podobał :)

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 85 "Samolot"

- Carlos - powiedział na widok znajomej twarzy. - Co ty tu robisz?
- To tak witasz się z bratem bliźniakiem? - usłyszał z ust chłopaka wyglądającego dokładnie tak, jak on sam. Tyle tylko, że teraz oczy Diego pozbawione były tego cynizmu. Carlos natomiast nic się nie zmienił - oczy nadal mu niebezpiecznie iskrzyły, a na ustach czaił się sarkastyczny uśmieszek, który w każdej chwili mógł zmienić się w grymas niezadowolenia, a następnie złości. Bliźniacy byli ze sobą  bardzo zżyci, do czasu, gdy Diego nie wyprowadził się z matką do Buenos Aires, a jego zostawił z ojcem, który z kolei nie rozstawał się z alkoholem. Carlos nie chciał się ruszać z Hiszpanii. Wiedział, że nie może liczyć na ojca, ale tu miał kumpli, poważanie i mógł robić co chciał. Kiedy decyzja o wyjeździe została podjęta, Carlos miał tylko tydzień, żeby dręczyć brata, ale wystarczyło, aby znienawidzili się na wzajem. Diego poczuł swego rodzaju ulgę, kiedy znalazł się w tym mieście. Przez dwa lata zdobył znajomych i nie myślał o dzieciństwie. Teraz jednak jego koszmar powrócił, żeby tu zatruwać mu życie. Po co przyjechał? Czego chciał? I dlaczego się tak uśmiechał? Diego nie miał pojęcia. Wiedział tylko jedno - Carlos tutaj z tym wyrazem twarzy oznacza kłopoty.
- No co? Nie cieszysz się? - zapytał szyderczo i spojrzał w stronę domu. - Nikogo nie ma. Nie wpuścisz mnie do domu. Jestem zmęczony po podróży - dodał i udał, że ziewa. 
Diego bez słowa otworzył drzwi i usiadł w kuchni.
- Po co przyjechałeś?
- Och, mały jak zwykle głupiutki Diego. Gdybym ci teraz powiedział, nie miałbym takiej frajdy.
Kiedy matka wróciła z pracy, najpierw się ucieszyła, że ma dwóch synów ze sobą., ale wiedziała, że ten starszy o piętnaście minut nie przyjechał tu bez powodu. I tego się bała. Nigdy tego głośno nie przyznała ani nie okazała, ale to Diego zawsze był jej oczkiem w głowie. Carlosa też kochała, ale on był taki nieobliczalny! I próbował sprowadzić brata na "złą drogę", jak sama sobie mówiła. Starała się jednak nie być zbyt surowa dla żadnego z nich. Może to był błąd... W każdym razie, teraz przygotowywała obiad dla swoich dwóch synów, co jakiś czas zerkając w stronę salonu. Chłopacy siedzieli na kanapie jak najdalej od siebie, rzucając w swoje strony spojrzenia pełne błyskawic.

- Dlaczego nie możemy zostać jeszcze jeden dzień? - zapytała po raz setny Violetta ojca. - Przecież to tylko jeden dzień!
- Violetto, musimy wracać. Zresztą jutro wieczorem się zobaczycie, a teraz przyprowadź tu walizkę. 
Dziewczyna zrezygnowana poszła spełnić polecenie taty. Nie chciała wyjeżdżać bez Leona. Przez te kilka dni zbliżyli się do siebie jeszcze bardziej. Nawet bardziej niż sami zdawali sobie sprawę. Ludzie patrząc na nich z daleka widzieli, jak bardzo młodzi są w sobie zakochani i uśmiechali się pod nosem na ich widok. Jak dobrze widzieć, ze taka miłość jeszcze istnieje, myśleli sobie. Szczególnie starsze osoby. Kiedyś na spacerze Viola i Leon zobaczyli parę staruszków trzymających się za ręce. Nawet teraz, gdy dziewczyna sobie to przypomina, robi jej się ciepło wokół serca. 
- My też się tak razem zestarzejemy - szepnął wtedy Leon.
- A jeśli będę miała garba? - zapytała pół żartem, pół serio Violetta.
- Nawet jeśli będziesz cała pomarszczona, garbata i nie będziesz pamiętać kim jestem, i tak będę z tobą - po tych słowach Violetta się rozpłakała i rzuciła Leonowi na szyję. 
Większość ludzi mogłoby powiedzieć, ze to tylko szczeniackie zauroczenie, ale oni świata poza sobą nie widzieli. I byli tacy szczęśliwi! Teraz jednak Violettę czekał samotny lot do domu i cały długi dzień, noc i kolejny dzień, zanim znów się zobaczą.
Leon i jego ojciec pojechali z nimi na lotnisko. Chłopak przytulił Violę tak, że nie mogła oddychać, ale nie przeszkadzało jej to. Jednak pożegnanie też musiało się kiedyś skończyć. Po odprawie Violetta patrzyła przez okno samolotu, kiedy startowali. Nie myślała nawet o tym, jak boi się lecieć, tylko o tym kiedy spotka Leona. To wydawało jej się tak odległe!
Nie wiedziała jak, ale udało jej się nawet przysnąć. Nagle obudziło ja jakieś zamieszanie panujące wokoło. Otworzyła oczy i spytała swojego sąsiada, co się dzieje. Miała w głowie same najgorsze scenariusze.
- Kończy się paliwo. Musimy awaryjnie lądować - powiedział spięty chłopak. Na oko miał może 19 lat i był nawet przystojny, jednak Viola nie zastanawiała się nad tym. Zaczęła szybko i nieregularnie oddychać. Tylko nie to! Wszystko tylko nie to!
Kiedy poczuła, że zaczynają coraz bardzie spadać, przeraziła się nie na żarty. Co się teraz stanie?! Wyjrzała za okno i zobaczyła tylko wodę. Z ledwością powstrzymywała się, żeby nie zacząć krzyczeć. Poczuła na dłoni uspokajający dotyk. To ten chłopak. Starał się ją pocieszyć. Jednak w jego oczach zobaczyła taki sam strach, jaki ogarniał ją. 
W głośnikach rozległ się głos kapitana, jednak nie docierało do niej żadne słowo. Po głowie tłukło jej się jedno słowo: LEON!!! Potem poczuła wstrząs...

- ...Wszystkie jednostki ratunkowe z okolic zostały wysłane w miejsce katastrofy. Nie wiadomo jeszcze czy ktoś przeżył. Ratownicy robią co mogą, aby dostać się do wnętrza samolotu... - do Leona nic nie docierało. Siedział jak otępiały patrząc się tępym wzrokiem w ekran. Czuł się odrętwiały i taki... pusty. Jakby już nigdy nie miał być szczęśliwy. Ojciec tylko położył mu dłoń na ramieniu. Sam był wstrząśnięty tym, co usłyszał. Żaden z nich nie powiedział ani słowa. W końcu jednak Leon zerwał się z sofy, wyszedł na balkon hotelu i krzyknął. Był to krzyk wściekłości i bezradności. Przede wszystkim jednak krzyk cierpienia. Ojciec nawet nie próbował go powstrzymać. Syn jednak wrócił po chwili, usiadł obok i po prostu się rozpłakał. Ze smutku, pustki i bólu. 

Fran wracała ze spaceru z Marco. Śmiali się właśnie z jakieś historii, którą chłopak opowiedział, kiedy podbiegli do nich Camila, Broduey i Fede. Rudowłosa dziewczyna była tak zapłakana i słaba, że Broduey prawie ją niósł. Spotkali się przypadkiem we trójkę w kawiarni i wtedy we wiadomościach usłyszeli tragiczną informację. Federico powtórzył wszystko przyjaciołom matowym głosem. Cami znów się rozpłakała, a Fran jej zawtórowała. Marco stał i nie mógł wydusić słowa. Przytulił tylko dziewczynę, ale wiedział, że nic jej nie pocieszy. 
Grupę nastolatków zobaczył Diego. Podszedł i zapytał o co chodzi. Fede nie miał sił opowiadać tego po raz kolejny, więc z Marco zabrał dziewczyny kawałek dalej i smutną wiadomość przekazał Broduey. Diego zamurowało. Od razu zadzwonił do Leona. Przyjaciel odebrał po pierwszym sygnale. Jednak Diego nie miał pojęcia co powiedzieć. Mimo ciszy w  słuchawce, wiedział, że z Leonem jest źle. Bąknął tylko: 
- Ja...
- Wiem - usłyszał zachrypnięty głos przyjaciela. - Wracamy dzisiaj w nocy - dodał bez związku bezbarwnym głosem. 
Diego stał jeszcze chwile ze słuchawką przy uchu. Mruknął coś na pożegnanie i się rozłączył. Nadal nie mógł pojąć, że coś takiego stało się w jednej chwili. I dlaczego akurat Violettcie?! Przez głowę przeszła mu myśl, że sam chciałby siedzieć w tym samolocie. 

_____________
Hm... Rozdział trochę odzwierciedla to, co się dzieje w mojej głowie...
Mam nadzieję, że się podobał, chociaż nie wiem czy to dobre określenie...
Jak coś takiego może się podobać??
W każdym razie, mam nadzieję, że miło... to też złe słowo... no, że... Nie umiem się wysłowić...
Zacznę od innej strony - miałam wrażenie, że opowiadanie robi się ciut nudne i chciałam wprowadzić więcej emocji, i myślę, że się udało