Voy Por Ti

Voy Por Ti

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 68

Następnego dnia
Fran 
Dzisiaj są 19 urodziny Tini. Tydzień temu chodziłem po wszystkich domach i rozdawałem zaproszenia z tatą. I pomyśleć, że jak byłem mały to fascynowałem się pracą listonosza. Po zalepieniu kolejnej koperty miałem dość. Język suchy jak wiór. I jeszcze trzeba to było porozwozić. Jeszcze żeby wszyscy mieszkali obok siebie, ale nie! Jeździłem jak głupi z jednego końca miasta na drugi... Ale już po sprawie. Teraz pójdę do pokoju, walnę się na łóżko i nie wstanę do 17... Może 16.30, bo trza się jeszcze ogarnąć... Zdążyłem  wbiec na schody, kiedy z kuchni wyleciała mama w fartuchu i cała w mące. 
- A ty gdzie? Jazda do ogrodu pomóc ojcu z lampkami!
I tyle z mojego odpoczynku. Poszedłem do taty i zaczęliśmy rozstawiać te wszystkie świeczki, a mama tylko dawała nam komendy z kuchennego okna otwartego na szeroko. Od rana siedzi w kuchni. Nawet śniadanie zaniosła Tini do pokoju, żeby przypadkiem nie zobaczyła tortu. Mi na urodziny nie przyniosła naleśników... Ledwo Martina zjadła, pojawił się Jorge i gdzieś ją zabrał.
Też sobie kiedyś kupię taki motor... 
- Fran, patrz gdzie idziesz! Zaraz wdepniesz w moje begonie!!! - krzyk mamy wyrwał mnie z marzeń i w porę skręciłem w lewo. Niestety, tam stał karton, o który się potknąłem. Tata podbiegł do mnie, ale zamiast pomóc mi się podnieść, patrzył czy nie potłukłem lamp. 
- Właściwie, to co dajecie Tini na urodziny?
- Zobaczysz w swoim czasie. A co?
- Bo... Może dołączyłbym się do prezentu...
- Haha... A dokładałeś się? Nie. No właśnie. Było pomyśleć wcześniej. Pomyśl i coś kup, a ja porozstawiam krzesła.
Położyłem się na hamaku i mnie olśniło! Pobiegłem do domu po kasę, a potem na miasto. 

Lodo
- Nie mam się w co ubrać... - jęczałam tak Xabiemu od pół godziny.
- Przecież masz całą szafę ubrań - powiedział pocierając skronie.
- W takim razie: Nie wiem w co się ubrać. 
- Załóż cokolwiek. I tak będziesz wyglądała ślicznie.
- Łatwo ci powiedzieć. Założysz koszulę i spodnie i tobie będzie wszystko jedno. A ja? Właściwie to jaką koszulę zakładasz?
- Białą. I czarną marynarkę.
Zaczęłam się zastanawiać i w końcu wybrałam białą sukienkę w czarne kropki.
- Na nareszcie!

Diego
Lara siedzi w garderobie od godziny i ciągle tylko coś z niej wypada - albo bluzka albo spódnica...
- Diego, pomóż. Co mam założyć?
- Nie wiem. Nie znam się.
- No tak. Tak jest najładniej powiedzieć.
Westchnąłem i poszedłem do niej. Ustałem obok niej i od razu wpadła mi w oko biało-różowa sukienka. 
- A to?
- Nie co ty. Tego nie zało... Chociaż. Poczekaj przymierzę.
Po chwili wyszła z łazienki niczym anioł.
- Cudownie - powiedziałem, podszedłem do niej i pocałowałem.

Facu
Siedzę z Samuelem i Ruggero u Mechi i wszyscy gapimy się w drzwi od łazienki. Tylko czekamy, aż dziewczyny wyjdą. Ile cJorgzasu można się przebierać. W końcu się doczekaliśmy. Najpierw wyszła Alba, potem Candelaria, i w końcu Mechi.
- No nareszcie - powiedzieliśmy jednocześnie.

Anna
Jorge zaprosił mnie wczoraj na urodziny Tini. Nie do wiary, że znamy się dopiero jeden dzień, a oni mnie zapraszają. Przygotowałam sobie ubrania wcześniej. A zeszło mi z tym ponad pół godziny. Teraz szybki prysznic i muszę coś zrobić z włosami!

Jorge
Zabrałem Tini do siebie, a potem na zakupy, żeby był czas wszystko przygotować. Chyba zaczyna się czegoś domyślać, bo ciągnę ją od sklepu do sklepu i nie pozwalam wrócić do domu... o 16.30 dostałem smsa od Fran, że wszystko jest już gotowe i w tym momencie z przebieralni wyszła moja księżniczka w przepięknej sukience. Idealnej na dzisiejszy dzień.
- Wyglądasz cudownie. Przepraszam - zwróciłem  się do ekspedientki. - Chcę zapłacić za sukienkę i buty. I proszę odciąć metkę.
- Jorge...
- Cii. Po chwilo powiedziałem - czegoś mi tu jeszcze brakuje - i uśmiechnąłem się tajemniczo. Wyjąłem zza pleców czerwone pudełeczko i powiedziałem - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin księżniczko - dałem jej całusa w czoło. 
Otworzyła prezent i właściwie od razu rzuciła mi się na szyję. 
- Dziękuję - szepnęła.
Odwróciła się, założyłem jej wisiorek i jej strój był kompletny. 
- Ten klucz jest do twojego serca?
- Tak. Ale moje serce też masz i wiem, że jest u ciebie bezpieczne - zobaczyłem, że w jej oczach zbierają się łzy. - Nie płacz...
- To ze szczęścia.
- Jak się cieszysz to się śmiej, a nie płaczesz. A teraz chodź.

Tini
Jorge odwozi mnie do domu. Ciekawe czemu nie pozwolił mi się przebrać... Byliśmy na miejscu. Kiedy weszliśmy do salonu zapaliły się wszystkie światła i moi przyjaciele i rodzina krzyknęli: Wszystkiego najlepszego! Podbiegł do mnie Nick z kartką zrobioną przez niego. Potem wszyscy mnie całowali i ściskali. Mama zaprosiła nas do salonu i usiedliśmy do stołu. Potem tata wniósł tort i od razu zrobili mi z nim zdjęcie:
Po zjedzeniu tortu, Fran ustał na krześle i zawołał:
- A teraz tańczymy!!! - i od razu podbiegł do Anny. Chyba mu się spodobała... Część z nas tańczyła w domu, a część w ogrodzie, bo wszyscy nie zmieścilibyśmy się.













Fran jak zwykle łaził z aparatem i błyskał wszystkim po oczach.










Po dwóch godzinach tańca wyszliśmy wszyscy na taras.
- Czas na prezenty - zawołała mama.
Posadzili mnie na krześle z przywiązanymi do niego balonami z cyfrą 19 i po kolei znów składali mi życzenia. Od dziewczyn dostałam album z naszymi zdjęciami, od chłopaków ogromnego miśka. Był prawie tak wielki jak ja! I kwiaty. Od państwa Blanco bransoletkę pasującą do wisiorka i całą masę słodyczy. Potem podszedł Fran i dał mi małą paczuszkę.
- Wszystkiego najlepszego siostra. Otworzyłam i zobaczyłam śliczny zeszyt oprawiony w skórę z moim imieniem i śliczne wieczne pióro. - To żeby kartki z piosenkami nie walały się po całym domu - zażartował.
Na końcu podeszli do mnie rodzice. 
- Żeby dać ci prezent musimy gdzieś pojechać - powiedzieli i założyli mi opaskę na oczy. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy. Kiedy trasa się skończyła i wyszłam z pojazdu, poczułam zapach morskiego powietrza. Podprowadzili mnie kawałek i zobaczyłam to:

- I że to moje?
- W stu procentach - uśmiechnęła się mama.
Weszliśmy do środka i zobaczyłam przepiękny salon
Miałam z niego przepiękny widok
Obok była kuchnia z jadalnią
Później rodzice zaprowadzili mnie do sypialni
A później do łazienki
Diego podszedł do prysznica i powiedział:
- Hm... Jakby się tak trochę ściaśnić, to dwie osoby by się zmieściły - i przez ten komentarz oberwał od Lary.
- Ty to tylko ciągle o jednym - syknęła.
- Co ja takiego powiedziałem?!
My tylko się zaśmialiśmy i zeszliśmy schodkami z salonu na plażę.
Resztę wieczoru spędziliśmy na piasku patrząc na morze. O północy wszyscy powoli się rozchodzili. Fran odwiózł Annę, nasi rodzice pojechali i zostałam sama z Jorge.
- Najlepsze urodziny w życiu...
- Cieszę się - powiedział i zmoknął mnie w policzek. 
Zaczęło mi się robić zimno i Jorge to zauważył. Zdjął marynarkę i założył mi na ramiona. Wtuliłam się w niego i siedzieliśmy tak, aż usnęłam. Nawet nie wiem jak, ale znalazłam się w nowym łóżku.
- Nie idź - szepnęłam pół-śpiąca, pół-żywa. Usłyszałam jak się śmieje, potem ugięło się łóżko i od razu przysunęłam się do mojego księcia.

______________
I kolejny :) 
Mam możliwość dodawać częściej rozdziały, bo są matury.
Niestety od czwartku się to zmieni...
Ale jest jeszcze jutro :)

poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 67

Facu
Usłyszeliśmy pisk Cande. Zaśmiałem się:
- Pewnie zobaczyła żabę.
Jedna po chwili uśmiechy zeszły z naszych twarzy, bo Samuel prawie niósł bladą Candelrię, a Diego wychodził z wody z ciałem dziewczyny na rękach. Wszyscy zerwaliśmy się z miejsc i podbiegliśmy do nich. Fran i Alba podeszły do Cande uspokoić ją, a my zbliżyliśmy się do dziewczyny.
- Czy... ona...? - zapytała łamiącym się głosem Mechi. Ruggero pochylił się nad dziewczyną.
- Nie oddycha. Xabi, sprawdź puls.
- Coś czuję, ale słabo...
Ale COŚ tak!
Jorge od razu pochylił się nad nieznajomą i rozpoczął reanimację. Po pierwszych 10 uciskach z jej ust wypływała woda. Musiała jednak niedawno wpaść, bo miała puls. Samuel dzwonił w tym czasie po karetkę. Kiedy jednak Jorge wykonał dwa wdechy, dziewczyna ocknęła się i wypluła resztki wody. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą.
- Ki-im jesteście?
Przedstawiliśmy się po kolei.
- Ja jestem Anna. Dziękuję za ratunek.
- Właściwie, to jak znalazłaś się w jeziorze? - zapytałem.
- Byłam z przyjaciółmi tam, w zagajniku. Świętowaliśmy urodziny dwóch osób z paczki. Chłopacy byli już wstawieni. Chcieli powrzucać nas do wody. Krzyczałam, że nie umiem pływać, ale nie słuchali i kiedy zaczęłam się topić, uciekli - w jej oczach zebrały się łzy. - Tak, baardzo wam dziękuję! 
- Nie ma za co - powiedziała Tini. - Ważne, że jesteś cała i zdrowa.
Po chwili przyjechała karetka, ale nie mieli za dużo roboty. Zrobili tylko badania, pochwalili nas i pojechali. Tini przytuliła się do Jorge powiedziała "Mój bohater" i dała mu soczystego całusa. Ponieważ byliśmy już tylko trochę mokrzy poszliśmy do Lary, bo było najbliżej i postanowiliśmy zrobić grilla.

Lara
Anna próbowała się wykręcić, ale wszyscy uparliśmy się, że musi zostać. Chłopacy pozdejmowali koszulki i zabrali się do pracy. Facu i Xabi wyciągnęli i czyścili grilla, Diego i Jorge poszli szukać rozpałki i przygotowali stół i krzesła. Ja z dziewczynami przebrałyśmy się i Alba, Cande i Mechi pojechały z Samuelem i Ruggeo na zakupy, a ja, Martina, Lodo i Anna zaczęłyśmy przygotowywać surówkę, bo tylko na to miałyśmy składniki. Kiedy skończyłyśmy dałyśmy chłopakom zadanie bojowe godne Rambo: porozwieszać lampki w ogródku. Szybko zrozumiałyśmy, że to był błąd...
Znalazłam lampki choinkowe i lampiony. My pozapalałyśmy świeczki i rozwiesiłyśmy lampiony przy dachu i płotku, a kiedy się odwróciłyśmy ujrzałyśmy... Facundo zaplątanego w sznur lampek. 
- Jak do tego doszło? - zapytała Lodo przez śmiech.
- To przez tych kretynów. Cholera jasna! Rozplączcie mnie!!!
Po dziesięciu minutach siedział już na drzewie i to był kolejny błąd... Rozległ się cichy trzask i Facu zaczął krzyczeć:
- Aaaa! Zdejmijcie mnie stąd! - przytulił się do grubego pnia i dalej krzyczał. Ja i Anna leżałyśmy ze śmiechu, a Martina krzyknęła:
- Jorge, przynieś drabinę i nie śmiej się tak - ale sama ledwo dusiła śmiech.
Jorge idąc po drabinę potknął się kilka razy. W drodze powrotnej też, ale zanim podszedł z drabiną, Rozległ się głośniejszy trzask, a potem: ŁUUP!!! i Facu był z powrotem na ziemi. Wstał pocierając tyłek, a my już nie próbowaliśmy hamować śmiechu. Potem opowiedzieliśmy to reszcie, kiedy wrócili ze sklepu i oni też się śmiali. 
Resztę lampek rozwiesili Diego i Jorge, a efekt końcowy był niesamowity...
- Warto było się zaplątać... - powiedział Facu. 
Ja z dziewczynami wzięłyśmy się za przygotowywanie kiełbasek i szaszłyków, a chłopacy zaczęli rozpalać ogień i rozkładać talerze, a po chwili usłyszeliśmy Albę.
- Xabi! Widelce się kładzie po prawej stronie.
- Przecież leżą po prawej! 
- Nie leżą po lew... Cholera... Mają leżeć po LEWEJ. Leżą po PRAW... Szlag by to. Lodo, po której kładzie się widelce?
- Po lewej! - krzyknęła z kuchni. 
- A twój Romeo położył je po której?
- Po praw... Xabi, geniuszu, poprzekładaj wszystkie widelce i przy okazji porozkładaj serwetki - powiedziała i wróciła do nas. 

Mechi
Z dziewczynami ponosiłyśmy wszystko do chłopaków i przyniosłyśmy szampana. Jorge założył fartuch z napisem Mejor Papa należący do taty Lary, a Diego narzucił mu jeszcze kucharską czapkę na głowę. Po piętnastu minutach pierwsze szaszłyki były gotowe. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Tini stała obok swojego chłopaka i karmiła go papryką z patyka, a sama wyjadała wszystkie kawałki kurczaka. Facu pochlapał się musztardą, a Diego zaczął dusić się groszkiem z sałatki... W każdym razie - nie nudziliśmy się. Potem Lara poszła po gitarę i Jorge zaczął grać, a Tini śpiewać. Po chwili wszyscy się przyłączyliśmy. Samuel poszedł do domu po pianki, ponabijaliśmy je na kijki i zaczęliśmy piec nad grillem. 
- Szkoda, że nie ma ogniska - powiedziała Lodo. 
Jak na zawołanie Jorge dolał do grilla rozpałki i wrzucił łuczywko. Buchnął płomień i po pięciu minutach pianki były gotowe.
- Mam pomysł - zawołała Lara, kiedy zjadła swoją pinkę. - Puścimy lampiony życzeń. Za domem jest polana i nie ma drzew. Co wy na to?
Zgodziliśmy się wszyscy bez wyjątku. Lara przyniosła lampiony i wyszliśmy na łąkę. Pierwsza świeczkę zapaliła Anna Żebyśmy zawsze byli przyjaciółmi.
Potem ja: Żebyśmy zawsze byli szczęśliwi.
Lara: Żeby spełniły się wszystkie nasze marzenia.
Alba: Żebyśmy nigdy nie byli sami.
Lodo: Żeby każdy, kto jeszcze nie znalazł prawdziwej miłości, w końcu na nią wpadł. - i pocałowała Xabiego.
Cande: Żebyśmy zdobywali nowych przyjaciół w mniej drastyczny sposób - popatrzyła na Annę.
Martina puściła jeden lampion z Jorge: Ponieważ wy powiedziałyście chyba wszystko, co najważniejsze, ja mam bardziej samolubne życzenie: Żebyśmy zawsze kochali się tak jak teraz - powiedziała patrząc Jorge w oczy, a on dodał: Na zawsze i jeden dzień dłużej. - pocałowali się i puścili lampkę.
Diego: Żeby Lara mnie w końcu pocałowała.
- Chcesz, żebym cię pocałowała? - zapytała.
- Od zawsze - przysunęli się do siebie i pocałowali. Wszyscy byliśmy im brawo.
Xabi: Żeby Lodo mniej na mnie krzyczała - zaśmiał się i dostał kuksańca.
Facu: Żebym miał więcej szczęścia...
Ruggero: Żebym mógł być z Mechi ZAWSZE
Samuel: Żeby Cande nauczyła się tańczyć sambę i przestała deptać mi stopy...




__________________
I tym akcentem kończymy rozdział :)
Miał być później, ale jest teraz :)
Podoba Wam się? :)

LBA :)

Zostałam nominowana do LBA :) Dziękuję bardzo Izie Lenie Lasak :*

Pytania:
1. Ulubiona książka, która odzwierciedlałaby twoje opowiadanie?
Jejciu... To chyba najtrudniejsze pytanie jakie dostałam XD pomysły są w większości moje, ale czasem wątki "kryminalne" czerpię z różnych książek Erici Spindler :)
2. Moment, który sprawił, że zmienił Twoje życie to...
Hm... Takiego momentu chyba nie miałam... Chociaż założenie bloga można za takie uznać, bo nigdy nie przyszło mi do głowy, że tak polubię pisanie i że komuś się to spodoba i będzie chciał to czytać :)
3. Co Cię nakłoniło do pisania bloga?
Inny blog :D pomyślałam "Może to nie takie trudne..." i zaczęłam pisać :)
4. Ulubiony smak lodów?
Cytrynowy, truskawkowy i jabłkowy <3
5. Ulubiony bohater Twojego opowiadania?
Facundo <3 uwielbiam pisać o śmiesznych sytuacjach, które mu się przytrafiają :D
6. Masz najlepszą przyjaciółkę?
Nawet trzy :) ale tylko jedna mieszka ze mną w jednym mieście :P
7. Czy możesz siebie nazwać tolerancyjnym?
Zdecydowanie tak 
8. Lody vs Shake?
... A muszę wybierać??? Skoro tak, too... Shake, ale lody też uwielbiam :)
9. León vs Diego?
Uff... Chyba jednak Leon :)
10. Cami vs Fran?
Fran
11. Czytasz mojego bloga?
Jeszcze nie, ale niedługo zacznę :)

Dziękuję bardzo za pytania. Były bardzo ciekawe :)
Jeszcze raz dziękuję za nominację.
A co do spraw organizacyjnych, to rozdział pojawi się około 16-17 :)


niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 66

Tini
Miałam ochotę zbiec ze schodów i wybiec na dwór. Na szczęście w porę się ogarnęłam i zeszłam spokojnie na dół, choć ręce strasznie mi się trzęsły. Podeszłam do nich i uśmiechnęłam się do Jorge.
- Natalie, to jest właśnie Tini, a to moja przyjaciółka z dzieciństwa - powiedział Jorge i wskazał na blondynkę.
- Miło cię poznać - powiedziałam szczerze i uśmiechnęłam się. Jak dobrze, że nie wybiegłam z domu! Usiedliśmy wszyscy do stołu i zaczęliśmy jeść. Potem "panowie" przeszli do salonu, a ja i Natalie pomagałyśmy pani Blanco posprzątać i podać deser.
- Jak długo się znacie? - zapytałam, żeby nie było tak cicho.
- Och, od zawsze... Mieszkaliśmy obok siebie przez 7 lat, a potem widzieliśmy się co piątek. Dopiero dwa lata temu przeprowadziłam się do Londynu. A wy ile jesteście już razem?
Miałam mały problem, żeby odpowiedzieć, bo nie wiedziałam  dokładnie.
- Uff... Około miesiąca...
- 28 dni, 3 godziny, 34 minuty i 23 sekundy, 25, 26... Z tygodniową przerwą - zawołał Jorge z salonu, a ja rzuciłam w niego ścierką.
- Nie podsłuchuj!
Natalie zaśmiała się i pytała o szkołę, moją nową płytę i inne mało ważne sprawy. Potem podałyśmy deser, a o 22 Jorge i Naty odprowadzili mnie do domu. To była bardzo miła kolacja.

Natalie
Znałam Tini jako piosenkarkę. Myślałam, że będzie zarozumiała i egoistyczna, ale jest świetną dziewczyną. A Jorge jest zakochany po uszy. Cały czas nawija tylko o niej.
- No już, już - przystopowałam go trochę. - Bo ci się procesor przegrzeje.
- Sorry, po prostu Tini jest...
- Niesamowita. Wiem. Też ją polubiłam. A teraz chodź szybciej, bo nas twoi rodzice poduszą.
Pół godziny później byliśmy już w domu. Poszłam wziąć prysznic i położyłam się w pokoju gościnnym. Przespałam całą noc jak dziecko.

Tydzień później
Xabi
Fajnie było znów zobaczyć Naty. Gdy mieszkała w Buenos Aires, zawsze trzymała się z nami. Szczególnie z chłopakami. Miło, że nas odwiedziła i szkoda, że już wyjeżdża, ale dobry i tydzień. Kiedy jej samolot startował, wsiedliśmy do vana Samuela i pojechaliśmy nad jezioro za miastem. Dziewczyny jęczały, ze nie wzięły strojów kąpielowych. 
- Przecież macie bieliznę - powiedział niby niewinnie Diego i dostał za to po głowie od Lodo.
- Nie będę przy was siedziała w samym staniku!
- No nie. Będziesz jeszcze miała majtki - dodał Diego i oberwał od Lary.
- Jakoś wczoraj ci nie przeszkadzało, siedzieć w bieliźnie na domku na drzewie - zaśmiałem się.
- PRIMO, byliśmy sami. SECUNDO, NIE SIEDZIAŁAM W BIELIŹNIE!!!
- A co? Bez? - zapytał zaszokowany Diego i tym razem, ja wyciągnąłem rękę, żeby go walnąć.
Nasi przyjaciele patrzyli na tę scenę i leżeli ze śmiechu. Po chwili wpadłem na pewien pomysł i mrugnąłem do chłopaków. Od razu zajarzyli o co chodzi. Złapaliśmy nasze dziewczyny i razem z nimi wskoczyliśmy do wody. Było mnóstwo pisku, ale potem wszyscy już pływaliśmy w ubraniach. Kiedy się zmęczyliśmy wyszliśmy na brzeg. Tini i Lara zaczęły się trząść.
- Może chcesz koszulę? - zapytał Jorge Martinę i zaczął ściągać ją z ramion.
- Jorge, mój geniuszu kochany, ta koszula jest tak samo mokra jak ja. Myślisz, że będzie mi w niej cieplej?
- No... Nie - powiedział smutno.
- Ale dziękuję za troskę - powiedziała i dała mu buziaka w policzek. Z naszych ust rozległo się głośne: UUUUUUUU!!!
Po chwili Cande, Samuel i Diego znów weszli do wody. My rozmawialiśmy o szkole, gdy rozległ się pisk Candelarii...


______________
Taki krótki, ale obiecuję, że jutro dodam następny :)
Jak minęła Wam majówka? :) Mam nadzieję, że dobrze ;)

sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 65

Tini
... Poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam zielone oczy, za którymi tak bardzo tęskniłam...
- Tini - powiedział nieśmiało. - Możemy chwilę porozmawiać?
- T-tak, jasne.
Wziął mnie za rękę i poprowadził do najbliższej ławki. Usiedliśmy na niej i kątem oka zauważyłam, że nasi przyjaciele patrzą w naszą stronę. Postanowiłam ich jednak zignorować.
- Jorge.../Tini... - powiedzieliśmy jednocześnie i uśmiechnęliśmy się do siebie - Ty pierwszy/Ty pierwsza - i znów śmiech. Jorge położył mi rękę na ustach, żebym czegoś nie powiedziała i zaczął:
- Może ja zacznę. Przepraszam cię, że zrobiłem wtedy taką aferę. Masz rację - przesadziłem i bardzo tego żałuję, bo mogliśmy świetnie spędzić ten wyjazd. Razem. Czuję się jak ostatni kretyn, ale nie mogłem znieść myśli, że ktoś mógłby mi cię odebrać. Przyznaję - jestem zazdrosny, ale tylko dlatego, że bardzo cię kocham i nie chcę cię stracić. Przepraszam, że cię zraniłem i obiecuję, że to się nie powtórzy. Nawet jeśli mielibyśmy być tylko przyjaciółmi... Chociaż mam nadzieję, że jednak będziemy razem...
Opuścił swoją rękę, a ja popatrzyłam mu głęboko w oczy i przytuliłam.
- Oczywiście, że do ciebie wrócę głuptasie.
Wstaliśmy, Jorge wziął mnie za rękę i wróciliśmy do naszej paczki.
- Już się pogodziliście? - zapytał niby zdziwiony Xabi. Lodo szturchnęła go łokciem i wszyscy się zaśmialiśmy. Jak dobrze znowu czuć dotyk jego dłoni...
- Dzieciaki, bo spóźnimy się na lotnisko! - zawołał Rodrigo.
Pobiegliśmy do autobusu. Szkoda, że musimy już wyjeżdżać. Jednak w drodze na lotnisko, Rodrigo i Lara już rozmawiali o ewentualnej wycieczce do Londynu. 

Buenos Aires, kilka godzin później
Jorge
Tini całą drogę mówiła o tym, co robiła z dziewczynami, ale nie przeszkadzało mi to. Uwielbiam słuchać jej głosu. Nagle zadzwonił jej telefon.

- Halo?
- ...
- Ale muszę? Koniecznie dzisiaj?
- ...
- No dobrze. A mogę zabrać ze sobą Jorge?
- ...
- Ok. Papa.

- Co tam? - zapytałem.
- Za godzinę mam sesję w parku i muszę na niej być.
- Skoro to twoja sesja, to nic dziwnego - zaśmiałem się.
- Pójdziesz ze mną?
- To będzie dla mnie zaszczyt - powiedziałem i pocałowałem jej dłoń.
- Prawdziwy książę z bajki - uśmiechnęła się szeroko Tini.
- Skoro jesteś moją księżniczką, to muszę traktować cię jak księżniczkę - pocałowałem każdy jej palec po kolei.
Gdy byliśmy pod jej domem, Fran już na nas czekał w samochodzie.
- Mam was zawieźć... Gdzieś tam... Wsiadać i zapinać pasy bachory jedne - puścił do nas oczko, a Martina pokazała mu język.
Pół godziny później byliśmy na miejscu. Do Tini od razu dobrało się 50 par rąk, a mnie zagadał jej tata.
- Cześć Jorge.
- Dzień dobry panu.
- Co słychać u rodziców?
- Dziękuję, dobrze. A u pana?
- Też dobrze. Jest taka sprawa... Tini ma za tydzień urodziny. Chcemy jej zrobić niespodziankę i miło by było, gdybyś przyszedł razem z rodzicami i bratem.
- Dziękuję za zaproszenie. Przyjdziemy na pewno. I jeśli mógłbym w czymś pomóc, to proszę mówić.
- Przyda się ktoś do pomocy Fran w dmuchaniu balonów - zaśmiał się pan Steossel.
Po chwili wyszła Tini i wyglądała. niebiańsko. Od razu podszedł fotograf i zaczęli pracować.











Potem poszła się przebrać, wróciła i... wyglądała jeszcze śliczniej...





I kolejna wizyta u stylistów. I kolejna przepiękna Tini. MOJA Tini.






Po chwili podszedł do mnie fotograf. 
- Ty jesteś chłopakiem Martiny?
- Tak.
- Co powiesz na kilka zdjęć ze swoją dziewczyną?
Nie zdążyłem nawet przytaknąć, gdy porwali mnie styliści. Po piętnastu minutach wyszedłem i zacząłem pozować z Tini. Zmienialiśmy stroje jeszcze kilka razy.












W końcu dali nam spokój. Wracałem z Tini na pieszo, bo była ładna pogoda. Po drodze zaprosiłem ją na kolację do siebie.
- Ale nie mam się w co ubrać!
- Moja mama ci coś pożyczy - zapewniłem moją ukochaną.
Kiedy weszliśmy już do domu, Nick od razu rzucił się Tini na szyję.
- Część Tini! Zostajesz u nas?
- Tak. Zostaję - uśmiechnęła się.
- Mamo, pożyczysz Martinie jakieś ubrania do kolacji?
- Oczywiście. Chodź, zaraz coś znajdziemy - powiedziała i uśmiechnęła się. Ja poszedłem do taty powiedzieć o urodzinach.

Tini
- Zobaczmy... To pewnie będzie za duże. To zbyt dojrzałe... O, to będzie idealne. - powiedziała pani Blanco. - Miałam tę sukienkę na pierwszej randce z tatą Jorge. Miałam wtedy 18 lat, jak ty. Martin zabrał mnie wtedy na film Własny kawałek świata z Jose Sacristan i Federico Luppi. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że zostanie moim mężem - zaśmiała się. - Przymierz. Mam nadzieję, ze będzie pasowała. A tu masz jeszcze buty i wisiorek.
- Dziękuję bardzo.
Po pięciu minutach byłam gotowa. Pani Blanco pomogła mi jeszcze związać włosy w luźny kok i zeszłyśmy na dół. Kiedy wchodziłam do salonu, zobaczyłam Jorge przytulającego wysoką blondynkę...

_____________
I co? Może być? :)
Dzisiaj pozwoliłam sobie "zagłębić się" w myśli Jorge. Mam nadzieję, że się Wam podobało :)