Voy Por Ti

Voy Por Ti

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 98 "Nowe środowisko" i LBA

Zostałam nominowana do LBA. Dziękuję Fedemiła Forever <3 Aczkolwiek uważam, że nie zasłużyłam, bo ostatnio strasznie zaniedbałam Was i bloga za co chcę bardzo BARDZO Was przeprosić.  Ale mam tyle obowiązków... Kiedy mam już czas, żeby cokolwiek napisać, jestem tak zmęczona, że nie mam siły. I od tego doszły sprawy związane ze studniówką... Jeszcze raz przepraszam, a teraz pytania:

1. Jak to się stało, że zaczęłaś oglądać Violettę?
Po prostu :) Włączyłam kiedyś Disney Channel i się zakochałam :)
2. Ulubiona postać z naszego fioletowego serialu?
Leon
3. Ulubiona piosenka?
Ostatnio Union J - You Got It All
4. Najlepszy przedmiot w szkole?
Angielski i biologia <3
5. Z jakiego jesteś województwa?
Z mazowieckiego :)
6. Ulubione paringi?
Hm... chyba Leonetta :)
7. Oglądasz Violettę 3 po hiszpańsku czy czekasz na polskie odcinki?
Nie wiem czy będę miała czas na oglądanie :( Na razie czekam 
8. Jest postać, której nie lubisz?
W sumie to nie przepadam za Larą ;p
9. Wypisz w kolejności od tego, którego najbardziej lubisz, do tego, którego najmniej:
Jorge, Rugg, Xabiani, Toti, Facu, Diego, Damien, Samu
10. Znasz osobiście jakieś V-lover?
Może się to wydać dziwne, ale nie XD
11. Czytasz moje opowiadanie?
Niestety nie :(

Jeszcze raz dziękuję, a teraz zapraszam na rozdział :)


Fran nie wiedziała co odpowiedzieć. Była pewna, ze to Diego. Przecież nawet bliźniacy nie są do siebie tak podobni! Ale kiedy lepiej się przyjrzała zobaczyła w jego oczach coś, czego nigdy nie widziała u Diego. Jednak wciąż nie mogła w to uwierzyć. 
- Czego się gapisz? - warknął. - Ciekawe czy ktoś w ogóle zauważył, że was nie ma - dodał i zaśmiał się gardłowo. Spojrzał jeszcze raz na nie i wyszedł zatrzaskując drzwi.
- Mogę dać sobie rękę uciąć, że to mój przyjaciel... Ale skoro nie, to dlaczego Diego nigdy nam nie powiedział, że ma brata bliźniaka...
- A ty byś się chwaliła takim bratem? - zapytała Cornelia.
- Oh, masz rację. Wiesz co? Skoro już mam tu być, to dobrze, że nie jestem sama - uśmiechnęła się blado do nowej przyjaciółki. Przytuliły się do siebie i spróbowały zasnąć. Żadnej się to nie udawało. 
Cornelia myślała o swoich rodzicach, o siostrze i przyjaciołach. Czy jej szukają?
Fran myślała o swoich bliskich. Wiedziała, że jej szukają, ale wygląda na to, że bezskutecznie.
Kilkanaście minut później usłyszały warkot silnika. Carlos musiał gdzieś jechać. Dziewczyny spojrzały na siebie. Nie były zawiązane, ale nie wiedziały jak się stąd wydostać...

Po zacumowaniu statku Violetta wciąż nie wypowiedziała ani słowa. Angie chciała zagadywać ją, zadawała jej pytania, ale nic do dziewczyny nie docierało. Kiedy zeszły na ląd, wzięły swoje walizki i ruszyły do taksówki. Po pół godzinnej jeździe przesiadły się do wozu terenowego. Violetta patrzyła pustym wzrokiem na krajobraz za oknem. Gdyby nie sytuacja, w której się znalazła, z zachwytem oglądałaby drzewa i nieliczne zwierzątka. Jednak teraz nie miała na to ochoty ani siły. Nawet nie zauważyła, kiedy byli na miejscu. Kątem oka zobaczyła dzieci chowające za drzewem rosnącym niedaleko. Zaczął się do nich zbliżać mężczyzna, który przypominał jej ubiorem Indianę Jones'a.
- Witam - uśmiechnął się przyjaźnie. - Jestem Jacob Clifford, ale mówcie mi Jake. Miło mi was poznać. To jest wioska, która się opiekuję. Wy będziecie mieszkały w motelu niedaleko stąd, bo tutaj... cóż nie jest to przyjemne miejsce dla pań. Szczególnie w nocy. Ale może was oprowadzę. 
Większość tych budynków to mieszkania, ale ostatnio wybudowaliśmy też jeden większy szałas, właśnie na zorganizowanie szkoły. Dzieci jest około 30 w różnych przedziałach wiekowych, ale uznaliśmy, że mogą się uczyć razem. Oprócz tego będą dla nich przygotowywane posiłki, no i dla najmłodszych skombinowaliśmy zabawki. Do waszych obowiązków będzie należało uczenie i zabawa od czasu do czasu. Będzie wam jeszcze pomagała Alex - wskazał na brunetkę z zadziwiająco jasnymi oczami - i Logan - tym razem jej oczom ukazał się chłopak z błękitnymi oczami i przyjaznym uśmiechem. Viola również się uśmiechnęła. Wypadło to trochę blado, ale zawsze coś. 
- Violu, pójdę załatwić sprawy organizacyjne i zaraz wrócę - powiedziała Angie i poszła.
- Więc masz na imię Violetta - uśmiechnął się chłopak. - Nasze imiona już znasz. Więc, dlaczego tu przyjech...? - nie zdążył dokończyć pytania, kiedy oberwał kuksańca od dziewczyny.
- Sorry za niego. On już tak ma. Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz.
- Nic nie szkodzi - uśmiechnęła się i opowiedziała z grubsza o tym, co ostatnio wydarzyło się w jej życiu. Czuła, że może tej dwójce zaufać. - A wy?
- Jake to mój ojciec - powiedziała Alex. - Jestem tu jakby na wakacjach, a Logana zabrałam ze sobą. To mój chłopak, ale czasem ciężko mi się do tego przyznać. W każdym razie ja uczę dzieciaki matematyki, a Logan pisania. 
- Ja ma  je uczyć angielskiego, a Angie, moja ciocia, ma mi pomóc. 
Pozostałą część dnia Viola spędziła na zwiedzaniu wioski. Lepiej poznała nowych towarzyszy i nawet ich polubiła. Kiedy zaczęło się ściemniać, ruszyli do moteliku. Dziewczyna od momentu poznania Alex i Logana nie myślała o niczym innym tylko jej pobycie w RPA. Jednak leżąc w łóżku, wszystko wróciło. Wiedziała, że rano będzie napuchnięta i czerwona. Jak od kilku poprzednich tygodni.

Leon pytał wszystkich czy wiedzą, gdzie jest Violetta. Nikt nie wiedział. Wiedzieli, że wyjechała. Wszystkim było ciężko, ale najgorzej znosiła to Ludmiła. Straciła dwie najlepsze przyjaciółki. Nawet Federico nie był w stanie jej pocieszyć. Można powiedzieć, że się do niej wprowadził. Rodzice nie mieli nic przeciwko. Wiedzieli w jakim stanie jest córka. 
Marco chodził jak zombie. Prawie nic nie jadł, nie spał...
Leon też nie czuł się lepiej. 
Wszystkim brakowało dziewczyn...

__________
Mam nadzieję, że się Wam spodobał :)
W zakładce postacie pojawiły sie dwie nowe twarze ;)

niedziela, 12 października 2014

Rozdział 97 "Kolejny wyjazd"

Dwa tygodnie później

O Fran ciągle nic nie wiedzieli. Violetta i Ludmiła od kilku dni nie pokazywały się w Studio. Marco był załamany. Nikt nie miał ochoty na wypad na miasto albo nad jezioro. Rodzice włoszki byli w rozsypce, a policja wciąż nie miała najmniejszych śladów ani nawet pomysłu, gdzie mogłaby być dziewczyna. W między czasie zgłoszono tez zaginięcie innej dziewczyny. Była to córka wspólnika ojca Francesci - Cornelia Hale. Funkcjonariusze podejrzewali, że oba porwania są powiązane, ale niczego nie mogli być pewni. 
Co więcej, do Violetty zaczęły dochodzić listy z pogróżkami. Wiedziała, że to Lara. Normalnie nie przejmowałaby się aż tak bardzo, ale po utracie przyjaciółki łatwo wpadała w histerię, a te wiadomości pogarszały sprawę. Angie tak martwiła się o siostrzenicę, że zadzwoniła po lekarza. O 16 pojawił się w ich domu. Poszedł do pokoju dziewczyny.
- Dzień dobry - zero reakcji. - Możemy chwilę porozmawiać? - Violetta zwróciła głowę w jego stronę.
- Jest pan psychologiem? - zapytała głosem, którego dawno nie używała.
- Tak. Chcę pani pomóc.
Dziewczyna westchnęła:
- Wiem i doceniam to, ale mi pomoże tylko powrót przyjaciółki. Wie pan jak to jest stracić kogoś bliskiego? Na pewno pan wie. A zdarzyło się, że stracił pan CZTERY osoby jednocześnie? Najpierw zginął mój tata, potem zerwałam z chłopakiem, którego wciąż kocham. Kiedy zaczęło się układać, przyjaciel, który uratował mi życie musiał wyjechać, a później zaginęła moja najlepsza przyjaciółka. Takie sytuacje mogą powodować złe samopoczucie. I jeszcze te listy, w których się dowiaduję, że jestem dziwką, idiotką, monstrum i... - tego było za wiele. Dziewczyna rozpłakała się.
- Mam pewien pomysł... - odparł lekarz. - Mam przyjaciela w Afryce, w RPA. Prowadzi ośrodek niosący pomoc dzieciom z okolicy. Może poleciałaby tam pani z pani ciocią na kilka miesięcy. Czasami pomaganie innym dobrze wpływa na nasze samopoczucie. Będzie mogła pani zapomnieć o problemach na czas pracy. I, proszę mi wierzyć, te dzieci potrafią czasem nas nauczyć wielu rzeczy, na które byśmy nie wpadli leżąc w łóżku. 
- Ok - powiedziała. - Ale do samolotu nie wsiądę. 
- W takim razie, załatwię miejsca na statku. Do zobaczenia.
Violetta zastanawiała się czy żegnać się  z przyjaciółmi, ale doszła do wniosku, że nie byłaby w tanie tak po prosu ich zostawić nie wiadomo na jak długo. 
Następnego dnia ogarnęła się i wyszła do kawiarni. Wszyscy już tam byli. Wszyscy oprócz Leona i Fran... Dziewczyna opowiedziała o wyjeździe i ze łzami w oczach wyściskała wszystkich. Po godzinie przyjechał Ramallo.
W drodze do portu, poprosiła o zatrzymanie się obok domu Leona.
- Dzień dobry - przywitała się z jego mama. - Leon u siebie?
- Tak, wejdź słonko.
Violetta ruszyła dobrze znanymi schodami do pokoju chłopaka. Leżał na łóżku i patrzył się w sufit.
- Violetta... - szepnął i od razu ją do siebie przygarnął. Brakowało tego im obojgu.
- Przyszłam się pożegnać.
- Ja-jak to?
- Wyjeżdżam. 
- Gdzie?
- Ja... Nie mogę powiedzieć. Tak będzie lepiej. Kiedy będę gotowa, odezwę się. Ale Leon... Obiecaj mi, że jeśli będzie coś wiadomo o Fran, zadzwoń do Angie.
- Czemu nie do ciebie?
- Nie będę miała telefonu. To jest mi potrzebne. Wrócę lepsza. I silniejsza. 
- Jesteś silna - szepnął i jeszcze raz przytulił.
- Kocham cię Leon.
- Ja ciebie też.
Spojrzeli sobie w oczy. Chłopak zbliżył się do jej twarzy, ale Violetta odwróciła się i wyszła. Serce znów pękło jej na miliony kawałków. Bała się, że nie pozbiera go po raz kolejny. Stłuczony wazon można posklejać, ale i tak będzie widać ślady po upadku. A im częściej spada, tym trudniej dopasować kawałki do siebie...

Fran nie mogła spać. Podobnie jak Cornelia. Nie wiedziały czy jest noc, czy dzień. Gdzie są? Czy ktoś ich szuka? Czy w ogóle ktoś je znajdzie?
Po kilku godzinach od ostatniego posiłku, który został im wepchnięty przez drzwi, do pomieszczenia wszedł ON.
- Ufałam ci - chrypnęła Francesca. - Jesteś potworem. I czemu w ogóle to robisz?
- Haha - zaśmiał się gardłowo. - Dlaczego? Bo wasi kochani ojczulkowie posłali mojego przyjaciela za kratki! Pracował w ich firmie od trzech lat, a oni wydali go psom. Bo co? Bo kilku osobom sprzedał prochy?! 
Fran stała osłupiała.
- Myślałam, że jesteś inny, Diego...
- A ja myślałem, że jesteś bardziej rozgarnięta... Jestem Carlos, nie Diego.


_________
Krótki, ale jest. 
Wydaje mi się, że wiem jak to pociągnąć dalej, ale boję się, że za bardzo zamieszam w postaciach i akcji... Chociaż...
Czytał ktoś z Was książkę Erici Spindler Dotyk strachu? :)
Pytanie wydaje się z innej beczki, ale chcę zrobić coś podobnego jak autorka i jestem ciekawa, co o tym myślicie :)
Nie chcę się precyzować, bo chcę zrobić niespodziankę. Jeśli macie jakieś pytania zapraszam do zakładki PYTANIA, na mojego twittera, gg, instagrama, maila - wszystko w zakładce KONTAKTY. :)

niedziela, 5 października 2014

Ważna informacja

Przepraszam Was bardzo, ale dzisiaj też nie dodam rozdziału :(
Nie daję rady. Mam mnóstwo obowiązków związanych ze szkołą, a kiedy kończę się uczyć, jestem w stanie tylko spać. 
Nie zawieszę bloga. Postaram się po trochu pisać w ciągu tygodnia, ale nie wiem, co mi z tego wyjdzie :(
Przepraszam

niedziela, 21 września 2014

Rozdział 96 "Jakoś to będzie, prawda...?"

- Więc to jest ta twoja choroba?! - usłyszeli. Violetta od razu poderwała się na równe nogi i spiekła raka.
- Lara, to nie tak... - zaczął Leon, ale dziewczyna mu przerwała.
- Ty się nie odzywaj. Nie mogłaś przeżyć, że Leon jest ze mną? Ha! Mogę się założyć, że mścisz się za tamta sukienkę! Jesteś niesamowita - powiedziała z nienawiścią. - Pogódź się z tym, że nie wszyscy cię lubią i nie będą latać wokół ciepie będąc na każde twoje skinienie. Taka jesteś niby niewinna i uczynna, ale z chęcią wbiłabyś mi nóż w plecy, prawda?!
Dla Violetty było tego zbyt wiele. Ze łzami w oczach wybiegła z pokoju, a potem z domu i ruszyła do siebie. Rozumiała, że Lara się wściekła, ale jej słowa i tak zabolały. Chciała przecież tylko pomóc Leonowi. Nie zrobiła nic złego...
- Nie zrobiłam nic złego - powiedziała sama do siebie i zamiast iść do domu, usiadła na pobliskiej ławce. Nawet nie zauważyła, kiedy dosiadł się Diego.

Lara ciągle stała, gotując się ze złości. 
- Nie powinnaś była mówić tego wszystkiego - powiedział Leon. On też był wściekły, ale na Larę.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak cię omamiła! Widziałam jak na nią wczoraj patrzyłeś. 
- To ty nie wiesz, co mówisz. Wszędzie doszukujesz się intrygi i oczekujesz ciągłego zapewniania, że cię kocham, ale wiesz co? Tak nie jest! - powiedział w końcu.
- C-co masz na myśli?
- Chcę, żebyś stąd wyszła...
- Zrywasz ze mną?! - pisnęła.
- Tak - odpowiedział po prostu.
- Pożałujesz tego! - zawołała po dłuższej chwili. - Ty i ta dziwka! - krzyknęła, trzasnęła drzwiami i już jej nie było.
Leon czuł się jeszcze gorzej niż przed przyjściem Violetty. Wydawało mu się, że Lara nie byłaby w stanie zrobić komukolwiek krzywdy, ale wcześniej nie widział takiego złowieszczego błysku w jej oku. Wiedział, że dzisiaj już nie uśnie.

- Kolejny raz widzę cię ze łzami w oczach. Wolałbym, żebyś się uśmiechała. Znów przez Leona?
- Tym razem nie - odpowiedziała z goryczą i opowiedziała całą sytuację.
- Wredna larwa - podsumował krótko chłopak. - Violu, nie masz się za co obwiniać. Chciałaś tylko pomóc. To ona ma jakiś problem. A teraz chodź. 
W drodze do domu zagadywał ją cały czas, żeby odciągnąć jej myśli od kłótni z Larą. W pewnym momencie zobaczyli Marco. 
- Hej, nie powinieneś leżeć w łóżku? - zapytała Violetta. - Fran mówiła, że jesteś chory.
- Wyszedłem jej szukać - powiedział zachrypniętym głosem. - Miała przyjść, ale nie ma jej już trzy godziny. Dzwoniłem chyba ze sto razy i za każdym razem włącza się sekretarka. To nie podobne do Francesci. Coś jej się stało... - powiedział i zaczął kaszleć. Diego poklepał go po plecach i we trójkę poszli z nim do jego domu. Violetta nakazała mu położyć się do łóżka i obiecała się nim zająć, dopóki nie wróci jego mama. Diego w tym czasie poszedł na policję zgłosić zaginięcie. Po powrocie odprowadził Violę do domu. Ani on, ani Marco nie pozwolili jej iść samej. W domu nikogo nie było, więc chłopak siedział z nią do powrotu Angie. Violetta zwinęła w kłębek i zasnęła na kanapie. 
Ludmiła siedziała zapłakana obok Federico.
Niby nie byli jeszcze razem, ale oboje czuli, że są sobie nawzajem potrzebni. Przed chwilą wpadł do nich na moment Diego. Wracał od Violi i opowiedział im o Francesce. Ludmi się załamała.
- Na pewno się znajdzie - próbował ją uspokoić Fede.
- A co jeśli coś jej się stało? A jeśli ona już...?
- Nie wolno ci tak myśleć!
Leżeli razem tak długo, ze oboje usnęli. Nie był to jednak sen dający długi wypoczynek.

Kiedy Fran poczuła, że samochód się zatrzymuje, serce jej zamarło. Poczuła, że ktoś bierze ją na ręce i niesie. Weszli do budynku, potem schodami na dół. Rzucił ją jak worek na materac. Włoszka jęknęła cicho. Słyszała jakieś skrzypienie i szuranie. Po chwili siedziała na krześle, a obok siebie czuła czyjeś bezwładne ciało.
Kiedy drzwi za porywaczem zamknęły się, usłyszała.
- Kim jesteś?
- Jestem Fran... A ty?
- Cornelia. 
- Jak długo tu jesteś?
- Nie wiem... Tydzień, może dwa...
Zamilkły, gdy usłyszały kroki za drzwiami. Porywacz najpierw zabrał Cornelię, a potem Fran. Rozwiązał im ręce i szybko opuścił pomieszczenie. Zamknął drzwi na oba zamki i oddalił się. Dziewczyny zdjęły opaski z oczu i rozejrzały się po pokoju. Fran czuła mniej wilgoci, niż w tamtym pokoju. Tapeta odłaziła ze ścian płatami, a miejscami widać nawet było tynk. Na podłodze leżały dwa zniszczone materace i dwa grube koce. Pod ścianą stał stary łamiący się stół i dwa krzesła. Oprócz tego był tu umywalka i lustro, w którym i tak niewiele było widać. Nie było tu okien, a jedynym źródłem światła była stara brzęcząca żarówka zawieszona przy suficie. Fran spojrzała na nową znajomą. Przed porwaniem musiała być ładną i wesołą brunetką. Domyślała się, że przy uśmiechu na jej twarzy pojawiały się urocze dołeczki. Jednak teraz twarz miała brudną i zapłakaną. Oczy napuchnięte i czerwone, usta suche i dawno nie rozciągające się w uśmiechu. Na oko wyglądała na 18 lat, ale mogła tez być młodsza. Francesca wykrzywiła usta w grymasie, który mógłby być ślicznym uśmiechem, gdyby nie sytuacja, ale to wystarczyło by zyskać zaufanie dziewczyny. Zbliżyły się do siebie i przytuliły. Postanowiły, że połączą materace i będą spać obok siebie, żeby było im raźniej.
- Jakoś to będzie, prawda? - zapytała Cornelia.
- Jakoś na pewno.

__________
Jest nawet wcześniej niż myślałam :)
Mam nadzieję, że się Wam podoba ;)
Trochę smutny, ale JEJ! LEON ZERWAŁ Z LARĄ :D:D
Zapraszam też do zakładki POSTACIE ;)

sobota, 13 września 2014

Rozdział 95 "Grypa, porwanie i zerwanie"

Dziewczyna ciągle nie była sobą. Razem z Fran i Angie zjadła śniadanie. Dzisiaj była sobota - miały cały dzień dla siebie. Po posiłku, Fran i Viola poszły na spacer. 
- Jak ci się układa z Marco?
- Świetnie - uśmiechnęła się przyjaciółka. - Jest taki kochany. Tylko po wczorajszym balu, znów wylądował w łóżku. Nie wykurował się przed imprezą i go zawiało. Wieczorem skocze do niego na moment. A co z Dean'em?
- Dzisiaj wyjechał do Waszyngtonu...
- Przykro mi.
- Nie powinno - uśmiechnęła się Violetta. - Tak jest lepiej. Oj, nie to miałam na myśli! Chodzi o to, że lubię go. I jest miły i w ogóle, ale...
- Ale ty ciągle coś czujesz do Leona - dokończyła za nią Francesca.
- Właśnie. 
- Nie poddawaj się - przytuliła ją przyjaciółka. - Będzie dobrze. Z Leonem czy bez, a teraz chodź na lody.

On cały czas szedł za nimi. Słyszał każde ich słowo. I nie mógł uwierzyć, że ciągle go nie zauważyły i nie poznały... Czy Violetta musi cały czas z nią iść?! Nie mogą się gdzieś rozdzielić?! Nie... Musi być cierpliwy. Przecież mówiła, że wieczorem pójdzie do Marco. Wtedy będzie mógł ją załapać...

Leon miał iść na trening, ale nie był w stanie. Miał gorączkę i cały czas było mu niedobrze. Mama stwierdziła grypę żołądkową. Czuł się fatalnie. Nie mógł się ruszać, kiedy tylko podnosił głowę miał mroczki i ledwo żył. Ojciec przyniósł mu do pokoju miskę, żeby nie musiał biegać do łazienki. Tylko teraz została sam. Matka nie dostała wolnego, a ojciec nie mógł wziąć wolnego. Leon zastanawiał się czy nie zadzwonić do Lary, ale nie zdążył, bo ona zadzwoniła pierwsza. 
- Leon, co ty sobie wyobrażasz?! Za tydzień masz ważny wyścig i nie ćwiczysz?! Wiem, ze jesteś dobry, ale w ten sposób nic nie osiągniesz! Myślałam, że bardziej ci zależy...
- Lara, ledwo mogę podnieść głowę - wychrypiał przez zaschnięte gardło. Zapomniał poprosić mamę o szklankę wody zanim wyszła. - Mam grypę żołądkową i 40 stopni gorączki.
- Oo... Przyjść do ciebie?
- Lepiej znajdź za mnie zastępstwo. Nie wiem czy dam radę jechać za tydzień.
- No dobrze... Odwiedzę cię później. Kocham cię.
- Ja ciebie też.
I znów był sam w ciszy. Ledwo mógł wytrzymać. Zaczynało mu brakować śliny i czuł jak język przylepia mu się do podniebienia. Właśnie odkrywał kołdrę, kiedy w drzwiach zobaczył twarz anioła.
- Violetta?
- Nic nie mów. Zaraz ci przyniosę wody - powiedziała i zniknęła. Po chwili wróciła ze szklanką wody. - Masz.
- Skąd się tu wzięłaś? - zapytał po wypiciu połowy szklanki.
- Szłam z Fran i spotkałyśmy twoją mamę. Miała wyrzuty sumienia, że zostawiła cię samego i poprosiła mnie, żebym się tobą zajęła. 
- Powinienem się domyślić.
- Od czego ma się przyjaciół - powiedziała z ledwo wyczuwalnym smutkiem. 
- A jeśli cię zarażę?
- Przeżyję - uśmiechnęła się i odgarnęła mu włosy z czoła. - Potrzebujesz czegoś? 
- Nie. Ale usiądź dalej. Nie chcę żebyś ty się tak czuła.
- Och, daj spokój - żachnęła się Violetta. - Jestem do twoich usług - uśmiechnęła się.
- To ja powinienem ci pomagać. Czuję się okropnie wiedząc, że nic nie mogę zrobić dla ciebie...
- Przestań - przerwała mu. - Idę ugotować ci rosół, a ty... A zresztą i tak nigdzie nie pójdziesz - uśmiechnęła się i ponownie opuściła pokój.
Leon mimo gorączki poczuł się lepiej. Co więcej,  cieszył się, że jest z nim. 

Poszło lepiej niż myślał. Violetta niedługo po wyjściu z lodziarni poszła w inną stronę. Jeszcze chwilę szedł za włoszką. Kiedy była niedaleko domu Marco, ruszył do ataku...

Fran nie mogła pozbyć się wrażenia, że ktoś za nią idzie. Co chwila odkręcała się, ale nikogo nie widziała. Skręcała już w ulicę, na której mieszkał jej chłopak. Na jej nieszczęście, nikogo tu nie było. Nawet staruszki z karmą dla kotów. Zaczęła żałować, że nie wróciła do domu. Było południe, ale nie czuła się bezpiecznie. I miała rację. Kiedy kolejny raz się odkręciła, zobaczyła jego... Stał z krzywym uśmiechem...
- CO tu robisz? Dlaczego mnie śledzisz?!
- Dowiesz się  w swoim czasie... - i zanim zdążyła krzyknąć zarzucił jej koc na głowę.
Fran nie mogła uwierzyć... Ufała mu. A on ją porwał... Dlaczego?!?!

- Smakuje? - zapytała Violetta nieśmiało.
- A mogłoby nie? Jest pyszny - powiedział Leon kończąc rosół. - Nie wiedziałem, że umiesz gotować.
- Ja też - zaśmiała się Violetta. - Leon...? Dobrze się czujesz?
- Nie wiem...
- Leon, jesteś zielony na twarzy! - zawołała przerażona i podsunęła mu miskę. 
Pięć minut później Leon nie mógł spojrzeć jej w oczy. Jego "męska duma" została urażona. 
- Przestań stroić fochy - powiedziała. - Jesteś chory. Pogódź się z tym.
- Dziękuję, że tu jesteś.
- Drobiazg. A teraz spróbuj się przespać - powiedziała i cmoknęła go w czoło, jak dziecko.
Zeszła na dół, ale po chwili usłyszała wołanie z pokoju chłopaka.
- Coś się stało?
- Nie chcę siedzieć sam... - powiedział sepleniąc. - Zostanies ze mnom?
- Dobrze - westchnęła i usiadła obok.
Rozmawiali jeszcze chwilę. Potem Leon zasnął, a Violetta głaskała go bezwiednie po lekko spoconych od gorączki włosach. I nie wiedząc kiedy, sama zasnęła z głową na jego ramieniu. Godzinę później obudził ich dźwięk otwieranych do pokoju drzwi...


__________
Jest dzisiaj, bo jutro nie wiem czy znajdę czas :(
Moja polonistka zgłosiła mnie do czytania fragmentów "Trylogii" Sienkiewicza... Lekko się stresuję, bo nie lubię takich publicznych występów :P
Wolę pisać w swoim pokoju - zamknięta i sama :)
Ale z ludźmi też trzeba mieć jakiś kontakt nie? Nawet taki outsider jak ja musi czasem wyjść z nory. Tak twierdzi moja mama XD
Ale się rozpisałam... 
Mam nadzieję, że rozdział się podobał :)
Piszcie komentarze, kocham Was :*

niedziela, 7 września 2014

Info

Przepraszam, ze nie dodałam dzisiaj rozdziału, ale nastąpiły małe komplikacje...
W ogóle zastanawiam się nad zakończeniem historii. Jeszcze nie teraz tak od razu, ale niedługo. Zwyczajnie nie mam czasu... Mam tyle dodatkowych zajęć, że nawet w sobotę i niedzielę chodzę do szkoły, tak jakby :(
postaram się coś dodać w tym tygodniu, ale nie obiecuję 

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 94 "Bal cz.II"

- ...Violetta i Leon! - krzyknął Pablo. Na sali rozległy się oklaski. Tylko cztery osoby stały jak zamurowane: Violetta, Leon, Dean i Lara. Po dłuższej chwili król i królowa w końcu ruszyli się z miejsca. Pablo założył im na głowy korony. Gratulował im, ale nic do nich nie docierało. Kiedy zaległa cisza, Violetta zrozumiała, że wszyscy na coś czekają.
- S-słucham... - zapytała w końcu.
- Czas na wasz taniec. Maxi puszczaj muzykę. 
Leon pierwszy wziął się w garść, chwycił rękę Violi i ruszyli na parkiet. Reszta uczniów utworzyła wokół nich kółko. Zaczęli tańczyć w rytm muzyki, jednak trzymali się od siebie na odległość wyciągniętych rąk.
- Jak ci się podoba bal? - zapytał w końcu Leon.
- Jest ok. A... jak tobie układa się z Larą?
- Jest ok - powiedział po dłuższej chwili. Oboje czuli, że do końca piosenki będą rozmawiać w ten sposób. Jakby znali się, ale zupełnie nie mieli wspólnych tematów. A przecież wcześniej mogli nawijać bez przerwy i ciągle było im mało. - A tobie z Dean'em? - zapytał z grzeczności.
- Nie jesteśmy razem - powiedziała patrząc Leonowi w oczy. Wiedział, że nie kłamie.
- Jeszcze - dodał za nią. Violetta zignorowała go i dopowiedziała.
- Ale lubię spędzać z nim czas. I świetnie tańczy.
- Ja też chyba sobie jakoś radzę - uśmiechnął się krzywo.
- Tak, ty też. Leon, czy to musi tak wyglądać? - zapytała w końcu.
- Ale co?
- No... Wiem, że nie jesteśmy już razem, ale chyba możemy spróbować być chociaż przyjaciółmi! Wiem, że to będzie trudne, ale mimo wszystko nadal mi na tobie zależy i nie chcę, żeby kontakt nam się urwał. 
- Myślę, że możemy spróbować, przyjaciółko - Violetta uśmiechnęła się na te słowa. 
Z jednej strony oboje odetchnęli z ulgą, ale z drugiej czuli, że to będzie trudniejsze niż mogłoby się zdawać. Kiedy piosenka się skończyła uścisnęli się krótko, po przyjacielsku i wrócili do swoich partnerów. Dean mimo wszystko nic nie mówił. Był lekko zirytowany, ale przecież to był tylko taniec. Uśmiechnął się do Violetty i skierował znów na parkiet. Lara nie była tak wyrozumiała. Wyszła z Leonem na zewnątrz i zrobiła awanturę. Nie krzyczała głośno, bo nie chciała, żeby ktoś usłyszał. Leon uspokoił ją.
- Przecież nic się nie stało. TY jesteś moją dziewczyną, nie Violetta.
- Och, no dobrze - powiedziała w końcu. - Przepraszam - dodała i cmoknęła chłopaka w usta. Wrócili na zabawę. Leona zaczepił Diego, więc Lara poszła po poncz. Kiedy się odwracała, wpadła na kogoś i zawartość kubka wylądowała na sukience. Tą osobą była Violetta. Pisnęła cicho, gdy zimny napój przemoczył górę kreacji. Spojrzała na Larę.
- Ojej, przepraszam! Nie chciałam naprawdę - powiedziała i mimo, że mówiła prawdę, w jej głosie czuć było nutkę ironii. 
- Nic się nie stało - odpowiedziała chłodno dziewczyna i odwróciła się na pięcie. - Dean, jedźmy do domu.
Pięć minut później siedzieli już w samochodzie. Była dopiero 1 w nocy. Violetta planowała bawić się do rana, ale teraz nie miła nawet humoru na rozmowę. 
- Nie przejmuj się. I tak wyglądasz ślicznie.
- Dzięki. Wejdziesz? - zapytała, kiedy byli pod jej domem. 
- Z chęcią.
Podczas gdy Violetta przebierała się w coś wygodniejszego, Dean rozglądał się po jej pokoju. W końcu dziewczyna wyszła ubrana w zwykły dres. Włosy związała w kok. Odłożyła buty do szafy, suknię wrzuciła do kosza na pranie i usiadła na łóżku obok chłopaka.
- To co teraz robimy? - zapytała.
- Hm... Może obejrzymy jakiś film - zaproponował Dean.
Zeszli więc na dół. Violetta włączyła telewizor i DVD, a chłopak wybrał film Faceci w czerni. Usiedli obok siebie na kanapie i zaczęli oglądać. Kiedy seans się kończył i Will Smith zabijał ostatnich już kosmitów, Dean spojrzał na Violettę.
- Muszę ci coś powiedzieć... - Viola spojrzała tylko na niego pytająco. Czuła w tonie jego głosu, że to nie będą dobre wiadomości, ale dzielnie patrzyła mu w oczy. - Wyjeżdżam. Mój brat dostał awans i razem z nim przeprowadzam się do Waszyngtonu...
- O - powiedziała po prostu. - To... Świetnie. Znaczy dla twojego brata. Cóż... Cieszę się, że cię poznałam i na pewno o tobie nie zapomnę. ani o tym co dla mnie zrobiłeś - powiedziała i przytuliła go.
- Ja o tobie tez mała - uśmiechnął się. - Musze już iść. Zobaczymy się jeszcze?
- A kiedy wylatujesz?
- Jutro... A w zasadzie dzisiaj.
- Hm... Kiedyś na pewno się zobaczymy - uśmiechnęła się.
Kiedy Dean opuścił jej dom, poszła do swojego pokoju. Położyła się do łóżka. Była już prawie 4 nad ranem, ale Violetta w ogóle nie czuła się śpiąca. Myślała o Leonie i Larze. Cieszyła się, że dogadała się z chłopakiem, ale irytowała ją jego nowa dziewczyna. Nie żeby czułą się lepsza, ale uważała, że Lara to po prostu nie jest dziewczyna dla Leona.
Leżąc usłyszała otwierające się na dole drzwi i przyciszone szepty. To Angie i Fran wróciły z balu. Myśląc, że Viola już śpi, rozeszły się do swoich pokoi.

Leon opadł zmęczony na łózko. Nie zasnął jednak. Myślał o balu i Violettcie. Tak, właśnie o niej. Nie o Larze. Żałował, że tak szybko zaczął chodzić z Larą. Violetta jest przecież  jest od niej ładniejsza, delikatniejsza i milsza. I tak pięknie wyglądała w tej czerwonej sukni... Dużo lepiej niż Lara. Dobrze, że chociaż mogę być jej przyjacielem - pomyślał. Zresztą, ona ma Dean'a... Leon musiał przyznać, że w głębi duszy jest mu wdzięczny za uratowanie Violi. Z tą myślą w końcu usnął...

Fran nawet nie wiedziała, kiedy usnęła. Obudziła się, gdy za oknem był już zupełnie jasno. Wstała i leniwie się przeciągnęła. Umyła się i planowała zejść na śniadanie. Przechodząc obok pokoju Violetty usłyszała krzyk. Weszła tam szybko...

Violetta usnęła nad ranem, a teraz śniła najpiękniejszy sen. Tak jej się początkowo zdawało.
Była z Leonem na plaży.
Spacerowali.
Śmiali się.
Rozmawiali.
Całowali się.



Leon robił jej zdjęcia.
Usiedli na piasku przytuleni.
Leon poszedł po lody.
Wrócił.
Dał jej jeden rożek, a drugi zniknął...
Uśmiechnął się przerażająco...
Złapał za spód podbródka...
To była maska...
A pod nią Lara...
Violetta zszokowana nie mogła się ruszyć...
Po chwili była już w wodzie...
Tonęła...
- Viola! wstawaj! - zawołała Fran. - Viola! To był tylko sen!
Violetta poderwała się i zaczerpnęła nagle dużo powietrza, jakby dopiero co wynurzyła się z wody.
- TO był sen - powtórzyła jak robot, ale mimo wszystko przytuliła się do przyjaciółki. Chodźmy na śniadanie.




______
Jest druga część :)
Później niż planowałam, bo mam malowanie w domu i laptop był przygnieciony stosem książek i fiolą XD 
Ponieważ zbliża się koniec wakacji czas na kilka spraw organizacyjnych:
1. Można powiedzieć, że jestem już maturzystką, więc muszę się głównie skupić na nauce. Będę jeździć na kursy przygotowawcze w soboty, więc rozdziały będą się pojawiać w niedziele. 
2. Postaram się je dodawać co tydzień, ale nie obiecuję. 
3. Liczę, że nie będzie mi mieli za złe, że rozdziały nie będą się pojawiać zbyt często.
To chyba tyle :)
I na koniec zapraszam Was do zakładki INFORMOWANI :)