Voy Por Ti

Voy Por Ti

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 99 "Zmiany" i LBA

Po raz kolejny zostałam nominowana do LBA. Dziękuję Mechi Lambre z całego serca :*

Pytania:
1. Jaka jest twoja ulubiona para i postać z Violetty?
Moja ulubiona para to Leonetta oczywiście :) A postać... Lubię wszystkich, ale najbardziej chyba Fran :)
2. Czemu oglądasz fioletowy serial?
Ostatnio nie oglądam, bo nie mam czasu, ale podoba mi się fabuła i fakt, że bohaterowie są w moim wieku :) Mogę się z nimi utożsamić w pewien sposób
3. Co sądzisz o moim opowiadaniu i blogu?
Niestety nie przeczytałam całego, tylko kawałek, ale uważam, że opowiadanie jest świetne ;)
4. Co jest dla ciebie inspiracją do dalszego tworzenia własnej historii?
Różnie to bywa: czasem jakaś scena z filmu lub książki, piosenka, ale bardzo często moje przemyślenia i uczucia. Akcja rozdziału zależy od tego, jak się czuję. 
5. Czym się interesujesz?
Wieloma rzeczami :) Ale najbardziej biologią, mitologią gracką, muzyką i książkami :)
6. Czy jesteś podobna charakterem do jakieś postaci z Violetty? Jeżeli tak, to do jakiej (możesz wymienić kilka) i w czym jesteś do niej podobna?
Myślę, że mogę mieć w sobie coś z Fran, bo przyjaciele mogą zawsze na mnie liczyć, ale czasem czuję się jak Naty i nie umiem sama podjąć decyzji.
7. Co byś mogła oddać, żeby pojechać na Violetta Live i poznać oraz pogadać z całą obsadą fioletowego serialu?
Byłabym w stanie oddać dużo, ale nie wszystko. Uwielbiam ten serial, ale poznanie obsady nie jest moim największym marzeniem. Aczkolwiek byłyby to niesamowite przeżycie ;)
8. Czy chciałabyś mnie poznać osobiście?
Oczywiście, że tak :D
9. Czy dodałaś do znajomych mnie na Facebooku?
Nie
10. Który raz jesteś nominowana do LBA? 
Tak szczerze to nie wiem... Kilka razy byłam nominowana na poprzednich blogach, ale wydaje mi się, że więcej niż dziesięć
11. Ile masz blogów? Podaj adresy.
Mam kilka, ale aktywnie (chociaż to chyba złe słowo...) prowadzę tylko ten. Inne to:

Jeszcze raz dziękuję za nominację :*

A teraz rozdział :)
Miłego czytania






- Musimy coś zrobić. Musimy się wydostać! - powtarzała w kółko Fran chodząc od jednej ściany do drugiej. Pokój był mały, więc zdążyła go obejść już co najmniej pięćdziesiąt razy. - Myśl, Fran. Myśl!
- Drzwi nie wyglądają na solidne - podpowiedziała Cornelia. Wstała i kopnęła w nie. Zatrzęsły się, ale nic poza tym.
- Razem. Zanim ten potwór wróci - powiedziała szybko włoszka i razem zaczęły napierać na drewno. Było spróchniałe. Po kilku minutach ustąpiły. Dziewczyny stały w szoku, a po chwili płakały ze szczęścia. Wybiegły z pokoju tak szybko, jak pozwalały im siły i nim się zorientowały stały na świeżym powietrzu. Jednak nie zatrzymały się. Biegły wciąż przed siebie nie zważając na ból w nogach, huk krwi w głowie i walenie serca. Nie miały pojęcia gdzie są, ale były wolne! To było niesamowite uczucie. Wokół panowała ciemność. Jedynym źródłem światła był księżyc i gwiazdy. Mimo zmęczenia fizycznego i psychicznego, czuły się jakby mogły zrobić wszystko. Dobiegły do rzeki. Zatrzymały się i nerwowo zaczęły rozglądać. Fran kucnęła przy wodzie i napiła się. Woda była lodowata. Dziewczyna miała wrażenie jakby łykała lód. Jakby momentalnie zamrożono jej przełyk i żołądek. Ale organizm domagał się wody. Każdy łyk był torturą, jednak nie mogła przestać. Kiedy zaspokoiła pierwsze pragnienie, zerknęła w stronę Cornelii. Ona też miała zbolałą twarz, ale powoli kolory powracały na jej twarz.
- Myślę, że na razie starczy. Lepiej, żebyśmy się nie przeziębiły. Zastanówmy się, co dalej robić?
- Dobrze byłoby przedostać się na drugą stronę. Tam jest więcej drzew i łatwiej będzie się ukryć w razie wypadku, ale woda jest taka zimna... I nie mamy ubrań na zmianę. 
- Poszukajmy węższej części rzeki. 
Dziewczyny wstały i ruszyły wzdłuż rzeki. Czuły, że teren łagodnie opada, więc oddalały się od źródła. To był dobry znak. Po kilkunastu minutach, choć dla nich ten czas to były godziny. Zrozumiały, że nie mają czego szukać. Rzeka wciąż miała podobną szerokość. Cofnęły się kilkadziesiąt metrów, do miejsca, gdzie zdawała się być węższa i usiadły na trawie. 
- Musi być jakiś sposób. To wszystko nie może pójść na marne. Nie teraz - mówiła Fran na głos, ale brzmiało to, jakby mówiła sama do siebie. 
Nagle drgnęła.
- Widziałaś to?
- Co? - zapytała Cornelia przestraszonym, drżącym głosem.
- Coś się poruszyło w tych krzakach po drugiej stronie.
Po tych słowach ich oczom ukazała się kobieta w mundurze policji.
- Kim jesteście - krzyknęła. Dziewczyny złapały się za ręce.
- Francesca i Cornelia. Uciekłyśmy... - nie dokończyła. Kobieta przerwała jej okrzykiem radości.
- Nie ruszajcie się stamtąd. Zaraz przybędzie pomoc - odpowiedziała i zaczęła coś szybko mówić do krótkofalówki. Została po drugiej stronie i cały czas do nich mówiła, jakby bała się, że zaraz rozpłyną się we mgle lub znikną. Nim się zorientowały, siedziały na pontonie owinięte w ręczniki. Potem znalazły się w radiowozie. Były tak wyczerpane, że zasnęły. Fran bała się, ze to wszystko okaże się tylko snem. W ciągu drogi budziła się kilka razy, ale widząc, że wciąż siedzi w bezpiecznym samochodzie, uspokojona, zasypiała. Kiedy byli w Buenos Aires, w jej domu, rodzice wyściskali ją i wylali miliony łez szczęścia. Tak samo rodzice Carnelii i ich przyjaciele. Wszyscy byli. Wszyscy oprócz Violetty. Gdy Fran o nią zapytała, uśmiech spełzł z twarz przyjaciół. Ludmiła wyjaśniła, gdzie jest Viola. Fran zasmuciła się, ale rozumiała decyzję przyjaciółki. Przytuliła wszystkich po kolei i pożegnała się. Wzięła gorący prysznic i padła na łóżko. Marco miał dzisiaj z nią zostać. Była mu za to wdzięczna. Usiadł obok niej, a ona opadła mu na klatkę piersiową. 
- Tak bardzo mi ciebie brakowało - powiedział chłopak i w tych słowach wyrzucił cały swój ból chowany od tygodni.
- Już jestem. I nigdzie się nie wybieram.
- Kocham cię Francesco.
- Ja ciebie też Marco - powiedziała i zasnęła wsłuchując się w bicie jego serca.

Violetta tak jak przewidziała obudziła się napuchnięta i czerwona. Wzięła szybki prysznic, doprowadziła włosy i oczy do w miarę przyzwoitego porządku i wyszła z motelu. Taksówka już na nią czekała. Angie musiała jeszcze załatwi parę spraw i miała dołączyć do siostrzenicy popołudniu. Violetta przez całą drogę do wioski myślała o Fran. Z zamyślenia wyrwał ją śmiech Logana. 
- Witaj śpiąca królewn... - Przerwał mu kuksaniec Alex - Co? Co ja znów zrobiłem?
- Jeszcze nic. Ale lepiej zapobiegać niż leczyć, nie? Cześć Violu - uśmiechnęła się przyjaźnie. - Dalej pojedziesz z nami. Dzięki Leo - zwróciła się do kierowcy, na co on puścił jej oczko i po chwili już nie było go widać.
Violetta wsiadła do jeepa z odsłoniętym dachem i zapięła pasy. 
- Jak się spało? - zagadał Logan, zerkając na swoją dziewczynę i upewniając się czy przypadkiem nie chce go ponownie znokautować.
- Jak zawsze - odpowiedziała pusto Violetta. Jednak Logan patrzył na nią jakby czekał na dalszy ciąg. Dziewczyna westchnęła i dodała. - Łóżko było wygodne, ale ja ostatnio mało śpię, a gdy śpię mam koszmary, więc nie była to najprzyjemniejsza noc. Zresztą jak każda w ciągu ostatnich kilku tygodni. 
- Przykro mi - powiedział szczerze.
- Nic nie szkodzi. Miło, że się zapytałeś. A co u was?
- Dzisiaj czeka nas dużo pracy. Lekcje są odwołane, bo w nocy była burza i zawaliły się dwa domy. Będziemy musieli pomóc. Nie chodzi oczywiście o budowanie - dodała szybko Alex. - Musimy zająć się mniejszymi dziećmi, kiedy te starsze będę pomagać rodzicom. Wiesz, zabawa w chowanego, berka, itp. - Violetta kiwnęła głową twierdząco. I znów popadła w zadumę. Nim się zorientowała byli na miejscu. Wioska wyglądała jak pobojowisko. Violi serce ścisnęło się z żalu, kiedy zobaczyła chłopca, najwyżej dwunastoletniego, niosącego blok kamienia na plecach. 
Wszyscy mieszkańcy podzielili się na trzy grupy: dwie złożone z mężczyzn, odnawiały dwa budynki, a trzecia, do której należały same kobiety, szykowała jedzenie nad paleniskiem. W szałasie, w którym znajdowała się szkoła, siedziały dzieci. Nie było tu co prawda niemowlaków (najmłodsze miało może około trzech lat),m ale Violetta wiedziała, że czeka ją dużo pracy. Uśmiechnęła się do dziewczynki siedzącej najbliżej i zaczęła przekonywać do siebie dzieci. Były nieufne wobec nowej, obcej osoby, ale kiedy zobaczyły, że Alex i Logan ją lubią, zaczęły być bardziej śmiałe. 
Wieczorem, padnięta Violetta siedziała z nowymi przyjaciółmi i garstką starszych dzieci nad brzegiem maleńkiego stawu. Jedną z dziewczynek zawołała matka, jednak to po chwili wróciła i wręczyła Violi bukiecik kwiatków. Na pożegnanie pomachała wszystkim i z ożywieniem zaczęła opowiadać mamie o minionym dniu. Kobieta odkręciła się i z wdzięcznością spojrzała na trójkę przyjaciół. Violetta wiedziała, że nigdy nie zapomni wyrazu jej twarzy. 
- I jak po pierwszym dniu pracy? - zagadał Logan.
- Świetnie! - odpowiedziała szczerze. - Jestem zmęczona, ale w życiu nie powiedziałabym, że zajmowanie się dziećmi może być takie przyjemne i miłe. Widzieć uśmiech na ich twarzach... Coś niesamowitego.
- Prawda? - uśmiechnęła się Alex - Dlatego przyjechałam tu z Loganem. W zeszłym roku ojciec nie chciał się zgodzić, bo twierdził, że jestem za młoda. Ale po śmierci mamy... - zacięła się na chwilę. Odetchnęła kilka razy, a niebieskooki chłopak objął ją ramieniem.
- Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz - powiedziała Viola. Wiedziała, jakie to trudne mówić o tych, którzy odeszli.
- Nie, nie. W porządku. Po jej śmierci tata stwierdził, że przyda mi się zmiana środowiska. Zabrałam Logana, żeby było mi raźniej. Pobyt tutaj mnie zmienił. Poczułam się potrzebna i kochana - spojrzała na swojego chłopaka z czułością. - Teraz wiem, że jestem silna i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej - dodała z pewnością, której Violettcie brakowało. Brakowało jej wiary, przyjaciół, szczęścia, siły. Brakowało jej Leona. Samo wspomnienie jego imienia sprawiało ból. Mimo to uśmiechnęła się i pokiwała głową. Miała łzy w oczach i bała się, że głos ją zawiedzie. Znów się bała. Od ponad trzech tygodni nie myślała o niczym innym, tylko o strachu i o tym jaka jest bezsilna, beznadziejna i żałosna. Użalała się nas sobą. I martwiła o przyjaciółkę. Wspominała to, co się wydarzyło. To, czego nie mogła już zmienić. I zamiast ruszyć się z łóżka i COŚ zrobić, nie robiła nic. Znów była bezsilna. 
Logan i Alex zrozumieli, co się dzieje w jej głowie. Szczególnie Alex. Objęli ją ramionami i zamknęli w ciasnym uścisku. Tego jej brakowało. Brakowało jej poczucia bezpieczeństwa. Po chwili pozwoliła łzom polecieć. Przyjaciele nic nie mówili. Pozwolili jej wypłakać smutek i gorycz. Kiedy się uspokoiła, na jej twarzy pojawił się uśmiech. Najpierw delikatny, ledwie widoczny, a potem coraz bardziej pewny i szeroki.
- Jeśli mogę ci coś doradzić - powiedziała Alex - Zadzwoń do Leona. Porozmawiaj z nim. To naprawdę daję siłę.
Violetta uśmiechnęła się z wdzięcznością i wstała. Wsiadła do jeepa, tym razem z ojcem dziewczyny i Angie. W motelu zeszłą do recepcji i wykręciła numer Leona na automacie. Odebrał po trzech sygnałach.
- Halo?
- Leon...

poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 98 "Nowe środowisko" i LBA

Zostałam nominowana do LBA. Dziękuję Fedemiła Forever <3 Aczkolwiek uważam, że nie zasłużyłam, bo ostatnio strasznie zaniedbałam Was i bloga za co chcę bardzo BARDZO Was przeprosić.  Ale mam tyle obowiązków... Kiedy mam już czas, żeby cokolwiek napisać, jestem tak zmęczona, że nie mam siły. I od tego doszły sprawy związane ze studniówką... Jeszcze raz przepraszam, a teraz pytania:

1. Jak to się stało, że zaczęłaś oglądać Violettę?
Po prostu :) Włączyłam kiedyś Disney Channel i się zakochałam :)
2. Ulubiona postać z naszego fioletowego serialu?
Leon
3. Ulubiona piosenka?
Ostatnio Union J - You Got It All
4. Najlepszy przedmiot w szkole?
Angielski i biologia <3
5. Z jakiego jesteś województwa?
Z mazowieckiego :)
6. Ulubione paringi?
Hm... chyba Leonetta :)
7. Oglądasz Violettę 3 po hiszpańsku czy czekasz na polskie odcinki?
Nie wiem czy będę miała czas na oglądanie :( Na razie czekam 
8. Jest postać, której nie lubisz?
W sumie to nie przepadam za Larą ;p
9. Wypisz w kolejności od tego, którego najbardziej lubisz, do tego, którego najmniej:
Jorge, Rugg, Xabiani, Toti, Facu, Diego, Damien, Samu
10. Znasz osobiście jakieś V-lover?
Może się to wydać dziwne, ale nie XD
11. Czytasz moje opowiadanie?
Niestety nie :(

Jeszcze raz dziękuję, a teraz zapraszam na rozdział :)


Fran nie wiedziała co odpowiedzieć. Była pewna, ze to Diego. Przecież nawet bliźniacy nie są do siebie tak podobni! Ale kiedy lepiej się przyjrzała zobaczyła w jego oczach coś, czego nigdy nie widziała u Diego. Jednak wciąż nie mogła w to uwierzyć. 
- Czego się gapisz? - warknął. - Ciekawe czy ktoś w ogóle zauważył, że was nie ma - dodał i zaśmiał się gardłowo. Spojrzał jeszcze raz na nie i wyszedł zatrzaskując drzwi.
- Mogę dać sobie rękę uciąć, że to mój przyjaciel... Ale skoro nie, to dlaczego Diego nigdy nam nie powiedział, że ma brata bliźniaka...
- A ty byś się chwaliła takim bratem? - zapytała Cornelia.
- Oh, masz rację. Wiesz co? Skoro już mam tu być, to dobrze, że nie jestem sama - uśmiechnęła się blado do nowej przyjaciółki. Przytuliły się do siebie i spróbowały zasnąć. Żadnej się to nie udawało. 
Cornelia myślała o swoich rodzicach, o siostrze i przyjaciołach. Czy jej szukają?
Fran myślała o swoich bliskich. Wiedziała, że jej szukają, ale wygląda na to, że bezskutecznie.
Kilkanaście minut później usłyszały warkot silnika. Carlos musiał gdzieś jechać. Dziewczyny spojrzały na siebie. Nie były zawiązane, ale nie wiedziały jak się stąd wydostać...

Po zacumowaniu statku Violetta wciąż nie wypowiedziała ani słowa. Angie chciała zagadywać ją, zadawała jej pytania, ale nic do dziewczyny nie docierało. Kiedy zeszły na ląd, wzięły swoje walizki i ruszyły do taksówki. Po pół godzinnej jeździe przesiadły się do wozu terenowego. Violetta patrzyła pustym wzrokiem na krajobraz za oknem. Gdyby nie sytuacja, w której się znalazła, z zachwytem oglądałaby drzewa i nieliczne zwierzątka. Jednak teraz nie miała na to ochoty ani siły. Nawet nie zauważyła, kiedy byli na miejscu. Kątem oka zobaczyła dzieci chowające za drzewem rosnącym niedaleko. Zaczął się do nich zbliżać mężczyzna, który przypominał jej ubiorem Indianę Jones'a.
- Witam - uśmiechnął się przyjaźnie. - Jestem Jacob Clifford, ale mówcie mi Jake. Miło mi was poznać. To jest wioska, która się opiekuję. Wy będziecie mieszkały w motelu niedaleko stąd, bo tutaj... cóż nie jest to przyjemne miejsce dla pań. Szczególnie w nocy. Ale może was oprowadzę. 
Większość tych budynków to mieszkania, ale ostatnio wybudowaliśmy też jeden większy szałas, właśnie na zorganizowanie szkoły. Dzieci jest około 30 w różnych przedziałach wiekowych, ale uznaliśmy, że mogą się uczyć razem. Oprócz tego będą dla nich przygotowywane posiłki, no i dla najmłodszych skombinowaliśmy zabawki. Do waszych obowiązków będzie należało uczenie i zabawa od czasu do czasu. Będzie wam jeszcze pomagała Alex - wskazał na brunetkę z zadziwiająco jasnymi oczami - i Logan - tym razem jej oczom ukazał się chłopak z błękitnymi oczami i przyjaznym uśmiechem. Viola również się uśmiechnęła. Wypadło to trochę blado, ale zawsze coś. 
- Violu, pójdę załatwić sprawy organizacyjne i zaraz wrócę - powiedziała Angie i poszła.
- Więc masz na imię Violetta - uśmiechnął się chłopak. - Nasze imiona już znasz. Więc, dlaczego tu przyjech...? - nie zdążył dokończyć pytania, kiedy oberwał kuksańca od dziewczyny.
- Sorry za niego. On już tak ma. Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz.
- Nic nie szkodzi - uśmiechnęła się i opowiedziała z grubsza o tym, co ostatnio wydarzyło się w jej życiu. Czuła, że może tej dwójce zaufać. - A wy?
- Jake to mój ojciec - powiedziała Alex. - Jestem tu jakby na wakacjach, a Logana zabrałam ze sobą. To mój chłopak, ale czasem ciężko mi się do tego przyznać. W każdym razie ja uczę dzieciaki matematyki, a Logan pisania. 
- Ja ma  je uczyć angielskiego, a Angie, moja ciocia, ma mi pomóc. 
Pozostałą część dnia Viola spędziła na zwiedzaniu wioski. Lepiej poznała nowych towarzyszy i nawet ich polubiła. Kiedy zaczęło się ściemniać, ruszyli do moteliku. Dziewczyna od momentu poznania Alex i Logana nie myślała o niczym innym tylko jej pobycie w RPA. Jednak leżąc w łóżku, wszystko wróciło. Wiedziała, że rano będzie napuchnięta i czerwona. Jak od kilku poprzednich tygodni.

Leon pytał wszystkich czy wiedzą, gdzie jest Violetta. Nikt nie wiedział. Wiedzieli, że wyjechała. Wszystkim było ciężko, ale najgorzej znosiła to Ludmiła. Straciła dwie najlepsze przyjaciółki. Nawet Federico nie był w stanie jej pocieszyć. Można powiedzieć, że się do niej wprowadził. Rodzice nie mieli nic przeciwko. Wiedzieli w jakim stanie jest córka. 
Marco chodził jak zombie. Prawie nic nie jadł, nie spał...
Leon też nie czuł się lepiej. 
Wszystkim brakowało dziewczyn...

__________
Mam nadzieję, że się Wam spodobał :)
W zakładce postacie pojawiły sie dwie nowe twarze ;)

niedziela, 12 października 2014

Rozdział 97 "Kolejny wyjazd"

Dwa tygodnie później

O Fran ciągle nic nie wiedzieli. Violetta i Ludmiła od kilku dni nie pokazywały się w Studio. Marco był załamany. Nikt nie miał ochoty na wypad na miasto albo nad jezioro. Rodzice włoszki byli w rozsypce, a policja wciąż nie miała najmniejszych śladów ani nawet pomysłu, gdzie mogłaby być dziewczyna. W między czasie zgłoszono tez zaginięcie innej dziewczyny. Była to córka wspólnika ojca Francesci - Cornelia Hale. Funkcjonariusze podejrzewali, że oba porwania są powiązane, ale niczego nie mogli być pewni. 
Co więcej, do Violetty zaczęły dochodzić listy z pogróżkami. Wiedziała, że to Lara. Normalnie nie przejmowałaby się aż tak bardzo, ale po utracie przyjaciółki łatwo wpadała w histerię, a te wiadomości pogarszały sprawę. Angie tak martwiła się o siostrzenicę, że zadzwoniła po lekarza. O 16 pojawił się w ich domu. Poszedł do pokoju dziewczyny.
- Dzień dobry - zero reakcji. - Możemy chwilę porozmawiać? - Violetta zwróciła głowę w jego stronę.
- Jest pan psychologiem? - zapytała głosem, którego dawno nie używała.
- Tak. Chcę pani pomóc.
Dziewczyna westchnęła:
- Wiem i doceniam to, ale mi pomoże tylko powrót przyjaciółki. Wie pan jak to jest stracić kogoś bliskiego? Na pewno pan wie. A zdarzyło się, że stracił pan CZTERY osoby jednocześnie? Najpierw zginął mój tata, potem zerwałam z chłopakiem, którego wciąż kocham. Kiedy zaczęło się układać, przyjaciel, który uratował mi życie musiał wyjechać, a później zaginęła moja najlepsza przyjaciółka. Takie sytuacje mogą powodować złe samopoczucie. I jeszcze te listy, w których się dowiaduję, że jestem dziwką, idiotką, monstrum i... - tego było za wiele. Dziewczyna rozpłakała się.
- Mam pewien pomysł... - odparł lekarz. - Mam przyjaciela w Afryce, w RPA. Prowadzi ośrodek niosący pomoc dzieciom z okolicy. Może poleciałaby tam pani z pani ciocią na kilka miesięcy. Czasami pomaganie innym dobrze wpływa na nasze samopoczucie. Będzie mogła pani zapomnieć o problemach na czas pracy. I, proszę mi wierzyć, te dzieci potrafią czasem nas nauczyć wielu rzeczy, na które byśmy nie wpadli leżąc w łóżku. 
- Ok - powiedziała. - Ale do samolotu nie wsiądę. 
- W takim razie, załatwię miejsca na statku. Do zobaczenia.
Violetta zastanawiała się czy żegnać się  z przyjaciółmi, ale doszła do wniosku, że nie byłaby w tanie tak po prosu ich zostawić nie wiadomo na jak długo. 
Następnego dnia ogarnęła się i wyszła do kawiarni. Wszyscy już tam byli. Wszyscy oprócz Leona i Fran... Dziewczyna opowiedziała o wyjeździe i ze łzami w oczach wyściskała wszystkich. Po godzinie przyjechał Ramallo.
W drodze do portu, poprosiła o zatrzymanie się obok domu Leona.
- Dzień dobry - przywitała się z jego mama. - Leon u siebie?
- Tak, wejdź słonko.
Violetta ruszyła dobrze znanymi schodami do pokoju chłopaka. Leżał na łóżku i patrzył się w sufit.
- Violetta... - szepnął i od razu ją do siebie przygarnął. Brakowało tego im obojgu.
- Przyszłam się pożegnać.
- Ja-jak to?
- Wyjeżdżam. 
- Gdzie?
- Ja... Nie mogę powiedzieć. Tak będzie lepiej. Kiedy będę gotowa, odezwę się. Ale Leon... Obiecaj mi, że jeśli będzie coś wiadomo o Fran, zadzwoń do Angie.
- Czemu nie do ciebie?
- Nie będę miała telefonu. To jest mi potrzebne. Wrócę lepsza. I silniejsza. 
- Jesteś silna - szepnął i jeszcze raz przytulił.
- Kocham cię Leon.
- Ja ciebie też.
Spojrzeli sobie w oczy. Chłopak zbliżył się do jej twarzy, ale Violetta odwróciła się i wyszła. Serce znów pękło jej na miliony kawałków. Bała się, że nie pozbiera go po raz kolejny. Stłuczony wazon można posklejać, ale i tak będzie widać ślady po upadku. A im częściej spada, tym trudniej dopasować kawałki do siebie...

Fran nie mogła spać. Podobnie jak Cornelia. Nie wiedziały czy jest noc, czy dzień. Gdzie są? Czy ktoś ich szuka? Czy w ogóle ktoś je znajdzie?
Po kilku godzinach od ostatniego posiłku, który został im wepchnięty przez drzwi, do pomieszczenia wszedł ON.
- Ufałam ci - chrypnęła Francesca. - Jesteś potworem. I czemu w ogóle to robisz?
- Haha - zaśmiał się gardłowo. - Dlaczego? Bo wasi kochani ojczulkowie posłali mojego przyjaciela za kratki! Pracował w ich firmie od trzech lat, a oni wydali go psom. Bo co? Bo kilku osobom sprzedał prochy?! 
Fran stała osłupiała.
- Myślałam, że jesteś inny, Diego...
- A ja myślałem, że jesteś bardziej rozgarnięta... Jestem Carlos, nie Diego.


_________
Krótki, ale jest. 
Wydaje mi się, że wiem jak to pociągnąć dalej, ale boję się, że za bardzo zamieszam w postaciach i akcji... Chociaż...
Czytał ktoś z Was książkę Erici Spindler Dotyk strachu? :)
Pytanie wydaje się z innej beczki, ale chcę zrobić coś podobnego jak autorka i jestem ciekawa, co o tym myślicie :)
Nie chcę się precyzować, bo chcę zrobić niespodziankę. Jeśli macie jakieś pytania zapraszam do zakładki PYTANIA, na mojego twittera, gg, instagrama, maila - wszystko w zakładce KONTAKTY. :)

niedziela, 5 października 2014

Ważna informacja

Przepraszam Was bardzo, ale dzisiaj też nie dodam rozdziału :(
Nie daję rady. Mam mnóstwo obowiązków związanych ze szkołą, a kiedy kończę się uczyć, jestem w stanie tylko spać. 
Nie zawieszę bloga. Postaram się po trochu pisać w ciągu tygodnia, ale nie wiem, co mi z tego wyjdzie :(
Przepraszam

niedziela, 21 września 2014

Rozdział 96 "Jakoś to będzie, prawda...?"

- Więc to jest ta twoja choroba?! - usłyszeli. Violetta od razu poderwała się na równe nogi i spiekła raka.
- Lara, to nie tak... - zaczął Leon, ale dziewczyna mu przerwała.
- Ty się nie odzywaj. Nie mogłaś przeżyć, że Leon jest ze mną? Ha! Mogę się założyć, że mścisz się za tamta sukienkę! Jesteś niesamowita - powiedziała z nienawiścią. - Pogódź się z tym, że nie wszyscy cię lubią i nie będą latać wokół ciepie będąc na każde twoje skinienie. Taka jesteś niby niewinna i uczynna, ale z chęcią wbiłabyś mi nóż w plecy, prawda?!
Dla Violetty było tego zbyt wiele. Ze łzami w oczach wybiegła z pokoju, a potem z domu i ruszyła do siebie. Rozumiała, że Lara się wściekła, ale jej słowa i tak zabolały. Chciała przecież tylko pomóc Leonowi. Nie zrobiła nic złego...
- Nie zrobiłam nic złego - powiedziała sama do siebie i zamiast iść do domu, usiadła na pobliskiej ławce. Nawet nie zauważyła, kiedy dosiadł się Diego.

Lara ciągle stała, gotując się ze złości. 
- Nie powinnaś była mówić tego wszystkiego - powiedział Leon. On też był wściekły, ale na Larę.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak cię omamiła! Widziałam jak na nią wczoraj patrzyłeś. 
- To ty nie wiesz, co mówisz. Wszędzie doszukujesz się intrygi i oczekujesz ciągłego zapewniania, że cię kocham, ale wiesz co? Tak nie jest! - powiedział w końcu.
- C-co masz na myśli?
- Chcę, żebyś stąd wyszła...
- Zrywasz ze mną?! - pisnęła.
- Tak - odpowiedział po prostu.
- Pożałujesz tego! - zawołała po dłuższej chwili. - Ty i ta dziwka! - krzyknęła, trzasnęła drzwiami i już jej nie było.
Leon czuł się jeszcze gorzej niż przed przyjściem Violetty. Wydawało mu się, że Lara nie byłaby w stanie zrobić komukolwiek krzywdy, ale wcześniej nie widział takiego złowieszczego błysku w jej oku. Wiedział, że dzisiaj już nie uśnie.

- Kolejny raz widzę cię ze łzami w oczach. Wolałbym, żebyś się uśmiechała. Znów przez Leona?
- Tym razem nie - odpowiedziała z goryczą i opowiedziała całą sytuację.
- Wredna larwa - podsumował krótko chłopak. - Violu, nie masz się za co obwiniać. Chciałaś tylko pomóc. To ona ma jakiś problem. A teraz chodź. 
W drodze do domu zagadywał ją cały czas, żeby odciągnąć jej myśli od kłótni z Larą. W pewnym momencie zobaczyli Marco. 
- Hej, nie powinieneś leżeć w łóżku? - zapytała Violetta. - Fran mówiła, że jesteś chory.
- Wyszedłem jej szukać - powiedział zachrypniętym głosem. - Miała przyjść, ale nie ma jej już trzy godziny. Dzwoniłem chyba ze sto razy i za każdym razem włącza się sekretarka. To nie podobne do Francesci. Coś jej się stało... - powiedział i zaczął kaszleć. Diego poklepał go po plecach i we trójkę poszli z nim do jego domu. Violetta nakazała mu położyć się do łóżka i obiecała się nim zająć, dopóki nie wróci jego mama. Diego w tym czasie poszedł na policję zgłosić zaginięcie. Po powrocie odprowadził Violę do domu. Ani on, ani Marco nie pozwolili jej iść samej. W domu nikogo nie było, więc chłopak siedział z nią do powrotu Angie. Violetta zwinęła w kłębek i zasnęła na kanapie. 
Ludmiła siedziała zapłakana obok Federico.
Niby nie byli jeszcze razem, ale oboje czuli, że są sobie nawzajem potrzebni. Przed chwilą wpadł do nich na moment Diego. Wracał od Violi i opowiedział im o Francesce. Ludmi się załamała.
- Na pewno się znajdzie - próbował ją uspokoić Fede.
- A co jeśli coś jej się stało? A jeśli ona już...?
- Nie wolno ci tak myśleć!
Leżeli razem tak długo, ze oboje usnęli. Nie był to jednak sen dający długi wypoczynek.

Kiedy Fran poczuła, że samochód się zatrzymuje, serce jej zamarło. Poczuła, że ktoś bierze ją na ręce i niesie. Weszli do budynku, potem schodami na dół. Rzucił ją jak worek na materac. Włoszka jęknęła cicho. Słyszała jakieś skrzypienie i szuranie. Po chwili siedziała na krześle, a obok siebie czuła czyjeś bezwładne ciało.
Kiedy drzwi za porywaczem zamknęły się, usłyszała.
- Kim jesteś?
- Jestem Fran... A ty?
- Cornelia. 
- Jak długo tu jesteś?
- Nie wiem... Tydzień, może dwa...
Zamilkły, gdy usłyszały kroki za drzwiami. Porywacz najpierw zabrał Cornelię, a potem Fran. Rozwiązał im ręce i szybko opuścił pomieszczenie. Zamknął drzwi na oba zamki i oddalił się. Dziewczyny zdjęły opaski z oczu i rozejrzały się po pokoju. Fran czuła mniej wilgoci, niż w tamtym pokoju. Tapeta odłaziła ze ścian płatami, a miejscami widać nawet było tynk. Na podłodze leżały dwa zniszczone materace i dwa grube koce. Pod ścianą stał stary łamiący się stół i dwa krzesła. Oprócz tego był tu umywalka i lustro, w którym i tak niewiele było widać. Nie było tu okien, a jedynym źródłem światła była stara brzęcząca żarówka zawieszona przy suficie. Fran spojrzała na nową znajomą. Przed porwaniem musiała być ładną i wesołą brunetką. Domyślała się, że przy uśmiechu na jej twarzy pojawiały się urocze dołeczki. Jednak teraz twarz miała brudną i zapłakaną. Oczy napuchnięte i czerwone, usta suche i dawno nie rozciągające się w uśmiechu. Na oko wyglądała na 18 lat, ale mogła tez być młodsza. Francesca wykrzywiła usta w grymasie, który mógłby być ślicznym uśmiechem, gdyby nie sytuacja, ale to wystarczyło by zyskać zaufanie dziewczyny. Zbliżyły się do siebie i przytuliły. Postanowiły, że połączą materace i będą spać obok siebie, żeby było im raźniej.
- Jakoś to będzie, prawda? - zapytała Cornelia.
- Jakoś na pewno.

__________
Jest nawet wcześniej niż myślałam :)
Mam nadzieję, że się Wam podoba ;)
Trochę smutny, ale JEJ! LEON ZERWAŁ Z LARĄ :D:D
Zapraszam też do zakładki POSTACIE ;)

sobota, 13 września 2014

Rozdział 95 "Grypa, porwanie i zerwanie"

Dziewczyna ciągle nie była sobą. Razem z Fran i Angie zjadła śniadanie. Dzisiaj była sobota - miały cały dzień dla siebie. Po posiłku, Fran i Viola poszły na spacer. 
- Jak ci się układa z Marco?
- Świetnie - uśmiechnęła się przyjaciółka. - Jest taki kochany. Tylko po wczorajszym balu, znów wylądował w łóżku. Nie wykurował się przed imprezą i go zawiało. Wieczorem skocze do niego na moment. A co z Dean'em?
- Dzisiaj wyjechał do Waszyngtonu...
- Przykro mi.
- Nie powinno - uśmiechnęła się Violetta. - Tak jest lepiej. Oj, nie to miałam na myśli! Chodzi o to, że lubię go. I jest miły i w ogóle, ale...
- Ale ty ciągle coś czujesz do Leona - dokończyła za nią Francesca.
- Właśnie. 
- Nie poddawaj się - przytuliła ją przyjaciółka. - Będzie dobrze. Z Leonem czy bez, a teraz chodź na lody.

On cały czas szedł za nimi. Słyszał każde ich słowo. I nie mógł uwierzyć, że ciągle go nie zauważyły i nie poznały... Czy Violetta musi cały czas z nią iść?! Nie mogą się gdzieś rozdzielić?! Nie... Musi być cierpliwy. Przecież mówiła, że wieczorem pójdzie do Marco. Wtedy będzie mógł ją załapać...

Leon miał iść na trening, ale nie był w stanie. Miał gorączkę i cały czas było mu niedobrze. Mama stwierdziła grypę żołądkową. Czuł się fatalnie. Nie mógł się ruszać, kiedy tylko podnosił głowę miał mroczki i ledwo żył. Ojciec przyniósł mu do pokoju miskę, żeby nie musiał biegać do łazienki. Tylko teraz została sam. Matka nie dostała wolnego, a ojciec nie mógł wziąć wolnego. Leon zastanawiał się czy nie zadzwonić do Lary, ale nie zdążył, bo ona zadzwoniła pierwsza. 
- Leon, co ty sobie wyobrażasz?! Za tydzień masz ważny wyścig i nie ćwiczysz?! Wiem, ze jesteś dobry, ale w ten sposób nic nie osiągniesz! Myślałam, że bardziej ci zależy...
- Lara, ledwo mogę podnieść głowę - wychrypiał przez zaschnięte gardło. Zapomniał poprosić mamę o szklankę wody zanim wyszła. - Mam grypę żołądkową i 40 stopni gorączki.
- Oo... Przyjść do ciebie?
- Lepiej znajdź za mnie zastępstwo. Nie wiem czy dam radę jechać za tydzień.
- No dobrze... Odwiedzę cię później. Kocham cię.
- Ja ciebie też.
I znów był sam w ciszy. Ledwo mógł wytrzymać. Zaczynało mu brakować śliny i czuł jak język przylepia mu się do podniebienia. Właśnie odkrywał kołdrę, kiedy w drzwiach zobaczył twarz anioła.
- Violetta?
- Nic nie mów. Zaraz ci przyniosę wody - powiedziała i zniknęła. Po chwili wróciła ze szklanką wody. - Masz.
- Skąd się tu wzięłaś? - zapytał po wypiciu połowy szklanki.
- Szłam z Fran i spotkałyśmy twoją mamę. Miała wyrzuty sumienia, że zostawiła cię samego i poprosiła mnie, żebym się tobą zajęła. 
- Powinienem się domyślić.
- Od czego ma się przyjaciół - powiedziała z ledwo wyczuwalnym smutkiem. 
- A jeśli cię zarażę?
- Przeżyję - uśmiechnęła się i odgarnęła mu włosy z czoła. - Potrzebujesz czegoś? 
- Nie. Ale usiądź dalej. Nie chcę żebyś ty się tak czuła.
- Och, daj spokój - żachnęła się Violetta. - Jestem do twoich usług - uśmiechnęła się.
- To ja powinienem ci pomagać. Czuję się okropnie wiedząc, że nic nie mogę zrobić dla ciebie...
- Przestań - przerwała mu. - Idę ugotować ci rosół, a ty... A zresztą i tak nigdzie nie pójdziesz - uśmiechnęła się i ponownie opuściła pokój.
Leon mimo gorączki poczuł się lepiej. Co więcej,  cieszył się, że jest z nim. 

Poszło lepiej niż myślał. Violetta niedługo po wyjściu z lodziarni poszła w inną stronę. Jeszcze chwilę szedł za włoszką. Kiedy była niedaleko domu Marco, ruszył do ataku...

Fran nie mogła pozbyć się wrażenia, że ktoś za nią idzie. Co chwila odkręcała się, ale nikogo nie widziała. Skręcała już w ulicę, na której mieszkał jej chłopak. Na jej nieszczęście, nikogo tu nie było. Nawet staruszki z karmą dla kotów. Zaczęła żałować, że nie wróciła do domu. Było południe, ale nie czuła się bezpiecznie. I miała rację. Kiedy kolejny raz się odkręciła, zobaczyła jego... Stał z krzywym uśmiechem...
- CO tu robisz? Dlaczego mnie śledzisz?!
- Dowiesz się  w swoim czasie... - i zanim zdążyła krzyknąć zarzucił jej koc na głowę.
Fran nie mogła uwierzyć... Ufała mu. A on ją porwał... Dlaczego?!?!

- Smakuje? - zapytała Violetta nieśmiało.
- A mogłoby nie? Jest pyszny - powiedział Leon kończąc rosół. - Nie wiedziałem, że umiesz gotować.
- Ja też - zaśmiała się Violetta. - Leon...? Dobrze się czujesz?
- Nie wiem...
- Leon, jesteś zielony na twarzy! - zawołała przerażona i podsunęła mu miskę. 
Pięć minut później Leon nie mógł spojrzeć jej w oczy. Jego "męska duma" została urażona. 
- Przestań stroić fochy - powiedziała. - Jesteś chory. Pogódź się z tym.
- Dziękuję, że tu jesteś.
- Drobiazg. A teraz spróbuj się przespać - powiedziała i cmoknęła go w czoło, jak dziecko.
Zeszła na dół, ale po chwili usłyszała wołanie z pokoju chłopaka.
- Coś się stało?
- Nie chcę siedzieć sam... - powiedział sepleniąc. - Zostanies ze mnom?
- Dobrze - westchnęła i usiadła obok.
Rozmawiali jeszcze chwilę. Potem Leon zasnął, a Violetta głaskała go bezwiednie po lekko spoconych od gorączki włosach. I nie wiedząc kiedy, sama zasnęła z głową na jego ramieniu. Godzinę później obudził ich dźwięk otwieranych do pokoju drzwi...


__________
Jest dzisiaj, bo jutro nie wiem czy znajdę czas :(
Moja polonistka zgłosiła mnie do czytania fragmentów "Trylogii" Sienkiewicza... Lekko się stresuję, bo nie lubię takich publicznych występów :P
Wolę pisać w swoim pokoju - zamknięta i sama :)
Ale z ludźmi też trzeba mieć jakiś kontakt nie? Nawet taki outsider jak ja musi czasem wyjść z nory. Tak twierdzi moja mama XD
Ale się rozpisałam... 
Mam nadzieję, że rozdział się podobał :)
Piszcie komentarze, kocham Was :*

niedziela, 7 września 2014

Info

Przepraszam, ze nie dodałam dzisiaj rozdziału, ale nastąpiły małe komplikacje...
W ogóle zastanawiam się nad zakończeniem historii. Jeszcze nie teraz tak od razu, ale niedługo. Zwyczajnie nie mam czasu... Mam tyle dodatkowych zajęć, że nawet w sobotę i niedzielę chodzę do szkoły, tak jakby :(
postaram się coś dodać w tym tygodniu, ale nie obiecuję