Voy Por Ti

Voy Por Ti

czwartek, 26 września 2013

Rozdział 25

- Juan - powiedział mój chłopak i włożył w to tyle jadu, że tamten cofnął się o krok. - Miło mi cię poznać - uśmiechnął się sztucznie i wyciągnął rękę. Juan przez chwilę zastanawiał się czy odwzajemnić gest i po chwili podał mu dłoń. Leon oczywiście ścisnął ją troszeczkę mocniej niż normalnie. Zobaczyłam jak mojemu byłemu drgnął policzek... To "troszeczkę" chyba było mocniejsze niż myślałam. Stali tak przez chwilę i mierzyli się wzrokiem.
- Może wejdziesz? - zaproponował blondyn.
- Nie wiem, czy jestem tu mile widziany - odpowiedział chłopak i spojrzał na mnie. Jego wzrok automatycznie powędrował na mój niedopięty dekolt, a potem na nogi. Leon to zauważył i powiedział:
- Faktycznie, nie jesteś. Masz jakąś sprawę? Chcielibyśmy wrócić do swoich zajęć - powiedział i przyciągnął mnie bliżej siebie. 
- Właściwie, to chciałbym porozmawiać z Violą. Na osobności. - Nabrałam powietrza, żeby coś powiedzieć, ale Leon mnie uprzedził.
- Viola, nie chce z tobą rozmawiać. Coś jeszcze?
- Nie - wycedził Juan i odwrócił się. My wróciliśmy do Lary.
- Wow. Jestem pod wrażeniem - powiedziała, a my spojrzeliśmy na nią ze zdziwieniem. - No... Nie przywaliłeś mu. Gdy powiedział "Na osobności", myślałam, że nerwy ci puszą - zaśmiała się.
- Miałem chęć go walnąć, ale Viola stała obok - powiedział poważnie. 
- Bardzo dobrze, że nic mu nie zrobiłeś. Jeszcze byś miał przez niego kłopoty. Nie warto.
- Dla ciebie zawsze warto - spojrzał mi w oczy i pocałował. Trwałoby to dłużej, ale Lara o sobie przypomniała.
- Eghm... Idziemy na te zakupy?
Oderwałam się od Leona i poszłam się przebrać. Pomalowałam się i zeszłam na dół.
- Leoś, zamknij buzię - powiedziałam i pogłaskałam go po policzku. On uśmiechnął się.
- To dlatego, że jesteś taka śliczna - dał mi buziaka w policzek, a ja się zarumieniłam. Poszliśmy do samochodu i dziesięć minut później byliśmy już w galerii. Ja i Lara od razu pobiegłyśmy do sklepów, a Leon snuł się za nami i dostawał kolejne kilogramy toreb. Po dwóch godzinach każda z nas miała po pięć toreb. Stwierdziłyśmy, że na razie starczy. Za tydzień znów ruszymy na zakupy. Leon odwiózł mnie i Larę do ich domu, a sam pojechał do Diega. 
- Na co masz ochotę? - zapytała Lara.
- Budyń czekoladowy - powiedziałyśmy razem. Zrobiłyśmy sobie deser i poszłyśmy do salonu.
- Noo... Opowiadaj!
- Ale co? - zdziwiłam się.
- Co zaszło między tobą a Leonem? - ach, o to jej chodzi! Przez chwile zastanawiałam się czy jej powiedzieć, ale w końcu to maj przyjaciółka. Ma prawo wiedzieć...
- Ooo... To kochane - podsumowała całą moją wypowiedź. - Chciałabym kiedyś przeżyć coś takiego z Dieg...
- Z kim, bo nie dosłyszałam? - powiedziałam, ale wiedziałam o kogo jej chodzi.
- Z nikim...
- Lara.
- Co?
- Wiesz co.
- Nie wiem - spojrzałam na nią groźnie.
- No dobrze. Z Diego.
- Co ze mną? - usłyszałyśmy z przedpokoju. Lara zrobiła się cała czerwona, ale ja ją uratowałam.
- Chciałaby z tobą upiec tort na urodziny Cami. Podobno świetnie pieczesz - nie miałam pojęcia czy to prawda, ale to mi pierwsze przyszło do głowy. - W ogóle co tu robicie?
- Przyjechałem po ubrania na jutro - wyjaśnił Leon i cmoknął mnie w policzek - już nas nie ma. Cześć!
- Pa! - powiedziałyśmy jednocześnie. - Dzięki - westchnęła Lara.
- Nie ma za co - uśmiechnęłam się. - Co teraz robimy?
- Myślałam o filmie...
W sumie obejrzałyśmy dwie komedie romantyczne. Zegar pokazywał 3 w nocy, gdy poszłyśmy do kuchni po ciasteczka. Potem pobiegłyśmy do sypialni Lary i w łóżku zaczęłyśmy wcinać łakocie. Rozmawiałyśmy jeszcze przez jakieś dwie godziny. Miałam problem z zaśnięciem. To pewnie przez ciastka. Myślałam o dzisiejszym dniu... Tyle się wydarzyło! Ale najważniejsze, że znów jestem z moim ukochanym Leonem. Cieszę się, że mam go przy sobie. Nie wiem, ale jakoś zasnęłam. Obudziły mnie czyjeś ręce.
- Mmm... Co się dzieje?
- Chciałem cię przykryć kocem - usłyszałam cichy szept w moim uchu. Otworzyłam oczy i ujrzałam zielone tęczówki i szeroki uśmiech. - Przepraszam, że cię obudziłem. 
- Nic nie szkodzi - przeciągnęłam się leniwie i rozejrzałam po pokoju. - Gdzie Lara?
- Poszła na uczelnię. Na co masz ochotę?
- Hm... Na ciepły prysznic i jajecznicę - uśmiechnęłam się. Leon pocałował mnie w czoło i poszedł do kuchni. Ja poszłam do łazienki i ogarnęłam się trochę. Ubrałam się w zestaw, który kupiłam wczoraj i zeszłam na dół. Śniadanie było już gotowe.
- Dzisiaj mamy cały dzień dla siebie - uśmiechnął się do mnie mój chłopak.
- Domyślam się, że masz już jakieś plany - spojrzałam na niego, a on śmiesznie poruszał brwiami w górę i w dół. - I podejrzewam, że to niespodzianka. Powiedz mi tylko, co mam z sobą zabrać.
- Wszystko jest już w bagażniku - powiedział i zmył talerz. Wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu. Zawiązał mi oczy chustką i ruszył. Jakąś godzinę jechaliśmy autostradą, prawdopodobnie za miasto, a potem po jakich wertepach. Wytrzęsło mnie jak nigdy, a gdy pomyślałam, że wrócimy tą samą drogą, zemdliło mnie. Pół godziny później samochód stanął. 
- Mogę już zdjąć chustkę?
- Jeszcze nie - wyszedł z samochodu i pomógł mi wysiąść. Wziął mnie na ręce i poszliśmy. Bałam się, że mnie upuści, bo co chwila wpadał w jakieś dołki.
- Leon, może sama będę szła...
- Dam radę - powiedział, a po chwili oboje już leżeliśmy na trawie. Leoś zaczął puszczać niezłe wiązanki na temat korzenia, o który się potknął.
- Nic ci nie jest? - zapytał po chwili stroskany.
- Nie. Leon, zdejmij mi tę chustkę!
- Zaraz...
Szliśmy jeszcze kawałek i w końcu mogłam zobaczyć, gdzie jesteśmy. Leon zabrał mnie nad piękne jezioro z wodospadem otoczone lasami. Oprócz nas i kilku ptaków nie było tu żywej duszy.
- Jak tu ślicznie... - uśmiechnął się i podał mi torbę.
- Masz tu kostium kąpielowy - wyjaśnił.
Oddalił się kawałek, żebym mogła się przebrać. Wybrał mój ulubiony. Po chwili poczułam, jak się do mnie przytula. 
- Ślicznie wyglądasz... - mruknął mi do ucha, a ja tylko się uśmiechnęłam. Następne dwie godziny nurkowaliśmy i pływaliśmy z jeziorze. Potem zjedliśmy owoce, które Leon zabrał z domu. Oczywiście nie obyło się bez pocałunków. Mój ukochany już rozwiązywał mi sznurek od bikini, gdy usłyszeliśmy przerażający krzyk dziewczyny...


________
Jej!!! Znalazłam chwilę żeby to napisać :D
Cieszycie się? :)
Jak uważacie, kto krzyczał? O.o
Jutro następny rozdział :*
Kocham Was i zapraszam na bloga o Elenie i jej przyjaciołach
http://elena-damon-stefan-love.blogspot.com/

środa, 25 września 2013

Miesięcznica

To już miesiąc... Szybko zleciało :D Cieszę się, że czytacie moje rozdziały i że się Wam podobają. Mam nadzieję, że następny miesiąc będzie równie przyjemny :)
Statystyki dodam przy wynikach konkursu, bo dzisiaj nie mam za bardzo czasu ;( 
A właśnie! Co do konkursu: wciąż czekam na Wasze prace ;) Postanowiłam przedłużyć go do soboty (28.09) do 18.00. 
Te Quiero <3

niedziela, 22 września 2013

Rozdział 24

- Violetto! Violetto!
Usłyszałam jak ktoś mnie woła. Otworzyłam oczy i zobaczyłam twarz Leona. Chwila moment... Leona? Przecież miał wypadek. O co tu chodzi?
- Leon?
- Tak... Nie bądź zła. Pukałem, ale nie otwierałaś. Drzwi były otwarte i wszedłem... - rzuciłam mu się na szyję. Nie miał żadnego wypadku. To był tylko sen. - A to za co?
- Zaraz ci powiem. Chcesz kawę, herbatę, może sok?
- Woda wystarczy - uśmiechnął się. 
- Zostaniesz na obiad?
- Czemu nie - powiedział lekko zmieszany.
Poszliśmy do kuchni. Usiadł za blatem, a ja zaczęłam się krzątać i przygotowywać posiłek. Przez następne dziesięć minut siedzieliśmy w ciszy. 
- To... Powiesz mi o co chodzi?
- Och, tak - opowiedziałam mój sen.
- I tak się tym przejęłaś, że płakałaś przez sen?
- Przecież już ci powiedziałam, że cię kocham. To takie dziwne, że płaczę jeśli ktoś bliski ma wypadek? Nawet jeśli to tylko sen - nie powiedział nic, tylko spojrzał mi w oczy. - A co cię do mnie sprowadza?
- Chciałem cię przeprosić. Zachowałem się jak ostatni palant i Lara mi to uświadomiła. Kocham cię Violetto. Te dwa lata to był koszmar. Dopiero po twoim wyjeździe zrozumiałem ile szczęścia wniosłaś do mojego życia - z każdym jego kolejnym słowem kawałki mojego serca podnosiły się i ustawiały w dawnym miejscu. Czułam ciepło rozchodzące się po całym ciele. 
- Leon, zrób coś dla mnie...
- Wszystko.
Spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Pocałuj mnie!
Zamknęłam oczy i po chwili poczułam jego usta na moich. To było coś niesamowitego. Poczułam przyjemne dreszcze rozchodzące się po całym ciele. Najpierw tylko dotykaliśmy się ustami, ale z sekundy na sekundę nasz pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny i głęboki. Brakowało mi tego. Czułam, że Leon jest równie szczęśliwy jak ja. Usiadłam mu na kolanach okrakiem i całkowicie zatraciłam się w tym, co robiliśmy. Wplótł palce w moje włosy i jeszcze bardziej wpił mi się w usta. Oddawałam mu każdy pocałunek. Chciałam objąć jego szyję i przez przypadek strąciłam szklankę z wodą z blatu. Spojrzeliśmy w dół, a potem na siebie.
- Ups - zaśmiałam się.
- Potem posprzątamy - powiedział i znów mnie pocałował. Wziął mnie na ręce i poszedł do sypialni. Położył mnie na łóżku i zaczął rozpinać swoją koszulę. Wiadomo do czego potem doszło. Pół godziny później leżałam wtulona w jego nagi tors, a on gładził mnie po ramieniu i co jakiś czas całował w czubek głowy. Chciałam mu powiedzieć, że go kocham, ale mój brzuch mnie uprzedził. Jeszcze nigdy nie burczał tak głośno.
- Ktoś tu chyba jest głodny - uśmiechnął się Leon. Wstał i założył spodnie. Ja leżąc, cały czas go obserwowałam. Świetnie wyglądał w rozczochranych włosach... Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Co? Mam coś na głowie?
- Nie. Tylko patrzę na mojego przystojnego chłopaka.
- A, no chyba że tak - zaśmiał się, a mi znów zaburczało w brzuchu. Leon zaczął się śmiać jeszcze bardziej. Wziął mnie za ręce i podniósł do pozycji siedzącej. Pocałował mnie delikatnie i podał swoją koszulę. Założyłam ją bez wahania. Zeszliśmy do kuchni. Ja kończyłam robić spaghetti i opowiadałam mu o moim życiu w Szwecji. Leon wytarł wodę z podłogi i pozbierał szkło.
- Cholera!
- Co się stało?
- Kawałek szkła wlazł mi w rękę.
- Pokaż.
- To nic takiego.
- No już dobrze mój macho. Dawaj tą rękę - na szczęście to był dość spory kawałek. Wzięłam pęsetę i wyjęłam go. Spojrzałam na Leona. - Plastra pewnie nie chcesz.
- Na taką rankę? - zaśmiał się. Wzięłam znów jego rękę i pocałowałam skaleczone miejsce. - Od razu mniej boli.
Dokończyliśmy robić obiad i usiedliśmy w jadalni. Opowiedziałam mu o liście. W miarę jak mówiłam, robił się coraz bardziej wściekły.
- Uwierzyłaś w to? - pokiwałam głową. - Violetto, patrz mi na usta: Zawsze cię kochałem i nigdy nie kazałbym ci o mnie zapomnieć, bo sam nie umiałem zapomnieć o tobie. A twój wyjazd, to było najgorsze wydarzenie w moim życiu. 
Uśmiechnęłam się i go pocałowałam. Wróciliśmy do obiadu. Leon wciągał makaron ustami i cały nos miał upaprany sosem. Wie, jak mnie rozbawić. Wycierałam mu go chusteczką, gdy do domu jak burza wpadła Lara.
- Violu, nie wiesz gdzie może być Le... O widzę, że jest. Pogodziliście się?
- Tak - powiedzieliśmy chórem.
- To dobrze. Leon kretynie! Dlaczego nie powiedziałeś, gdzie idziesz i kiedy wrócisz?! Czekam na ciebie z obiadem już od godziny! Dzwonię, ale oczywiście masz wyłączony telefon!
- Przepraszam?
- I mógłbyś założyć koszulkę - spojrzała na mnie i ją olśniło. - To wy...?
- Może - uśmiechnęłam się tajemniczo i puściłam jej oczko.
- Violu, co powiesz na babski wieczór? Dzisiaj u mnie.
- A ja? - zapytał urażony Leon.
- Ty możesz iść do Diego.
Usiadła obok nas i zaczęliśmy rozmawiać, jak kiedyś. Przed naszym zerwaniem. Umówiłam się z Larą na zakupy "w stylu Laretty", jak dawniej. Leon nie był zachwycony, ale siostra przypomniała mu, że miał dla mnie zrobić wszystko, a ja chciałam iść na zakupy z Larą. Przez cały czas trzymał mnie za rękę. Chciałam podać deser, ale ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam otworzyć i zobaczyłam... Juana. Czego on znów ode mnie chce?
- Czego tu szukasz?
- Czyją masz koszulę na sobie?
- Pierwsza zadałam pytanie.
- Chcę cię przeprosić. Twoja kolej.
- Kochanie, kto to?
Juan spojrzał najpierw na mnie, a potem na mojego chłopaka, który do mnie podszedł w samych spodniach. Uśmiech zszedł z jego twarzy. Leon objął mnie ramieniem i zmierzył go wzrokiem.
- Ty jesteś...
- To jest Juan.

__________
I co? Fajny? :) 
Macie w końcu tę swoją Leonettę :D
Jeśli mi się uda, to jeszcze wieczorem dodam rozdział, 
a jeśli nie, to pewnie będzie dopiero w piątek :(
I wciąż czekam na wasze one-shoty. Jak na razie mam tylko 4 

sobota, 21 września 2013

Rozdział 23

Spojrzałam na zegarek. 6.56. Kiedyś znów bym się położyła i spała dalej, ale nie teraz. Zeszłam na dół zrobić sobie śniadanie. Przebrałam się, wzięłam torebkę i ruszyłam do drzwi. Otworzyłam je z rozmachem i wpadłam na kogoś.
- Przepraszam. Nie widziałam cię.
- Nic się nie stało - znałam ten głos świetnie.
- Diego! Skąd wiedziałeś, że tu mieszkam?
- Angie - powiedzieliśmy jednocześnie.
- Idziesz gdzieś?
- Miałam taki zamiar, ale to może zaczekać. Wchodź.
Zaprowadziłam go do salonu i poszłam zrobić herbatę. Pięć minut później przyszłam z kubkami i ciastkami.
- Opowiadaj.
- Tyle, że nie ma o czym...
- Och daj spokój. Przez dwa lata byłaś w Szwecji. Na pewno coś się wydarzyło.
Powiedziałam mu to, co było wartego uwagi. W sumie nie było tego zbyt dużo...
- Nie zapomniałaś o nim.
Spojrzałam na niego zdezorientowana. Unikałam mówienia o tym jak się czułam. Skąd wie co mi siedzi w głowie?
- Violu, widzę to w twoich oczach. On też o tobie nie zapomniał. Po miesiącu bez ciebie wypisał się ze Studia i widywaliśmy się tylko w Resto raz na tydzień.
- Jak to "widywaliście się"?
- Po twoim wyjeździe trochę się zaprzyjaźniliśmy. Nie było łatwo, ale teraz można powiedzieć, że ufamy sobie jak dobrzy kumple. Głównie dzięki temu nie kłócę się już tak często z Larą. Chociaż ona do końca jeszcze się do mnie nie przekonała - dodał jakby trochę smutny.
- Podoba ci się.
- Ale ja jej nie.
- Walcz o nią.
- Ale...
- Nie - przerwałam mu i opowiedziałam mój sen. - To do nich chciałam jechać zanim na ciebie wpadłam. Teraz jedziemy oboje. Bez dyskusji.
- Od kiedy jesteś moją mamą - zaśmiał się. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do mojego samochodu. Diego prowadził, bo ja nie wiedziałam gdzie mieszka moja przyjaciółka z bratem. Okazało się, że to tylko dwie ulice dalej. Zapukaliśmy do drzwi. Otworzyła nam Lara w szlafroku.
- Hej, co tu robicie tak rano?
- Przyszliśmy walczyć o miłość - powiedziałam bez zastanowienia i poczułam łokieć Diego w swoich żebrach. - Możemy wejść?
- Tak jasne. Leon poszedł po bułki na śniadanie, zaraz powinien wrócić. Kawę czy herbatę?
Podała nam kawę i poszła się przebrać. Zdążyła wejść do kuchni, gdy do domu wszedł Leon obładowany torbami.
- Miałeś kupić tylko bułki.
- Tak, ale naszła mnie ochota na sałatkę owocową. I pomyślałem, żeby kupić też blender, jakbyśmy chcieli sok owocowy. No i kupiłem jeszcze trochę rzeczy na obiad. 
- No tak. Jak zawsze. Wyślij go po bułki, to wróci z połową sklepu. I to niby ja kupuję niepotrzebne rzeczy. Mamy już jeden blender geniuszu.
- Ale jest już stary. Była promocja - powiedział głosem dziecka. Nie wie jeszcze, że ma gości. Z minuty na minutę stawałam się coraz bardziej spięta. 
- Zaczynam się zastanawiać, czy ten twój nowy żel do włosów nie wypala ci szarych komórek - powiedziała poważnie Lara.
- To nie żel, tylko szampon - zaśmiał się Diego. - Cześć stary.
- Hej. Co ty tu robisz?
- Przyjechali "walczyć o miłość" - zaśmiała się Lara, a Diego się zaśmiał nerwowo.
- Jacy oni?
Postanowiłam, że to dobry moment, żeby wyjść z kuchni. Weszłam do salonu i usłyszałam, jak Leon nabiera głośno powietrza. 
- Cześć.
- Em... Hej...
- Leon, musimy porozmawiać.
Zaprowadził mnie bez słowa do swojego pokoju. Wskazał ręką na łóżko i sam usiadł jakiś metr ode mnie. Siedzieliśmy w ciszy jakieś dwie minuty, ale wydawało mi się, że to cała wieczność. Co ja sobie wyobrażałam?! Że jak mnie zobaczy, to się ucieszy? Że będzie jak dawniej? Nigdy nie będzie jak dawniej i oboje o tym wiemy...
- To o czym chciałaś porozmawiać? - zapytał głosem wypranym z emocji.
- Ja... Ja chciałam... To znaczy...
- No wyduś to z siebie.
- Nie pomagasz mi.
- Przecież chciałaś rozmawiać!
- Leon, nie krzycz - powiedziałam ze łzami w oczach. Zmienił się. 
- Przepraszam - powiedział już łagodniej. - Więc o co chodzi?
- Chciałam powiedzieć, że te dwa lata były dla mnie bardzo trudne. A tydzień przed wyjazdem wcale nie lepszy. Nie wiem czy przeczytałeś list ode mnie, ale...
- Przeczytałem - moje rozbite serce poruszyło się delikatnie. Przeczytał...
- Więc wiesz, że cię kocham. Zawsze cię kochałam i to się nigdy nie zmieni. Wiem, ze między nami nie będzie jak dawniej, ale nie chcę,  żeby było jak teraz. Jakbyśmy byli zupełnie obcymi ludźmi. 
- Ja też nie chcę, ale nie wiem czy to dobry pomysł, żebyśmy do siebie wrócili...
- Leon...
- Violetto, ja też cię kocham, ale zmieniłem się i ty też. 
- Rozumiem - nie rozumiałam. On mnie odrzucił? Przecież nie on napisał ten list., Wszyscy mi mówili, że za mną tęsknił, a on nie chce dać nam drugiej szansy. - Ale możemy się przyjaźnić?
- Tak - powiedział i wstał. Zrozumiałam, że powinnam już iść. W całym domu panowała napięta atmosfera. 
- Zostaniecie na obiad? - zapytała Lara.
- Raczej nie - powiedziałam i wyszłam z mieszkania, a Diego za mną. Odwiózł mnie do domu i poszedł do siebie. Zrobiłam sobie obiad i usiadłam w salonie. Jakoś nie mogłam nic przełknąć. Przeczytał mój list. Wie o co chodziło z Juanem. Wie, że go kocham. Muszę o niego walczyć. Musze mu pokazać jak wiele dla mnie znaczy. Tylko co mam zrobić? 

***
Strasznie się czuję, że znów zraniłem Violettę. Niczego tak bardzo nie pragnę, jak wrócić do niej, ale nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi. Oboje się zmieniliśmy. 
- Jesteś większym idiotą niż myślałam - z zamyślenia wyrwał mnie głos mojej siostry. Nic jej nie odpowiedziałem. - Dlaczego jej nie powiedziałeś, że za nią tęskniłeś?! Dlaczego zachowujesz się, jakbyś jej nie znał?
- Bo nie znam. Zmieniła się.
- Leon, ludzie się zmieniają. Spójrz na siebie! Kiedy ostatnio opowiedziałeś jakiś kawał? Albo kiedy grałeś na gitarze? Leon, taka kolej rzeczy. A jeśli naprawdę by ci zależało na Violi, to starałbyś się ją poznać. Chyba, że ona nic już dla ciebie nie znaczy.
- Dobrze wiesz, że ją kocham! - zacząłem się już denerwować. - Kocham Violettę, ale coś nie chce żebyśmy byli razem.
- Tak. Jest wysokie, ma blond włosy, zielone oczy i jest największym kretynem na świecie. Ona tu dziś przyjechała, żebyś jej wybaczył, a ty co? Nic!!! Jak zawsze. Przecież w związku obie strony muszą coś od siebie dawać, a ty nie robisz nic! Najpierw nie dajesz jej nic wyjaśnić, potem zachowujesz się jak dziecko udając, że jej nie widzisz. Gdy do ciebie pisze, że wyjeżdża, płaczesz, ale sam do niej nie napisałeś przez całe dwa lata. A gdy przychodzi, żeby porozmawiać, ty ją spławiasz, a potem użalasz się nad sobą. Leon, mam tego dosyć. Popełniasz błąd za błędem! Albo zrób coś żeby ją odzyskać, albo sobie odpuść i zapomnij o niej. I jeszcze jedno, uważam, że zasługuje na kogoś lepszego niż ty. Ona cię kocha, a ty tylko sprawiasz, że cierpi - powiedziała i poszła.
Czułem się okropnie. Lara ma rację. Znowu. Teraz moja kolej, żeby zawalczyć o Violettę. Wziąłem telefon i przez chwilę zastanawiałem się, co powiedzieć. W końcu postanowiłem iść na żywioł. Wybrałem jej numer i...
- Wybrany abonent jest chwilowo nieosiągalny. Prosimy spróbować później.
Rozłączyłam się zrezygnowany. Już wiem! Wziąłem kurtkę i wsiadłem do samochodu.
***

Chciałam zadzwonić do Leona, ale nie odbierał. Może do niego pojechać? Nie. Dał mi do zrozumienia, że nie ma ochoty ze mną rozmawiać, a ja nie chcę się narzucać. Usiadłam w salonie i zaczęłam czytać książkę. Za oknem słychać było syreny. Nie lubię tego dźwięku. Oznacza on cierpienie, smutek i godziny wyczekiwania, które zdają się byś wiecznością. Nagle zadzwonił mój telefon. To Lara.
- Tak?
- Leon miał wypadek...
Syreny... Wypadek... Leon... Cierpienie... Godziny wyczekiwania... To do niego jechało pogotowie. Telefon wypadł mi z ręki, a moje policzki były mokre od łez. Nagle zaczęłam widzieć czarne plamy, a potem nie było już nic...

________
I jak? Może być? :)
Następny jutro :)

piątek, 20 września 2013

Rozdział 22

... Leona. Nie wiedziałam, jak się zachować. Udawać, że go nie znam? Przytulić go? Rzucić mu się na szyję? Nie mam pojęcia.
- Cz-cześć - wydusiłam. 
- Hej... Eee... - on chyba też nie wiedział co powiedzieć - przywiozłem Larze śpiwór, bo zapomniała wziąć go z samochodu.
- Jasne... Chcesz wejść? - zapytałam z wahaniem. Zastanawiał się przez chwilę.
- Nie, dzięki - podał mi śpiwór i nasze ręce na chwilę się dotknęły. Poczułam jakby prąd przeszedł przez całe moje ciało. Ciekawe, co on poczuł? - Cześć - powiedział tak cicho, że prawie niesłyszalnie.
- Pa.
Odwróciłam się z zamiarem pójścia do salonu i zobaczyłam blond włosy znikające za drzwiami.
- Lu, wiem, że to ty. Słyszałyście wszystko?
- Tak - odpowiedziały chórem, a ja zwróciłam się do Lary.
- Jakoś nie zauważyłam, żeby był szczęśliwy, że mnie zobaczył.
- Ty też nie pokazywałaś emocji - uświadomiła mi Naty.
- Nie chce już o tym mówić. Obejrzyjmy jakiś film.
Fran i Cami poszły po koce i poduchy, bo padło na horror. Naty i Ludmi wybierały, który obejrzeć, a ja i Lara poszłyśmy zrobić popcorn. Byłam nieobecna. Dotknęłam go, po ponad dwóch latach rozłąki. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam. Nawet z nim, gdy jeszcze byliśmy razem. Ten "prąd" przeszył mnie samą i poruszył resztki mojego serca. Leon byłby w stanie mnie "naprawić". Może nie działałabym tak, jak kiedyś, ale byłabym bardziej... żywa. Tylko on jest w stanie znów przywrócić mnie do pełni życia. Wzięłyśmy dwie miski i wróciłyśmy do salonu. Film już się zaczynał. To film o zombie. Na początku było okey. Trochę strasznie, ale dało się przeżyć. W połowie filmu było zbliżenie na jednego z zombie. Dziewczyny schowały twarze w poduszki, a ja patrzyłam jak zaklęta. Czy to możliwe, ze ja też tak wyglądam? Na pewno nie wypada mi oko, ale mam bladą, szarą cerę i wory pod oczami, bo prawie nie śpię w nocy. I nie mam wyrazu twarzy. Nie uśmiechałam się tak prawdziwie od dwóch lat. Musze to zmienić! Nie chcę być jak zombie... Po filmie położyłyśmy się do śpiworów. Pierwszy raz od długiego czasu zasnęłam na suchej poduszce i nic mi się nie śniło...

***
Nie mogę zasnąć, bo cały czas myślę o NIEJ. Mogła zmienić styl, ale nie perfumy. Wciąż używa tych samych. Z bliska widać różnicę. Jest bardziej blada, a jej twarz wygląda jak maska. Nie ma w ogóle zmarszczek mimicznych, a to znaczy, że nie śmiała się. Tylko dlaczego? Mimo wszystko nadal jest śliczna... Co ja mogę zrobić? Zachowywała się, jakbyśmy się prawie nie znali. Rozumiem, że dawno się nie widzieliśmy, ale coś między nami było. I to JA to zniszczyłem. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Nie wiem nawet jak ją przeprosić... Doszedłem do wniosku, ze dzisiaj i tak nie zasnę. Wziąłem laptopa i zacząłem kończyć projekt na zebranie. Rodzice postanowili przekazać mi firmę. Miałem iść na studia muzyczne, ale po wyjeździe Violetty nie śpiewałem. Zrezygnowałem ze Studia i zająłem się ekonomią i inżynierią. Śpiew be Violi to nie śpiew. Dopiero teraz rozumiem, że bez niej byłem jak zombie. Żywy, ale jednak martwy. Violetta jest moim życiem i szczęściem.
***

Następnego dnia
Udało mi się wstać wcześniej od dziewczyn. Poszłam do łazienki się ogarnąć, ubrałam się i zaczęłam robić śniadanie. Obiecałam sobie, ze nie będę już jak zombie i dotrzymam tej obietnicy. Tak jak obiecałam sobie, że nie zapomnę o Leonie. Postanowiłam przygotować gofry z sosem czekoladowym. Gdy smażyłam ostatniego, moje przyjaciółki obudziły się. Zjadłyśmy posiłek i wypiłyśmy kawę. Dziewczyny ogarnęły się i spakowały. Wyszłam razem z nimi, bo i tak miałam wyjść na miasto. Odprowadziłam jej do domów i poszłam do kwiaciarni. Kupiłam trzy rodzaje kwiatów i ruszyłam w stronę cmentarza. Zatrzymałam się przy grobie Angelici Saramego. Włożyłam tulipany do wazonu i uśmiechnęłam się. Potem poszłam do mamy. Położyłam tam stokrotki. Jej ulubione kwiaty.
- Kocham cię - szepnęłam i skierowałam się kilka alejek dalej. 
Do wazonu włożyłam niezapominajki.
- Cześć tato - powiedziałam ze łzami w oczach. - Chciałam cię przeprosić. Nie chciałam, żeby słowa, które powiedziałam wtedy na lotnisku były ostatnimi. I przepraszam, że nie odpisywałam na lisy. Czuję się okropnie, że nie mogłam się z tobą pożegnać jak trzeba. Oboje popełnialiśmy błędy, a teraz nie możemy ich naprawić. Bardzo żałuję wielu rzeczy, które zrobiłam albo powiedziałam. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Kocham cię. - nie mogłam już powstrzymać łez. Leciały mi po policzkach i nie chciały przestać. Skąd we mnie tyle tego jest? Przez te dwa lata powinno się wyczerpać...
- Violetta?
Odwróciłam się i zobaczyłam wysokiego mężczyznę w garniturze.
- Ramallo! - rzuciłam mu się na szyję. - Jak się cieszę, ze cię widzę!
- Ale ty się zmieniłaś. Jak wydoroślałaś... Ja też za tobą tęskniłem. Dasz się namówić na kawę i szarlotkę?
- Zawsze i wszędzie - uśmiechnęłam się szczerze, ale to nie był pełny uśmiech. Poszliśmy do cukierni, w której jeszcze nigdy nie byłam. Szarlotkę mieli przepyszną. Opowiadaliśmy sobie przez godzinę co się pozmieniało. Głównie opowiadał Ramallo.
- Muszę już iść Violu. Mój szef nie toleruje spóźnień. 
- Ale zobaczymy się jeszcze?
- Oczywiście. Ach! Zapomniałbym. Mam tu list dla ciebie.
O nie! Mam już dość tych wszystkich listów! Nie powiedziałam tego głośno, tylko się uśmiechnęłam i uściskałam Ramallo. Ruszyliśmy w przeciwne strony. W domu zrobiłam sobie herbatę i otworzyłam list. Był od taty.

Kochana Violu,
Jeśli to czytasz, to znaczy, ze wróciłaś ze Szwecji, a ja, z jakiegoś powodu, który jest pewnie bezsensowny, nie mogę powiedzieć ci tego osobiście. Chcę żebyś wiedziała, że kocham cię najbardziej na świecie i niczego bardziej nie żałuję niż wysłania cię na drugi koniec świata. Popełniłem wiele błędów, ale wszystko co robiłem, było dla twojego dobra. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz. Nie chcę, żebyś myślała, że cię nie kocham. Jesteś moim światełkiem w ciemności. Mama na pewno jest z ciebie dumna. Mam wyrzuty sumienia, że w ostatnim tygodniu przed twoim wyjazdem prawie nie rozmawialiśmy. Byłem dla ciebie jak obcy człowiek i żałuję, że nie mogę cofnąć czasu. Przykro mi też, że więcej uwagi poświęcałem Jade, a nie tobie. To chyba wszystko, co chciałem napisać. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. 
Twój kochający tata
PS Rzeczy mamy są u Angie

Trzęsły mi się ręce, a litery na kartce rozmywały się od moich łez. Nikt z nas nie przypuszczał, że tym bezsensownym powodem, będzie śmierć taty. 
- Już ci wybaczyłam - powiedziałam i poszłam do łazienki. Wzięłam długi gorący prysznic. Założyłam szlafrok i poszłam na poddasze. Schowałam list do mojej skrzyneczki i wróciłam do sypialni. Znów nie mogłam zasnąć, ale tym razem myślałam o tacie. Po jakiejś godzinie odpłynęłam i miałam dziwny sen. Szłam ścieżką w jakimś parku, a na ławce na przeciwko mnie siedział tata z mamą. Podbiegłam do nich i przytuliłam ich.
- Violetto, jestem z ciebie taka duma - uśmiechnęła się mama.
- A ja bardzo cię przepraszam - dodał tata.
- Ja też cię przepraszam. Gdzie jesteśmy?
- To park w Buenos Aires. Violu, jesteś szczęśliwa?
- Tak... Nie... Nie całkiem... Będę szczęśliwa, jeśli znów będę mogła  być z Leonem...
- Więc walcz o niego - uśmiechnął się tata. - Prawdziwa miłość może zdziałać cuda.
- Posłuchaj taty i swojego serca. Będziesz wiedziała, co zrobić. 
Trzymając się za ręce wstali i zaczęli się oddalać, choć stali w miejscu.
- Kochamy cię.
- Ja też was kocham.
Obudziłam się ze łzami w oczach, ale tym razem to były łzy szczęścia. Już wiem, co mam robić...

_________
I jak? Podoba się? :)
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze i za to, że bierzecie udział w konkursie :)
Przypominam, że macie czas do następnego piątku :)

niedziela, 15 września 2013

Konkurs :)

Pomyślałam, że zorganizuję mały konkursik :)
Na mojego maila (hania.lewandowska@gazeta.pl) do 27 września do godz. 20.00 możecie przysyłać one shoty o Leonettcie lub Jortini. 
Nie zastanawiałam się jeszcze nad nagrodami, ale coś wymyślę ;)
Wszystkie historia pojawią się na moim blogu po zakończeniu konkursu. 
Mam nadzieję, że weźmiecie udział :)




Rozdział 21

Całą noc nie mogłam spać. Myślałam o Leonie. On mnie chyba nie poznał... W końcu minęły dwa lata, a ja trochę się zmieniałam. Pewnie już o mnie zapomniał. JA o nim nawet nie próbowałam, mimo, że mnie o to prosił. Zwlokłam się z łóżka i ubrałam w pierwsze lepsze ciuchy. Włosy związałam w kok i zeszłam do kuchni zrobić sobie kawę. Właśnie dodawałam do niej mleko, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam otworzyć. Na początku miałam problem rozpoznać twarz, ale gdy spojrzałam w jego oczy, wiedziałam, kto przede mną stoi.
- Czego chcesz?
- Jesteś jeszcze mniej uprzejma niż ostatnio. Nie zaprosisz mnie do środka?
- Skąd masz mój adres? - nie odpowiedziałam na jego pytanie.
- Tak się składa, że kupiłaś dom od mojego znajomego. To jak? Mogę wejść?
- A jeśli nie? Wynoś się stąd, a najlepiej zniknij z mojego życia.
- Oj, Vilu, dlaczego jesteś taka niemiła. Chcę cię przeprosić. 
- Trochę za późno. Idź stąd.
- Wiem, że go kochałaś, ale jego tu nie ma. Wygląda na to, że jemu tak nie zależało...
Jego słowa były jak noże w moje serce. A raczej to co z niego zostało po moim rozstaniu z Leonem. 
- Wynoś się - wysyczałam przez zęby. 
- Daj spokój. Dobrze wiesz, że on cię nie kocha. Nie możesz o nim zapomnieć?
- Juan, albo stąd pójdziesz, albo sama cię wyrzucę.
- Violetto, oboje wiemy, że nie masz siły - zaśmiał się. On myśli, że żartuję? Ja mu pokażę. Wzięłam z szafki parasol i rzuciłam w niego. Zszedł ze schodków i stał już na trawie. Wyjęłam najcięższego buta jakiego miałam i znów rzuciłam. 
- Co ty...? Jesteś nienormalna!!
- I żebym cię tu więcej nie widziała!!!
Trzasnęłam drzwiami i wróciłam do kuchni. Nie potrzebowałam kawy, potrzebowałam tabletek na uspokojenie. Poszłam do apteczki i znalazłam to, co chciałam. Poszłam po szklankę wody. Chciałam wziąć jedną kapsułkę, ale ręce tak mi się trzęsły, że wysypałam pół opakowania. Nagle przeszła mi przez głowę pewna myśl. A gdyby tak wszystko zakończyć? Wystarczy wypić te tabletki... Już miałam to zrobić, ale przed oczami stanęły mi moje przyjaciółki, Angie, mama... Nie mogłam tego zrobić. Nie po to tu wróciłam, żeby się zabijać. Odłożyłam opakowanie i wypiłam tylko jedną. Pół godziny później uspokoiłam się na tyle, żeby zadzwonić do Lary i umówić się na zakupy. Przebrałam się, zrobiłam dość mocny makijaż i wyszłam z domu. Ludmi i Naty jeszcze spały, a Fran i Cami nie miały czasu żeby przyjść. Miałyśmy się z nimi zobaczyć dopiero wieczorem. Lary jeszcze nie było. Usiadłam na ławce przed galerią. Gdy tylko przechodziła obok mnie matka z dzieckiem, brała je za rękę i przyspieszała. Jestem aż taka straszna? Po chwili obok nie zatrzymał się czarny samochód. Wysiadła z niego moja przyjaciółka, ale ja przyglądałam się kierowcy. Miałam racę. Ten chłopak w Resto to Leon. Ciekawe czy on mnie poznał... 
- To idziemy?
- Jasne - powiedziałam trochę nieobecna. A może on mnie pamięta? Nie. Nie ma co się oszukiwać. Ja już nic dla niego nie znaczę. Wchodziłyśmy do każdego sklepu po kolei. Lara miała już pięć toreb, a ja żadnej.
- Viola, wchodzimy do ósmego sklepu, a ty wciąż nic nie kupiłaś. 
- Przeprasza, myślę...
- O czym? - spojrzałam na nią i nagle ją olśniło. - Nie zapomniałaś o nim.
- Nie.
- On o tobie też nie - powiedziała. Czy ona żartuje? Nie, Lara nie żartowałaby z takich rzeczy.
- Nie byłabym taka pewna. Później ci wyjaśnię.
Trochę się ożywiłam. Kupiłam nowe buty, bo ten, którym rzuciłam w Juana trochę się niszczył. Poza tym kupiłam pewien zestaw. Nie wiem na jaką okazję go założę, ale bardzo mi się spodobała ta sukienka. Dwie godziny później skierowałyśmy się do mojego domu. Torby położyłyśmy w pokoju gościnnym i zabrałam Larę na poddasze. Pokazałam jej list, który dostałam od Leona.
- To niemożliwe. Violetto, Leon nigdy by czegoś takiego nie napisał. On strasznie za tobą tęsknił. 
- Ale to napisał. 
- Nie - spojrzałam na nią. - Violu, to nie jego podpis. Ten list jest podrobiony.
- CO?!
- Tak. Leon zupełnie inaczej pisze literę "L". Ktoś sfałszował ten list.
- Chyba nawet wiem kto... - cała się gotowałam. Dlaczego on tak lubi mi niszczyć życie? - Pojedziesz ze mną?
- Jasne.
Wsiadłyśmy do mojego samochodu. Wiedziałam, gdzie jechać. Po piętnastu minutach byłam pod domem Juana. W ręku ściskałam list od "Leona". Waliłam w drzwi, dopóki mi nie otworzył. Gdy tylko go zobaczyła, walnęłam go w twarz z całej siły.
- Jak mogłeś mi wysłać ten list! Myślałeś, że zapomnę o Lenie i zostanę twoją dziewczyną?! Ty kretynie! Zniszczyłeś mi życie!!! Zadowolony?! Przez ciebie myślałam, że jedyny chłopak, który wiele dla mnie znaczy mnie nie kocha!!! Jesteś najgorszym człowiekiem jakiego znam!!! Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia! ROZUMIESZ?!!!
Juan stał w drzwiach jak słup. Policzek miał cały czerwony. Tylko pokiwał głową. Odwróciłam się i poszłam z powrotem do samochodu. Lara widziała całe zajście z auta i słyszała każde moje słowo. Zresztą jak całe osiedle. Byłam tak wściekła, że trzęsłam się jeszcze bardziej niż rano. 
- Może ja poprowadzę - zamieniłam się z Larą miejscami i pojechałyśmy do mnie. Przed domem czekały już dziewczyny.
- Gdzie byłyście? - zapytała Cami.
- Później - rzuciłam i otworzyłam drzwi. Dziewczyny poszły do sypialni rozłożyć śpiwory, a ja zrobiłam nam po kubku gorącej czekolady. Zaniosłam napój do salonu i usłyszałam dzwonek do drzwi. W drzwiach zobaczyłam...

_________
I historia z listem się wyjaśniła :)
Podoba się? Ja jestem nawet zadowolona.
Kogo zobaczyła Viola?
Powiem jedno: na Leonettę jeszcze trochę poczekacie ;) Taka jestem zua XD
A tak serio, to dziękuję Wam za wszystkie Wasze komentarze ;* Dzięki Wam mam chęć i motywację dalej pisać <3
Trochę się rozpisałam XD A za inspirację służyły mi piosenki zespołu Zabili Mi Żółwia :) znajdziecie jej w zakładce "To, co mnie inspiruje"
Do następnego ;*